Najtrudniejsze są początki
   

   
Co potrzeba by założyć hodowlę królików, gołębi, szynszyli? Czy to się opłaca? Czy można z tego utrzymać siebie, rodzinę? O tym rozmawialiśmy z hodowcami na Wystawie Drobnego Inwentarza zorganizowanej wspólnie z Pałuckimi Targami Rolnymi.

    Na X Pałuckich Targach Rolnych w Żninie już po raz czwarty odbyła się Wystawa Drobnego Inwentarza zainicjowana przez Joachima Hinze, prezesa Stowarzyszenia Odnowy Hodowli Królika w Regionie Kujawsko-Pomorskim oraz członka oddziału bydgoskiego Polskiego Związku Hodowców Gołębi Rasowych i Drobiu Ozdobnego. Na wystawie tej zostały zaprezentowane między innymi różne rasy królików, gołębi, a także bażanty, kury, a nawet szynszyle.
    Hodowcy zapytani o powody poświęcenia się takiemu zajęciu zgodnie odpowiadali, że przede wszystkim trzeba to po prostu lubić. Niektórzy oddają się swojej pasji od niedawna, ale są też tacy, którzy kontynuują tradycję rodzinną i z profesjonalną hodowlą mieli do czynienia już od dziecięcych lat. Tak jest w przypadku Czesława Marciniaka z Barcina, w którego rodzinie gołębie hoduje się od około 1900 roku. On sam propaguje głównie polskie rasy, mówi: - Polskie rasy są wypierane, trzeba się za to zabrać. Coraz mniej jest polskich hodowców. A założenie hodowli nie jest trudne: - Najlepiej zacząć od kapucynów staroholenderskich, jest to prosta rasa, która daje sobie radę na zewnątrz, nie potrzebuje specjalnych warunków - tłumaczy. - Cena takich gołębi też jest stosunkowo niska, wynosi około 60 zł za parę. Dla porównania Czesław Marciniak z dumą prezentuje nowy typ Pawika, który wymaga większej opieki, ale swoją strukturą budzi szczery zachwyt nie tylko właściciela.

Marian Stosik z Tucholi prezentuje swoją dumę - garłacza pomorskiego
Marian Stosik z Tucholi prezentuje swoją dumę - garłacza pomorskiego                   fot. Magdaalena Kruszka

    O warunkach, jakie wymagane są podczas hodowli gołębi wiele i chętnie opowiadał Marian Stosik z Tucholi. - Gołębnik musi być dobrze oświetlony i przewiewny, czyszczony minimum dwa razy w tygodniu. Muszą być w nim poidła myte przynajmniej raz dziennie. Konieczna jest urozmaicona karma i zróżnicowane witaminy. Jeśli chodzi o zakup gołębi, to najlepiej rozpocząć hodowlę nabywając gołębie bardzo dobrych ras od hodowców, którzy są w związkach, którzy biorą udział w wystawach.
    Włodzimierz Kowalski z Mogilna od sześciu lat zajmuje się hodowlą bażantów, która wydaje się być bardziej skomplikowana. - Nie ma dobrej literatury, która opisywałaby poszczególne gatunki, zamieszczała ilustracje. Problemem jest także to, że kury bażanta bez ryzyka wysiadują jaja jedynie wiosną - skarży się pan Włodzimierz. - Utrzymanie hodowli nie jest już takie drogie, ale nie można liczyć też na duże zyski. Ja zaczynałem od złotych bażantów po 100 zł za sztukę, teraz więcej niż 80 zł nie dostanę.
    Poza gołębiami i bażantami na wystawie można też było spotkać króliki. Ich właściciele podkreślali, że do rozpoczęcia hodowli nie trzeba wielkiego wkładu i jest to dobry sposób na zagospodarowanie wolnego czasu. Tak właśnie traktuje to Henryk Kujawka z Dąbrówki Nowej: - Mam zasiłek emerytalny, trochę ziemi, klatki zrobiłem sam. Teraz mam około 250 sztuk królików nowozelandzkich i kalifornijskich i poświęcam im mniej więcej cztery godziny dziennie - opowiada. - Robię to z zamiłowania, no i mięso królicze jest znacznie smaczniejsze. Te same rasy posiadają państwo Iwona i Michał Jułga z Wenecji, hodowlą zajmują się od dziesięciu lat i mają ponad 100 klatek. - Są najbardziej mięsne, najszybciej się rozmnażają i szybko rosną - mówi pani Iwona. - Kiedy są małe nie wymagają dużej uwagi, potem jest trochę więcej pracy, trzeba częściej zmieniać ściółkę.

Hodowla królików wcale nie jest taka skomplikowana - mówi Henryk Kujawka z Dąbrówki Nowej
Hodowla królików wcale nie jest taka skomplikowana - mówi Henryk Kujawka z Dąbrówki Nowej      fot. Magdalena Kruszka

    Jednak największym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród dzieci, cieszyły się szynszyle. Ich hodowlą od sześciu lat zajmują się obecni na wystawie Iwona i Piotr Kujawa.
    - Aby założyć fermę szynszyli potrzebny jest spory wkład początkowy, to stanowi główną barierę. Drogie są zwierzęta i wyposażenie, potrzebne są specjalistyczne klatki - wylicza trudności pan Piotr. - Zwierzęta te potrzebują domowych warunków, temperatura w pomieszczeniu musi wynosić około 20oC, konieczna jest też wentylacja i właściwe oświetlenie. Natomiast sam chów jest stosunkowo tani, szynszyle bardzo mało jedzą, wystarczy karmić je raz dziennie. Jednak jeśli ktoś przebrnie przez ten trudny początek, pozostaje mu tylko czerpać korzyści z zysków. Zbyt jest bardzo duży, a ceny ciągle rosną - kontynuuje pan Piotr. - Co prawda, na polski rynek trafia niewiele skórek, ale za granicą są one bardzo popularne, za jedną skórkę można dostać od 30 do 50 dolarów, w zależności od jej jakości.
    W hodowlę drobnego inwentarza trzeba włożyć przede wszystkim dużo serca i trzeba się nią pasjonować. Jeśli spełni się ten warunek, z pozostałymi trudnościami można sobie poradzić, a hodowla staje się doskonałym sposobem na pożyteczne wykorzystanie wolnego czasu.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 759 (35 /2006)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry