Drukuj

Mieczysława Matczak mieszka w Wycinkach (gm. Jeziora Wielkie) i rowerem musi wozić w baniakach wodę od znajomych z oddalonych o 4 km od jej zabudowań Wronowych. Woda w jej domu nie nadaje się do spożycia, a walka o doprowadzenie nowej nitki wodociągowej nic nie daje.

      fot. Paweł Lachowicz

Problem, woda, Wycinki, wójt, Matczak, bracia, las
Wójt - wykopać studnię, sklep - Tytan w promocji
     Od 9 lat Mieczysława Matczak i jej bracia nie mogą korzystać dla celów pitnych z wody pobieranej z hydroforni. W domu psują się urządzenia. Gdy chcą się wykąpać, do wody dolewają octu. Mieszkają w lesie i są jedynymi odbiorcami wody. Miało tu kiedyś powstać osiedle mieszkaniowe dla pracowników nadleśnictwa, ale do tego nie doszło. Dziś gminie nie opłaca się przejmować i naprawiać hydroforni. Nie opłaca się także ciągnąć nitki wodociągowej tylko dla dwóch rodzin, bo jakość wody wtedy i tak nie poprawiłaby się. Wójt proponuje wykopanie studni, gmina finansowo nie pomoże, bo jest to na prywatnej działce.

     W LESIE PRZY HYDROFORNI
     Mieczysława Matczak od dziecka mieszka w miejscowości Wycinki (gm. Jeziora Wielkie). Leży w środku lasu i znajduje się tam tylko jedna zabudowa mieszkalna, właśnie ta, w której mieszka pani Matczak. W lesie, niedaleko jej zabudowań znajduje się hydrofornia, której właścicielem jest Nadleśnictwo Miradz.

 Roman Kocik musi w baniakach dostarczyć wodę do domu dla 83-letniej mamy

      fot. Paweł Lachowicz

 Woda w tej literatce pochodzi z kranu w mieszkaniu Mieczysławy Matczak   

        fot. Paweł Lachowicz

     Jak ustaliliśmy hydrofornia powstała 29 lat temu, gdyż w planach miały tam być wybudowane wielorodzinne budynki mieszkalne dla pracowników nadleśnictwa. W rezultacie bloki mieszkalne powstały jednak w Przyjezierzu.
     W Wycinkach została tylko hydrofornia, która w obecnej chwili zasila w wodę tylko zabudowania Mieczysławy Matczak, które swego czasu należały do Nadleśnictwa. Później dom został podzielony na dwie części i wykupiony przez rodzinę Matczaków. W jednej części domu mieszka pani Mieczysława z dwójką synów. Jednak mężczyźni mało przebywają w domu, gdyż jeden pracuje w Bydgoszczy, a drugi w Poznaniu. W drugiej części domu mieszka mama pani Mieczysławy, 83-letnia Wanda Kocik z oznaczoną I grupą inwalidztwa oraz dwóch jej synów, a braci pani Mieczysławy - Roman Kocik i Jan Kocik.
     ŻÓŁTA WODA
     Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że hydrofornia nie była przez te lata remontowana i woda jest w coraz gorszym stanie. W tej chwili nie nadaje się już do spożycia, ale i coraz trudniej używać ją do innych celów na przykład mycia naczyń, czy prania odzieży. W związku z pogarszającym się stanem wody pitnej pani Mieczysława w czerwcu 2012 r. zainteresowała sprawą wójta Zbysława Woźniakowskiego. Mówiła wówczas włodarzowi gminy, że Nadleśnictwo ma zamiar zamknąć hydrofornię, gdyż woda już się do niczego nie nadaje. Stwierdzono w niej bardzo dużą zawartość żelaza. Podczas naszej wizyty w Wycinkach, pani Mieczysława pokazała nam, jak wygląda woda, która leci z kranu w jej domu. Okazało się, że jest żółta. Właściwie w chwili nalewania była biała, ale napuszczona do szklanki natychmiast się zażółciła, a na dnie widać było warstwę osadu.
     PSUJE NAWET SPŁUCZKI
     Problem jakości wody wpływa na codzienne życie mieszkańców, praktycznie to normalne życie im utrudnia. Gospodyni nie może wyprać w niej odzieży, gdyż osady natychmiast osadzają się na tkaninach. Woda używana jest tylko do spłuczki, ale i urządzenia w spłuczce szybko się psują. Zawór napełniający spłuczkę wodą, jak i zawór spuszczający, bardzo szybko zachodzą grubym osadem i nadają się tylko do wymiany. Mieszkańcy wymieniają te zawory raz w miesiącu.
     - Ten zawór się zapycha i woda po prostu nie leci do spłuczki. Do kąpieli ta woda się nadaje, ale po wcześniejszym wlaniu do niej octu. Wszystkie urządzenia w tym wanna, czy umywalka są zażółcone. W kranach wykręcone są sitka, gdyż stale się zapychają. Reklamują w telewizji dobre wybielacze, ale ta nasza woda nic nie przyjmuje. Mieszka się tutaj fajnie, tylko że woda do niczego i garnki się niszczą - mówi pani Mieczysława.
     NA OKEJ WÓJTA SIĘ KOŃCZY
     Od momentu, kiedy woda przestała nadawać się do spożycia mieszkańcy domu wożą wodę w baniakach na rowerach. Mieczysława Matczak dwie bańki wkłada do koszyka na bagażniku. Inne wiesza na kierownicy i przemierza czterokilometrowy odcinek drogi rowerem z pustymi bańkami do Wronowych (gm. Strzelno). Tam u mieszkańców napełnia bańki i z powrotem tą trasę przemierza pieszo, gdyż pełne bańki uniemożliwiają jazdę.
     - Jak syn jest w domu to przywiezie samochodem, w innym wypadku jadę rowerem do Wronowych po wodę. Muszę przywieźć sporo, bo potrzebuję do picia i prania. Przywożę wodę od Marka Sikory z Wronowych. Tak dalej nie da się żyć. Ja chodzę do wójta jestem u niego raz w miesiącu, a on mi zawsze tę sama bajkę opowiada. Jak byłam w czerwcu 2012 r., to mi powiedział, żeby wnioski poskładać i on to wszystko pozałatwia i będzie wszystko okej. Ciągle był ten sam temat. W końcu w 2014 r. złożyłam wniosek do wójta o przyłączenie wody do posesji. Odpowiedział mi, że w 2014 r. będą zgromadzone pieniądze na projekt, aby wodę podłączyć, a w 2015 r. będzie doprowadzona woda do miejscowości Wycinki. Chodzę do wójta co miesiąc już przez 3,5 roku i ciągle jest to samo. Jak tu można żyć bez wody? Po prostu nie da się żyć. A ile można wozić wodę na rowerze? Jak idę do wójta, to wszystko jest okej, lecz jak wyjdę za drzwi, to tak jakby rozmowy nie było. Wójt tłumaczy, że nie ma pieniędzy – mówi Mieczysława Matczak.
     Dodaje, że ze wszystkim, z czym zwraca się do gminy, zawsze odpowiedź brzmi: Nie. Jest zawiedziona, że wniosek, który złożyła do wójta oraz Rady Gminy pozostał bez echa, bez żadnej odpowiedzi.
     Wycinki należą do sołectwa Proszyska. Sołtysem tego sołectwa jest Elżbieta Kozłowska (w tej kadencji również radna), która miała obiecać Mieczysławie Matczak poruszyć sprawę wody na posiedzeniu Rady Gminy.

Tak wygląda zawór napuszczający wodę do spłuczki po miesiącu użytkowania 

      fot. Paweł Lachowicz

     TYTAN W SKLEPIE
     Jak ustaliliśmy 1.200 m. od zabudowy w Wycinkach znajduje się nitka wodociągowa. Wystarczyłoby na tym odcinku położyć rurę wodociągową, która zaopatrzyłaby gospodarstwo domowe w wodę.
     Do wójta i do Rady Gminy oprócz pani Mieczysławy pismo wystosowało też Nadleśnictwo w Miradzu, które wyraziło chęć przekazania hydroforni na rzecz gminy, ale jej modernizacja okazuje się zbyt kosztowna i tańszym rozwiązaniem byłoby podłączenie budynku w Wycinkach do sieci od pobliskiego gospodarstwa z Wronowych.
     - Jak wchodzę do sklepu, to sprzedawczyni sobie żartuje i mówi do mnie, że mają „Tytan” w promocji. Bo tylko „Tytanem” trzeba na noc zalewać ubikację, czy wannę, bo inne środki tego żółtego osadu nie usuną. Wstyd chodzić i prosić się ludzi o wodę zwłaszcza w XXI wieku, a zdrowie nie jest już takie, jak kiedyś. Prosiłam wójta, że jak nie chcą podłączyć do mnie wodociągu, to niech mi wodę dowożą. Gdyby to jeszcze było blisko, ale jak przyjdzie zima i zawieje, to trzeba pchać rower z bańkami z wodą. Jak człowiek zachoruje, to zostanie bez wody - dodaje pani Mieczysława.
     ZŁAPAĆ TROCHĘ DESZCZU
     Do celów spożywczych woda ta nie jest używana już od 9 lat i przez te lata dowożona jest do posesji przez mieszkańców w baniakach.
     - Wszędzie bańki z wodą stoją, w korytarzu bańki z wodą, na szafie bańki z wodą, a też bym chciała po prostu podejść do kranu i wodę sobie od tak napuścić. Nadleśniczy tylko ze względu na nas tej wody nie zamknął, żebyśmy mieli chociaż do spłuczki, czy do centralnego ogrzewania - mówi pani Mieczysława.
     Brat pani Mieczysławy, Roman Kocik musi dostarczyć wodę do domu dla 83-letniej mamy. Wodę potrzebują praktycznie do celów spożywczych. Ciekawostką w całej sprawie jest też fakt, że domownicy wyłapują wodę deszczową. Pod rynnami stoją beczki, do których spływa woda deszczowa. Służy ona do podlewania roślin, ale zdarza się, że jak się odstoi to i do prania jest używana.
     - Ta hydrofornia wytrzyma jeszcze pewnie z pół roku i pewnie wysiądzie i na końcu zostaniemy całkiem bez wody, Gmina jak miałaby to czyścić, to taniej jest pociągnąć nitkę wody. A teraz wężami kładą i szybko można to zrobić - dodaje pani Mieczysława.
     NIECH WYKOPIE STUDNIĘ
     Wójt Zbysław Woźniakowski mówi reporterowi, że rozmawiał w tej sprawie z pracownikami, dyrektorem jeziorańskiej komunalki Romualdem Andruszczakiem oraz kierownikiem wodociągów Jackiem Żuchowskim.
     Jego zdaniem podczas rozmowy jednoznacznie stwierdzono, że tak długi odcinek nitki wodociągowej nie rozwiąże problemu, gdyż mała ilość odbiorców nie pozwoli utrzymać w nitki wodnej w czystości, a w efekcie tego woda, która dotrze do gospodarstwa pani Mieczysławy nie będzie lepszej jakości niż ta, którą w tej chwili mają na terenie swojej posesji.
     - My tu dyskutujemy, a nie jest tak, że pani Matczak tu przychodzi i odchodzi ode mnie i to wszystko się rozmywa. Ja w tej chwili nie zrobię nic, bo nie mam pieniędzy. Poza tym okazuje się, że są tam tylko dwie rodziny. Wodę trzeba by prowadzić prawie 2 km. Ja pani Matczak tłumaczyłem, że ta woda nigdy by nie była jakościowo zdatna do spożycia. Ta woda będzie stała w rurach, bo ile ci mieszkańcy zużyją tej wody i będzie się osad osadzał – twierdzi wójt Woźniakowski.
     Jego zdaniem trzeba w tym przypadku również spojrzeć na celowość wydatkowania gminnych pieniędzy. Włodarz gminy twierdzi, że gdyby tam miały powstawać gospodarstwa, które odbierałyby wodę, to sprawa nabrałaby innego światła, ale w tej sytuacji, gdy tylko te dwie rodziny byłyby odbiorcami inwestycja jest bezcelowa.
     - My również nie mamy obowiązku dociągnięcia tej wody. Z hydrofornią również nie ma sensu nic robić. To nie jest tak, że nie, ale były dyskusje i analizy. Żadnego dowozu wody również nie możemy zagwarantować, bo i tak oni musieliby za to płacić. To mnie boli i bardzo tej pani współczuję, bo jak długo można wodę w bańkach wozić. Działałem, aby pójść w kierunku doprowadzenia wody, ale spece mi odradzają i mówią, że nie ma sensu. Niech ta pani sobie studnię wykopie - dodał wójt Woźniakowski.
Wójt wskazał wykopanie studni głębinowej, jako jedyne rozwiązanie, ale jednocześnie zaznaczył, że gmina nie może w żaden sposób partycypować w kosztach takiego przedsięwzięcia na prywatnej działce.

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1208 (14/2015)

 

Przejdź do forum.