Fara św. Floriana w Żninie. Rekonstrukcja planu z końca XIV wieku. rys. Jacek Kowalski

Gotyk na Pałukach - część druga

Kilka lat temu Jacek Kowalski, pracownik Instytutu Historii Sztuki UAM w Poznaniu publikował w Pałukach pierwsze efekty badań nad żnińskim kościołem farnym. Zostały one właśnie zakończone. Rozdziały o żnińskiej świątyni stanowią ważną część wydanej w tym roku książki Gotyk wielkopolski. Poniżej przedstawiamy w skrócie nowe tezy autora, dotyczące dziejów naszej fary.

I. Żnin płonie
Nadszedł straszny Rok Pański 1331. W tym to roku, jak pisze Długosz: mistrz pruski zgromadziwszy wielkie wojsko (...) z największym okrucieństwem pustoszy i niszczy pożarami ziemię łęczycką, sieradzką i wielkopolską tak, że nigdy przedtem Polska nie zaznała podobnego zniszczenia. Podczas napadu Krzyżacy ze szczególną zajadłością starali się zaszkodzić dobrom arcybiskupa gnieźnieńskiego Janisława, który był ich wielkim, politycznym przeciwnikiem. A ponieważ Żnin stanowił swego rodzaju stolicę okolicznych majętności arcybiskupich i mieścił arcybiskupi dwór - został spalony.
Jednak pewno jeszcze przed podpisaniem pokoju zaczęła się odbudowa miasta. O kondycję Żnina szczególnie zatroszczył się sam jego właściciel. On też zadbał o rewitalizację osady, sprowadzając w roku 1339 dominikanów, a zapewne też fundując im kościół i klasztor. Z kolei w roku 1350 następca Janisława, Jarosław Bogoria Skotnicki, zobowiązał wójta Męcla z Żarnowa do przeprowadzenia ponownej lokacji Żnina na prawie średzkim. To wyjątkowe przedsięwzięcie poświadcza pośrednio, że zniszczenia z roku 1331 musiały być ogromne.

Gotyckie okno w południowej ścianie prezbiterium. Widok z poddasza. fot. Mikołaj Potocki

II. Czy Krzyżacy spalili stary kościół?
W dotychczasowych opracowaniach przeczytać można, że podczas pożaru wznieconego przez najeźdźców spłonął żniński kościół. Ale to nieprawda. Wbrew pozorom, wojsko krzyżackie starało się nie palić świątyń - komturowie pośród okrutnych skądinąd działań wojennych na pewno brali pod uwagę polityczny wydźwięk czynów swojej armii i nieraz wstrzymywali ją od czynów, które w sposób spektakularny mogły zaszkodzić wizerunkowi Zakonu - w tym właśnie od niszczenia Domów Bożych. Przy całej nienawiści do Krolestwa Polskiego. Jeśli się im to zdarzało, były to swego rodzaju wypadki przy pracy czy spalenia mimo woli.
Później wszystkie krzyżackie świętokradztwa zostały przez polską stronę wyciągnięte na światło dzienne i napiętnowane. Nagłośniono na przykład spalenie kościoła św. Wawrzyńca w Gnieźnie i kościoła franciszkanów w Pyzdrach. Ale nie kościoła w Żninie. A przecież podczas procesu stawił się przed sędziami rycerz Wierzbięta, który zeznał, że zaraz po spustoszeniu i spaleniu Żnina przejeżdżał przez miasto i osobiście oglądał skutki pożaru. Nie wspomniał jednak ani słowem o kościele. Podobnie żniński proboszcz, którego zeznań skrupulatnie wysłuchano, nic o pożarze świątyni nie powiedział. Wynikałoby stąd, że stary kościół św. Floriana nie ucierpiał.
Był on jeszcze wówczas romański, murowany z granitowych ciosów, bez wątpienia tych samych, które tkwią dziś w ścianach gotyckiej fary. I bez wątpienia miał w Wielkopolsce renomę szacownego i dużego. Odbywały się w nim niekiedy ważne, diecezjalne uroczystości.
III. Po co budowano nową farę?
Skoro romański kościół przetrwał, i skoro był uznawany za szacowny, to dlaczego zbudowano nowy? No i dlaczego ten nowy nie powstał w obrębie właściwego miasta, tylko na miejscu starego kościoła, który po lokacji znalazł się za murami, na przedmieściach?
Można by rzec: właśnie dlatego. Bo skoro miasto przybierało nowocześniejszy kształt, skoro pojawili się w nim dominikanie, a z nimi gotycki kościół klasztorny - główny kościół parafialny nie mógł pozostać w tyle.  Właśnie jego szacowność i przywiązanie doń mieszczan nakazywały nadać mu wspanialszą, odpowiednią formę. Bo choć był szacowny, nie należałoby przeceniać jego pierwotnych rozmiarów. Najprawdopodobniej - jak wiele innych świątyń stojących w ośrodkach o podobnej wielkości - miał jedną tylko nawę i apsydę, mieszczącą ołtarz główny. Być może kiedyś badania archeologiczne potwierdzą bądź przekreślą te przypuszczenia.
        IV. Kiedy powstała fara?
Mury gotyckiej fary zachowały się do dzisiaj, choć od zewnątrz zostały mocno przelicowane podczas dwudziestowiecznej przebudowy, a od wewnątrz zakryte płaszczem  barokowych sklepień i stiuków z końca XVIII wieku. Te gotyckie mury datowano dotąd rozmaicie - często późno, to znaczy na przykład na wiek XV i XVI. Późnemu datowaniu odpowiadają resztki gotyckiego szczytu nad dawną nawą. Natomiast po bliższej obserwacji okaże się, że pozostałe części powstały dwa stulecia wcześniej. Wystarczy spojrzeć na surowy, nieozdobny szczyt prezbiterium albo archaiczne pary skarp na narożach, stojące względem siebie pod kątem prostym - w późniejszym średniowieczu zadowalano się w takich przypadkach jedną skarpą, ustawioną ukośnie. Tak jest, gotyckie mury żnińskiej fary trzeba datować na stulecie XIV, a konkretnie na dziesięciolecia następujące bezpośrednio po wojnie z Zakonem.

Dawne okno gotyckiej nawy, widoczne na poddaszu kościoła fot. Jacek Kowalski

        V. Mistrz dominikański i żebracze fary wielkopolskie
Wyobrażam to sobie tak: arcybiskup zapewnił dominikanom fachowców, którzy wznieśli im świątynię o formach podobnych, jak budowany równolegle w Pyzdrach kościół franciszkanów - ten, który podnoszony był z gruzów po krzyżackim najeździe. Kto wie, czy w Żninie i Pyzdrach nie działał nawet jeden i ten sam mistrz? Nazwijmy go: Mistrz Dominikański. I pewnie on albo któryś z jego współpracowników, podjął się od razu, albo krótko potem przebudowy żnińskiej fary. Były to lata czterdzieste lub pięćdziesiąte XIV stulecia. Skąd to datowanie, wytłumaczę za chwilę.
Mistrz wybrał dla fary plan, który powtarzał schemat typowej, wielkopolskiej świątyni żebraczej (to znaczy świątyni jednego z tak zwanych zakonów żebraczych - właśnie dominikanów i franciszkanów). Schemat ten, znany głównie z kościołów budowanych u nas w poprzednim, XIII stuleciu w Poznaniu, Gnieźnie i może też we Wronkach - zaczęto od wieku XIV powielać w wielkopolskich kościołach farnych. Najwcześniej może właśnie w Żninie. Jedyna różnica z wcześniejszymi kościołami zakonnymi polegała na tym, że przedtem poszczególne przęsła miały plan kwadratu, a w wieku XIV konstruowano już raczej przęsła nowocześniejsze, o rzucie rozciągniętego wszerz prostokąta.
Co ciekawe, wśród tych wielkopolskich, żebraczych far można zaobserwować szczególną prawidłowość. Zazwyczaj sąsiadowały one z jakimś dominikańskim lub franciszkańskim kościołem, którego kształty powtarzały. Jak można przypuszczać, jedna inwestycja ułatwiała drugą i sąsiadowała z nią nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Takie sąsiedztwo dawało łatwy dostęp do murarzy zakonnych (albo zatrudnianych przez zakonników) no i do materiału - kosztownej cegły, której jeszcze wówczas nie sprzedawano; produkowało się ją na użytek konkretnej budowy.
Takie sięganie po wzory zakonne znane z tego samego miasta miało miejsce w Kaliszu i zapewne we Wronkach. Z kolei Kościan i Wschowa, choć początkowo nie mieściły w sobie żadnych klasztorów, powtórzyły zakonny wzór rodem z Kalisza. Na tym tle hipoteza, wedle której w Żninie działał Mistrz Dominikański, związany z tutejszym klasztorem, jest naprawdę mocno umotywowana.
Ale dlaczego właściwie miasta wielkopolskie korzystały z żebraczych wzorów przy budowie swoich far? Jedną z przyczyn mogło być ubóstwo kraju i chęć nawiązania do surowych, „żebraczych” ideałów. Drugą, na odwrót, wielka renoma „żebraczej” architektury, która w pewnym momencie mogła wydawać się właśnie szczytem... luksusu. Tak, luksusu: bo żebracze świątynie Poznania, Gniezna i Kalisza to dzieła wyjątkowej klasy, ozdobione rzeźbiarskimi detalami niezwykłej piękności; ich twórcy przybyli ze znanych ośrodków artystycznych.

Fara św. Floriana w Żninie. Fragment gotyckiego portalu ze sztucznego kamienia. fot. Jacek Kowalski

        VI. Kampania budowlana Mistrza Dominikańskiego
Najpierw Mistrz Dominikański musiał wybudować nowe prezbiterium. Pierwszy krok - to wykopanie fundamentów na miejscu mniejszego prezbiterium romańskiego. Trzeba więc było rozebrać część ścian z granitowych ciosów; tego materiału użyto wtórnie do wypełnienia fundamentowych dołów. O tym, że tak właśnie się stało, można się było przekonać kilka lat temu podczas osuszania ścian fary, gdy granit wychynął z roboczych wykopów. Po założeniu fundamentów stanęły solidne ściany, wzniesione już w wątku gotyckim, rozpowszechnionym po roku 1300 (tu każdej cegle położonej dłuższym bokiem  - wozówce - odpowiada cegła ustawiona bokiem krótszym, główka). Nowe prezbiterium współistniało ze starą nawą, w której pewnie bardzo długo jeszcze odbywały się nabożeństwa. Może też przez czas jakiś obie przestrzenie były połączone - wierni zbierali się w kościele romańskim, a główny ołtarz stał już pod wschodnim oknem gotyckiego prezbiterium.
       VII. Szczególne kształty pierwszego prezbiterium
Owo wschodnie, prezbiterialne okno było niezwykle wysokie i szerokie. Do dziś widać jeszcze jego ślad. Wchodziło w sam szczyt - nie pozostawiając już miejsca na sklepienia, których zresztą w ogóle nie przewidywano. Założono tu prawdopodobnie otwartą więźbę dachową - znaną z niedużych, skromnych, oszczędnie budowanych wiejskich kościółków średniowiecznych, ale także z niektórych ogromnych świątyń żebraczych zachodniej Europy. Takie okno i taka otwarta więźba powiększały wewnętrzną przestrzeń świątyni i przydawały jej monumentalności. To raczej pewne, że Mistrz Dominikański zastosował te elementy dzięki znanej przez siebie zakonnej tradycji.
        VIII. Katastrofa
Ale otwarta więźba dachowa nieco osłabiała konstrukcję. Na północnej ścianie prezbiterium do dziś dostrzec można potężną szramę. Mur wygląda, jakby naddarto go od góry niczym naprężoną kartkę papieru. Zdaje się, że ślad ten pochodzi jeszcze z czasów  opisywanej średniowiecznej inwestycji. To świadek jakiejś poważnej katastrofy budowlanej, której konkretnych okoliczności i skutków nie znamy. Poza jednym: zapewne skłoniła budowniczego do założenia pełnej więźby dachowej i stropu, usztywniającego koronę murów prezbiterium.

Fara św. Floriana w Żninie. Wschodni szczyt prezbiterium noszący na sobie ślady kolejnych dwu gotyckich okien. fot. Jacek Kowalski

        IX. Druga kampania budowlana: Mistrz Gnieźnieński
To przedsięwzięcie wymagało zamurowania wysokiego okna chóru. Ale nie tylko okno zostało obniżone. Nastąpiła tu cała, spora kampania budowlana, prowadzona przez kolejnego, innego już Mistrza, którego ekipa posługiwała się nowszą technologią. Tego mistrza nazwałbym Mistrzem Gnieźnieńskim. I jemu właśnie przypisałbym renowację prezbiterium (po katastrofie) oraz wzniesienie gotyckiej nawy, po uprzednim rozebraniu nawy romańskiej. Tym razem kamieni pozostałych z rozbiórki było tak dużo, iż wykorzystano je nie tylko w fundamentach, ale i w ścianach obwodowych, tworząc ekspresyjną granitową inkrustację.
        X. Sztuczny k amień
Na strychu prezbiterium, ponad barokowymi sklepieniami, widać jeszcze końce starych,  gotyckich okien; dziś wszystkie są zamurowane. Okno w ścianie szczytowej ma krawędzie zakryte przez barokowe tynki, ale goła ściana południowa ukazuje czytelnie ślady specyficznych przemurowań, powstałych za sprawą Mistrza Gnieźnieńskiego. Otóż kazał on zwęzić wszystkie okna i wprowadzić w nich maswerki ze sztucznego kamienia. Ten sam sztuczny kamień, wraz z ozdobnymi i ceramicznymi kształtkami na krawędziach ościeży widać w zamurowanych oknach nawy. Zaś na starych zdjęciach kościoła z początku XX wieku dostrzec można jeszcze prostokątne ramy utworzone z kształtek, które obejmują dawne, gotyckie okna. Ponadto w gruzowisku, wypełniającym barokowe pachy sklepienne, znaleźć można  do dziś ułamki innych jeszcze detali ze sztucznego kamienia - w tym profilowane ościeża, należące chyba do jednego z ozdobnych portali fary.
Sztuczny kamień użyty do maswerków i portali to rodzaj średniowiecznego cementu, mieszaniny zaprawy gipsowej lub wapienno-gipsowej z piaskiem, ceramicznymi okruchami, węglem drzewnym, popiołem i mułem. Ów materiał znano i stosowano chętnie na Północy, we wielkich świątyniach nadbałtyckich nizin, w tym szczególnie chętnie w państwie krzyżackim. W Polsce pojawił się przy okazji wznoszenia naw katedry gnieźnieńskiej, które to przedsięwzięcie rozpoczęło się zapewne w końcu lat pięćdziesiątych XIV wieku. Po prekursorskim użyciu sztucznego kamienia przez warsztaty katedralne, nastąpił wkrótce (lub równolegle) etap korzystania z tej technologii przez budowniczych kościoła św. Michała i kościoła Bożogrobców w Gnieźnie, fary w Pyzdrach, klasztoru w Lądzie.
Dlatego właśnie sądzę, że na rusztowaniach katedralnych pracował (jako mąż dojrzały? dopiero zdobywający doświadczenie?) człowiek nazwany tu przeze mnie Mistrzem Gnieźnieńskim. Mógł on przybyć do Żnina najwcześniej w latach sześćdziesiątych i to chyba wyłącznie na zlecenie arcybiskupa. Sami mieszczanie żnińscy byli zbyt biedni, aby opłacić budowę fary; nie ma wątpliwości, że prace finansował metropolita, Jarosław Bogoria Skotnicki. A skoro tak, to pierwszy, uprzedni etap wznoszenia żnińskiej świątyni datować by można o dekadę lub dwie wcześniej (i to jest owo obiecane przed chwilą wytłumaczenie podanego już datowania).

Fara św. Floriana w Żninie. Resztki późnogotyckiego szczytu zachodniej elewacji kościoła. fot. Jacek Kowalski

        XI. Nawa czy nawy?
Może wydawać się dziwnym nieco, że konsekwentnie piszę tu o jednej nawie, choć obecnie kościół żniński ma aż trzy nawy i choć w niektórych publikacjach przyjmuje się, że miał on te trzy nawy (lub dwie) już w średniowieczu. Otóż raczej nie miał.
Na ścianach brak śladów zarówno po sklepieniach, jak i arkadach, które musiałyby łączyć międzynawowe filary. Widać za to otwory po osadzonych niegdyś średniowiecznych belkach stropu. Strop, założony na tak znacznej szerokości, faktycznie powinien być jakoś podparty - i stąd słuszne przypuszczenia, że istniały tu jakieś filary, dzielące przestrzeń na nawy. Tylko że chyba nie mogły to być podpory murowane; raczej cienkie, drewniane słupy. Jeśli  w ogóle zaistniały.
        XII. Wieża i empora
Dopiero w wieku XX wzniesiono obecną wieżę żnińskiego kościoła. Ale namiastka wieży zaistniała już w średniowieczu.  Zdążono wymurować jedynie dolną jej część - przedłużoną za pomocą drewnianej konstrukcji. Tu przypomnijmy, że aż do XIV wieku jedyna znana nam, murowana wieża na Pałukach stała przy kościele w Górze. Nie da się wykluczyć, że podobną wieżę miał też pierwotny, romański kościół w Żninie. Obie budowle wzniesiono wszak z fundacji arcybiskupiej, obie też powinny były dysponować pomieszczeniami, z których potężny właściciel Gory i Żnina uczestniczyłby w nabożeństwach, spoglądając z wyżyn na zgromadzony w nawie Lud Boży. W Górze empora znalazła się wewnątrz zachodniej wieży. I tak samo chyba było w gotyckiej farze Żnina: zachowała się przecież potężna arkada, która wiodła do planowanej empory. Czy emporę ostatecznie zrealizowano - to niewiadoma. Zdarzało się bowiem dość często, że prace przy takich dodatkowych elementach były zaczynane i obumierały śmiercią naturalną w miarę długiej budowy.
        XIII. Kamienie
Na koniec przypomnijmy o symbolice świątyni. Karoliński hymn, do dziś śpiewany podczas konsekracji każdego kościoła, głosi: Jeruzalem, miasto święte, | Pokoju widzenie prawdziwe! | Śród niebiosów wydźwignięte | Kamienie budują Cię żywe! Trudno nie pomyśleć o tym klasycznym tekście, gdy patrzymy na ściany żnińskiej fary, inkrustowane mnóstwem kamiennych ciosów, pochodzących ze starszego, romańskiego kościoła.
Czy owe inkrustacje to tylko zabieg plastyczny, czy też pomysł na uwypuklenie szczególnych treści symbolicznych? Już św. Hieronim polecał, żeby na fundamentach dziejów stawiać budowlę ducha. Stosując te zasadę, opat Sugeriusz, wznosząc na miejscu starej świątyni z czasów karolińskich nowy, gotycki kościół klasztorny w Saint-Denis - pierwszy uznawany za gotycki! - zamierzał zachować dawne kamienie święte, tak jakby to były relikwie.
Znamy liczne przykłady takiego wmontowywania starych kamieni w nowy mur ceglany, aby epatowały swoją dawnością i podkreślały, że nowy kościół stoi na pradawnych fundamentach. Czy taka właśnie była intencja budowniczych żnińskiej fary? Całkiem możliwe, jako że granitowy budulec szczególnie ostentacyjnie ukazany jest w ścianach nawy, stojącej bezpośrednio na miejscu dawnego kościoła - a ukryty w prezbiterium, gdzie występuje wyłącznie poniżej poziomu gruntu. Taki podział - na nową i surową część kapłańską oraz bardziej świecką i odwołująca się do romańskich pozostałości nawę - zrealizowano wszak w jednocześnie wznoszonej katedrze gnieźnieńskiej.
Ale wtórne zastosowanie granitu mogło też mieć przyczyny całkowicie prozaiczne. Kamienne ciosy stanowiły doskonałą izolację, która zapobiegała namakaniu cegły, bardziej niż granit podatnej na działanie wilgoci. A Żnin, co żniniacy wiedzą z własnego doświadczenia, a nieżniniacy - z elegii renensansowego poety Klemensa Janickiego - leży na terenie bagnistym.

Jacek Kowalski
Pałuki nr 965 (32/2010)

 

 

 

Podobne teksty:

Akka, Trzemeszno i Mogilno, czyli Witruwiusz i nasi opaci

Trląg i Szubin - dzieła piastowskiego kanclerza i swata Jagiełły

Strzelno: kamienne ciosy i pierwsze cegły

Góra i Cerekwica - najstarsze gotyckie kościoły na Pałukach

Z Paryża do Żernik i Czeszewa

Mistrz JS - nieznany architekt ziemi mogileńskiej

Siła tradycji - od gotyku staropolskiego do „staropolskiego neogotyku”

Kościół w Trlągu, czyli szukamy tajemniczego sponsora

Tajemnice żnińskiej fary

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry