Reklama w kalendarzu
Sklepienia prezbiterium szubińskiej fary - przykład rozwiązania rzadkiego w Polsce a unikalnego w Wielkopolsce fot. Mikołaj Potocki

Gotyk na Pałukach - odcinek drugi

Obaj bohaterowie dzisiejszej opowieści: Jan z Trląga i Sędziwój z Szubina odegrali ważną rolę u boku swych monarchów, a potem obaj ufundowali kościoły, które są pięknymi dziełami sztuki. A każde z tych dzieł odzwierciedla idee, którym ich fundatorzy poświęcili życie.

I. Sędziwój...
W roku 1365 pojawił się na historycznej scenie Sędziwój z Szubina - no, pojawił się dla nas, bo taką datę nosi najstarszy znany dziś dokument, w którym go wspomniano. Zarazem dokument ów po raz pierwszy odnotowuje istnienie Szubina, miejscowości, która wkroczyła do dziejów pospołu ze swoim dziedzicem. Dziedzic zaś pochodził ze znacznego w tym czasie rodu Pałuków, sam jednak z początku nie dysponował wielkim majątkiem. Zdaje się też, że pierwotnie zamierzał zrobić karierę duchowną. Szybko z niej zrezygnował na rzecz wielkiej, świeckiej polityki. Decyzję taką podjął po śmierci króla Kazimierza Wielkiego. Następca zmarłego króla, Ludwik Węgierski, oddał Sędziwojowi jedno z pierwszorzędnych stanowisk w całym Królestwie: starostwo generalne Wielkopolski,  a potem - od roku 1377 - starostwo krakowskie. Sędziwój porzucił natenczas rodzimą dzielnicę i wszedł w skład krakowskiej elity władzy, która zadecydować miała o dalszych losach całej Polski. To między innymi jemu zawdzięczamy osadzenie na tronie świętej Jadwigi i decyzję o jej małżeństwie z Jagiełłą, a zatem - unię polsko-litewską, która otworzyła nowa epokę w dziejach. Sędziwój był jednym z jej najważniejszych architektów.
Po dziesięciu latach pracy w stolicy Sędziwój powrócił do Wielkopolski, ponownie obejmując urząd jej starosty generalnego. Został też wojewodą kaliskim - dziś nazwalibyśmy to polityczną emeryturą.

Przy okazji warto zapamiętać, że to on właśnie był inicjatorem  powrotu do nazwy Wielkopolska (Polonia Maior), którą zaczął stosować w oficjalnej tytulaturze - i ostatecznie utrwalił. 
Jednak nie to będzie nas tu zajmowało. Szczególną uwagę przywiążemy do małej wojny domowej, z którą bohater nasz musiał uporać się na pierwszym etapie politycznej kariery.

Fara w Szubinie od północnego wschodu. Na pierwszym planie zakrystia - domniemane mauzoleum Sędziwoja z Szubina, twórcy unii polsko-litewskiej.
             fot. Mikołaj Potocki

II. ...Trląscy...
Było sobie trzech braci (jak się przypuszcza, bo rzecz nie jest stuprocentowo pewna): Jan, Stefan i Wojciech. Wywodzili się z Trląga, gdzie musiał stać ich wspólny, rodowy dwór. A sytuacja polityczna, w której przyszło im działać, była taka: po śmierci króla Kazimierza Wielkiego ukochany wnuk tegoż, czyli książę Kaźko Słupski otrzymał w spadku ziemię dobrzyńską, Bydgoszcz i część Kujaw. Jego kanclerzem został Jan z Trląga, który zarazem piastował wysokie urzędy kościelne - był kanonikiem kapituł katedralnych w Płocku, Gnieźnie i Włocławku., a przez jakiś czas zarządzał całą archidiecezja gnieźnieńską.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie brat Jana, Stefan, który doprowadził do skłócenia Trląskich z Sędziwojem z Szubina.
III. ...i książę awanturnik
Otóż był taki książę z polsko-pomorskiego pogranicza, Władysław Biały, który władał mikroskopijnym ksiąstewkiem gniewkowskim, aż owdowiał i odsprzedał prawa do swych ziem królowi Kazimierzowi. Następnie począł wędrować po Europie jako błędny rycerz. Wyczerpawszy zapas gotówki, wstąpił do klasztoru w Dijon we Francji. Wstąpił, ale najwidoczniej śmiertelnie się tam nudził. I oto nagle... - ale oddajmy głos Jankowi z Czarnkowa, kronikarzowi, który niemal wszystko to oglądał osobiście lub wiedział z pierwszej ręki. Pisze on, że Książę Władysław Biały: zawiadomiony przez któregoś z Polaków o śmierci króla polskiego Kazimierza, niezwłocznie udał się z Dijon do kurii rzymskiej, zleciwszy niektórym Polakom, aby nań czekali w Bazylei. Gdy ich tam, jak również w mieście Strasburgu zastał, mianowicie: rycerza Przedpełka ze Staszewa, Stefana z Trląga, Wyszotę z Kórnika, którzy własnym kosztem przybyli, szukając go, z nimi razem, również na ich koszt, udał się na Węgry [...] [skąd wyszło poselstwo] do papieża Grzegorza XI z prośbą o zwolnienie księcia od ślubów zakonnych, ażeby mógł pojąć żonę i objąć w posiadanie swe księstwo. Gdy zaś papież z braku powodów odmówił mu dyspensy, książę, ogromnie tęskniąc do stanu świeckiego, potajemnie uszedł do Polski [...].
Dalej nastąpiły wydarzenia dramatyczne. W roku 1373 książę Władysław Biały po kryjomu przybył do Gniezna i posługując się perswazją, tudzież podstępem, jednego dnia bez użycia broni zdobył Włocławek, Gniewków i Złotorię. Tym samym nastąpiła zdrada stanu, przewrót, wojna domowa; poważna cześć Królestwa Polskiego zmieniła pana. Ale - oddajmy znów głos Jankowi z Czarnkowa - kiedy się o tym wszystkim dowiedział Sędziwój z Szubina [...]  jęknął z boleści i ogromnie zaniepokojony tak haniebną stratą tylu zamków, po naradzie ze swoją szlachtą, rozesłał gońców i zebrał dosyć duże wojsko, z którym najpierw obległ miasto Włocławek.
Udało się Sędziwojowi zażegnać niebezpieczeństwo: odzyskał utracone ziemie dla prawowitego władcy, czyli dla króla Ludwika. Władysław Biały, odszedłszy wolno, przyczaił się jednak nad północną granicą Wielkopolski czekając sposobniejszej pory - może wraz ze swoimi zwolennikami, w tym Stefanem z Trląga? - i wkrótce Roku Pańskiego 1375, również nazajutrz po Najświętszej Pannie [...] przy pomocy pewnych szpiegów opanował zamek Złotorię. I znowu dzielni rycerze Sędziwój z Szubina i Bartosz z Wezenborga, oraz Bartosz z Sokołowa, starosta kujawski, z Wielkopolanami i Kujawianami, zamek ten oblegli.
Tym razem sytuacja była znacznie bardziej dramatyczna. Książę Władysław wpadł bowiem w desperację, posługiwał się niezbyt wymyślnymi fortelami i szantażem, działał wyjątkowo brutalnie.
Dramat braci Trląskich polegał zaś na tym, że stanęli po dwu stronach barykady. Jan towarzyszył zapewne księciu Kaźkowi, który przyprowadził pomoc dla Sędziwoja. Stefan, jak można się domyślać, zawędrował do Złotorii i był oblegany przez chlebodawcę swego brata. Ostatecznie cała ta awantura skończyła się dla księcia Władysława Białego klęską i wygnaniem. Dla chlebodawcy Jana z Trląga - znacznie gorzej: Całe wojsko [oblegając zamek Złotorię] [...] po stracie z obu stron niewielu w zabitych, wielu zaś ranionych, do swych stanowisk wróciło. W liczbie ranionych był książę Kazimierz [Kaźko Słupski], mocno kamieniem uderzony, z czego wkrótce potem, jak sprawiedliwie mniemają, zakończył życie.
Po wygnaniu Władysława jego zwolennicy ponieśli srogie kary.  Wyobrażam sobie taką scenę - Jan z Trląga przybywa do Sędziwoja prosić o łaskę dla swego brata Stefana. I udaje się. Spośród prowodyrów tego całego zamieszania właśnie tylko Stefan z Trląga kary uniknął - co więcej, zyskał nawet pewien niski urząd. Może przez wstawiennictwo brata, może i dlatego, że odstąpił swego pana wcześniej niż inni?

Portal kościoła w Trlągu
              fot. Mikołaj Potocki

IV. Dwa kościoły
Po Sędziwoju i Trląskich zostały dwa piękne kościoły - w Szubinie i Trlągu. Zapewne oba powstały już po uspokojeniu zaburzeń związanych wpierw z roszczeniami księcia gniewkowskiego, a potem z bezkrólewiem po śmierci króla Ludwika. Myślę, że zarówno Sędziwój, jak i Trląscy ufundowali swoje świątynie na przełomie stuleci XIV i XV.
        V. Fara w Szubinie
Sędziwój dożywał wtedy swoich ostatnich dni, powróciwszy do Szubina po latach spędzonych w Małopolsce. Miasto lokował u progu swej politycznej kariery W momencie, gdy ją kończył, postanowił ostatecznie uświetnić miejscowość, z której pochodził. Przywiózł więc z Małopolski architekta, który zbudował w Szubinie zamek i wzniósł farę.
Fara szubińska jest wprawdzie niewielka i jednonawowa, ale przyjrzawszy się jej bliżej, dostrzegamy porządną murarkę ścian, dekorowanych licznymi na czarno wypalonymi cegłami (są to tak zwane zendrówki), szlachetną wysmukłość proporcji i ślady różnych wykwintnych rozwiązań. Piszę o śladach, gdyż szereg detali zatarł już czas. Wieżę i portal zachodni przerobiono w wieku XIX; także sklepienia w nawie są młodszej daty. Zgadywać jednak można, że delikatne skarpy - dziś widomie obniżone - miały niegdyś jakieś zwieńczenia, może w rodzaju sterczyn. Nadto zachowały się tu dwa elementy arcyciekawe: sklepienia prezbiterium i zakrystia.
        VI. Misterne sklepienia
Żebra sklepienne w prezbiterium tworzą rzadki układ. Ich rysunek zaciera podział na wielobok wschodniego zamknięcia i partię prostokątnego przęsła. Podobne, choć o wiele bardziej skomplikowane rozwiązania stosowano w XIII wieku we Francji, a potem sporadycznie na terenie Europy środkowej. Były jednak rzadkie. Toteż ich pojawienie się w Szubinie świadczy o wysmakowanych gustach architekta i fundatora.

Kościół w Trlągu od południa
             fot. Mikołaj Potocki

VII. Zakrystia - mauzoleum Sędziwoja?
Zastanawia też niezwykła forma zakrystii, zamkniętej od wschodu osobno sklepionym wielobokiem, jakby apsydą, którą nakrywa wielopromienne sklepienie żebrowe (co prawda o dość topornych kształtach - żebra wymurowano bodaj ze zwykłych cegieł, a nie, jak należało, z odpowiednio profilowanych kształtek). Wygląda to tak, jakby w owej apsydzie miał mieścić się ołtarz. A zatem, czyżby to była jednocześnie kaplica? Na wielkopolskim tle to rzadkość; ale w Małopolsce już nie. Przynajmniej kilka takich zakrystyjnych kaplic powstało za sprawą ostatnich Piastów, na przykład przy kościele św. Andrzeja w Krakowie czy przy farze w Niepołomicach.
Jeśli jednak ograniczymy się do przykładów z naszego regionu - przywołać będzie można tylko dwa podobne. Przede wszystkim zakrystię kolegiaty w Głuszynie pod Poznaniem, dzieło wyjątkowe i wczesne, które uważa się też za mauzoleum fundatora - Mikołaja Łodzi Przedpełkowica, znacznej osobistości politycznego życia Wielkopolski na przełomie XIII i XIV wieku. Nic dziwnego, że przywołując tę właśnie analogię Andrzej Wędzki sformułował hipotezę, wedle której zakrystia szubińskiej fary powstała jako mauzoleum Sędziwoja. Bardzo to prawdopodobne.
Widać, że zakrystia została do obecnych kształtów rozbudowana - przekształcano ją już po wzniesieniu prezbiterium. Można przypuścić, że przebudowa ta nastąpiła tuż przed lub zaraz po śmierci Sędziwoja. Kto wie, może stało się to za sprawą jego zięcia i spadkobiercy, Macieja z Łabiszyna, który pragnął zapewnić teściowi godne miejsce pochówku?
        VIII. Kościół w Trlągu
Druga analogia do niezwykłej szubińskiej zakrystii znajduje się w Trlągu. Również i tu mamy wieloboczne (a właściwie: dwuboczne) zamknięcie od wschodu, również i tu widzimy toporne żebra uformowane ze zwykłych, prostokątnych w przekroju cegieł. Można przypuszczać, że architekt tej świątyni zapatrzył się na szubińską farę. Ale to zapatrzenie dotyczy wyłącznie wspomnianych form zakrystii - i, jak sądzę, ma przyczyny czysto polityczne i towarzyskie. Trląscy w Szubinie bywali, do Szubina pewnie się przyrównywali, jako ubodzy i niedoskonali naśladowcy wielkiej kariery Sędziwoja. Dlatego też nakazali architektowi zastosować taki a nie inny motyw.
Poza tym dziedzice Trląga ani nie mieli równie szerokich horyzontów, jak Sędziwój, ani nie stać ich było na sprowadzenie architekta z Krakowa. Mentalnie tkwili w odległych wiekach: jako wzór dla swojej fundacji wskazywali przede wszystkim tradycyjny, grodowy kościół możnowładczy, taki, jakich sporo mogli oglądać w Polsce. Kto wie, może wznosząc go chcieli też podkreślić tradycyjność i pradawność swej miejscowości - rodowego matecznika? Tak więc powstała na ich rozkaz jednonawowa, pozbawiona skarp świątynka wyposażona w duży portal na poprzecznej osi nawy, pomiędzy oknami. Tak właśnie, jak ma to miejsce w niewielkich kościółkach romańskich, z założenia pozbawionych sklepień.
Ale formy szczegółowe tej budowli są już gotyckie. Po obu stronach łuku tęczowego widzimy dwie ostrołukowe wnęki, jakby zamiast romańskich apsyd (czyżby ślad po bocznych ołtarzach?). Samo prezbiterium jest stosunkowo obszerne i wielobocznie zamknięte. W jego ścianie widnieje od wewnątrz specjalna wnęka - zapewne mieszcząca niegdyś tak zwane sedilium, czyli miejsce przeznaczone dla zasiadającego w nim kapłańskiego grona, przydatne wówczas tylko, gdy duchowieństwo w prezbiterium było liczniejsze. Rozpoznajemy tu pomyślunek Jana z Trląga, kościelnego dostojnika, który musiał mieć liczną asystencję duchownych i takiego właśnie miejsca do zasiadania potrzebował.
Nadto gnieźnieńskie obycie Jana każe połączyć niezwyczajne, dwuboczne zamknięcie zakrystii z podobnie dwubocznym prezbiterium w gnieźnieńskim kościele  bożogrobców. Ozdobnie rozwiązany portal wskazuje jeszcze inny kierunek - jest uproszczoną kopią jednego z portali kościoła mariackiego w Toruniu, sprzed roku 1390. Nie ulega zresztą wątpliwości, że właśnie z Torunia, a w każdym razie z państwa krzyżackiego, Trląscy sprowadzili architekta, o czym świadczą inne jeszcze, drobne detale.
        IX. Jaki człowiek, takie dzieło
Dwa kościoły - w Trlągu i w Szubinie - tworzą ciekawą panoramę możliwości, jakie stały przed każdym pokoleniem średniowiecznych fundatorów. Zamawiając dzieło architektury mogli albo uciec w tradycję, albo sięgać po nowe wzory. W praktyce zawsze czynili po trosze tak i owak. Bo przecież i Sędziwój, i jego ubodzy konkurenci z pałucko-kujawskiego pogranicza tradycję cenić musieli. Z ich zlecenia powstały świątynie, w których na przykład, zgodnie ze średniowieczną tradycją, zaznaczono miejsce przeznaczone dla fundatora za życia i po śmierci. Jednak to fara szubińska jest dziełem najciekawszym, a nawet - niemal wybitnym, zbyt niestety przekształconym w późniejszych latach, by w pełni można było ocenić jej walory.
Kościół w Szubinie jest jakby spojrzeniem ku Europie i ku przyszłości własnego kraju. Kościół w Trlągu stanowi zaś odbicie starego świata, który właśnie ustępował miejsca nowemu.

JACEK KOWALSKI
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 966 (33/2010)

 

 

 

Podobne teksty:

Akka, Trzemeszno i Mogilno, czyli Witruwiusz i nasi opaci

Krzyżacy nie spalili żnińskiej fary

Strzelno: kamienne ciosy i pierwsze cegły

Góra i Cerekwica - najstarsze gotyckie kościoły na Pałukach

Z Paryża do Żernik i Czeszewa

Mistrz JS - nieznany architekt ziemi mogileńskiej

Siła tradycji - od gotyku staropolskiego do „staropolskiego neogotyku”

Kościół w Trlągu, czyli szukamy tajemniczego sponsora

Tajemnice żnińskiej fary

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry