Drukuj

Trzemeszno, Strasburg, bazylika, styczeń 1945, gimnazjum

21 stycznia 1945 r. uciekający przed radziecką ofensywą Niemcy okradli i podpalili bazylikę oraz budynek gimnazjum w Trzemesznie. Ksiądz Bronisław Michalski chce, aby państwo niemieckie zapłaciło za szkody powstałe w wyniku spalenia trzemeszeńskiej świątyni i poważnie rozważa oddanie sprawy do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasbourgu.

Trzemeszeński proboszcz Bronisław Michalski zamierza zwrócić się do Strasbourga, by od państwa niemieckiego wyegzekwować odszkodowanie finansowae za spalenie bazyliki i okradzenie jej z najcenniejszych zabytków. - Ktoś za to musi zapłacić? - uważa ksiądz 

       fot. Roman Wolek

MINĘŁO 60 LAT
W ubiegłym tygodniu 21 stycznia, minęła 60 rocznica spalenia przez Niemców bazyliki w Trzemesznie. Na początku 1940 roku władze hitlerowskie zamknęły bazylikę a od 1 października 1943 roku utworzyły w niej - podobnie jak w gimnazjum - magazyn wojskowy. W dwupiętrowym wtedy budynku gimnazjum znajdował się magazyn zaopatrzenia, m.in. w produkty spożywcze, natomiast w bazylice powstał magazyn umundurowania. Na plebanii mieściła się siedziba wartowników. W styczniu 1945 roku szybko następowała ofensywa wojsk radzieckich. Pierwsze radzieckie czołgi wjechały do Trzemeszna 22 stycznia w poniedziałek przed południem. W piątek, sobotę i niedzielę Niemcy uciekali z miasta. Ładowali na wozy swój dobytek i wyjeżdżali w kierunku zachodnim. Na dworcu kolejowym ustawiono wagony dla tych, którzy nie mieli wozów. Lokomotywa przyjechała po nie w niedzielę rano, 21 stycznia 1945 r.
ULEGŁY SPALENIU
W związku z tym, że wojska radzieckie posuwały się bardzo szybko Niemcy nie zdążyli wywieść dóbr nagromadzonych w magazynach. Nie chcieli, aby zawartość magazynów dostała się w ręce wojsk radzieckich i dlatego postanowili podpalić bazylikę i budynek gimnazjum wraz ze znajdującymi się w nich dziełami narodowej i chrześcijańskiej kultury. W kościele znajdowały się wtedy także futra i skóry. 21 stycznia bazylika jak i gimnazjum zostały przez Niemców oblane benzyną i podpalone. Wartownicy pilnowali pożaru tak długo dopóki nie byli pewni, że ognia nie da się ugasić. W wyniku pożaru bazylika jak i gimnazjum uległy spaleniu. Pożar strawił całe bogate wnętrze bazyliki, wszystkie ołtarze, zabytkowe polichromie, rokokową ambonę i płaskorzeźby. W wyniku pożaru zniszczone zostały dachy z kopułą i hełmami wieżowymi.
KTOŚ MUSI ZAPŁACIĆ
Po wojnie starano się przywrócić świątyni przedwojenny wygląd. Bazylikę odbudowano rekonstruując w detalach elementy wyposażenia wnętrza. Odbudowano także dach. Najpierw  dach został przykryty słomą. Następnie słomę zastąpiono zwykłą blachą, a w latach 70. wymieniono ją na blachę miedzianą. Jak powiedział Pałukom ks. proboszcz Bronisław Michalski, od czasu spalenia do dziś trwa remont bazyliki. 5 lat temu od frontu wykonana została nowa elewacja, gdyż poprzednia była mocno zawilgocona. Nowa elewacja została wykonana w nowoczesnej technologii tynku wulkanicznego.
- Remonty robimy sami, ale ktoś za to musi zapłacić - powiedział Pałukom ks. Bronisław Michalski.
WYSTĄPIĆ DO STRASBURGA
W rozmowie z nami proboszcz trzemeszeńskiej parafii stwierdził, że ciągle brakuje środków na remont. Konserwator zabytków od 4 lat nie przyznał na ten cel ani złotówki. W związku z tym ks. proboszcz Bronisław Michalski poważnie rozważa, aby wystąpić o odszkodowanie od państwa niemieckiego za poczynione szkody w wyniku pożaru i rabunku wyposażenia bazyliki.
- Może czasy dojrzały, aby podać państwo niemieckie np. do Strasburga o pieniądze za zniszczenia - powiedział Pałukom ks. proboszcz Bronisław Michalski. Według proboszcza nikt nie jest w stanie oszacować wysokości strat, czyli kwoty, jakiej można by zażądać tytułem odszkodowania. Chodzi tu o koszty odbudowania bazyliki oraz straty powstałe w wyniku ograbienia świątyni. Niemcy skradli m.in. ornaty, kielichy, relikwiarze, w tym cenny relikwiarz kuferkowy św. Wojciecha.
KOSZTY I TRUDNOŚCI
W rozmowie z nami proboszcz trzemeszeńskiej parafii przyznał, że zdaje sobie sprawę z trudności oraz kosztów w razie podjęcia starań o odszkodowanie od państwa niemieckiego. - Jeśli zdecydowałbym się wystąpić o odszkodowanie to muszę porozumieć się z mądrymi ludźmi. Może zwrócę się o pomoc do Instytutu Pamięci Narodowej i na pewno do jakiegoś sądu -  stwierdził proboszcz.
Komentując umowy międzynarodowe o rezygnacji Polski ze świadczeń reparacyjnych ks. proboszcz Bronisław Michalski powiedział Pałukom: - Właściwie to Polska podpisała i nie podpisała. Bo to dotyczyło Niemców ze wschodu. Z nimi byliśmy braćmi, a od braci nie wypadało brać odszkodowań. I dlatego się Polacy wtedy tych odszkodowań zrzekli. 
REPARACJE WOJENNE
Zasady realizacji reparacji wojennych od Niemiec zostały określone przez trzy mocarstwa w trakcie konferencji jałtańskiej i poczdamskiej. Polska nie miała prawa decyzji w tej kwestii. Przyjęte zasady reparacji nie pozwalają na dokładne określenie wysokości otrzymanych przez Polskę reparacji. 22 sierpnia 1953 roku została zawarta umowa między ZSRR a NRD dotycząca kwestii reparacyjnych. W ślad za tym rząd polski złożył oświadczenie dotyczące reparacji niemieckich. W ustępie 5 tego oświadczenia zapisano: - W celu wkładu w uregulowanie problemu niemieckiego i w uznaniu, iż Niemcy w znacznym stopniu uregulowały swe zobowiązania z tytułu odszkodowań wojennych, rząd polski zrzeka się z dniem 1 stycznia 1954 roku spłaty odszkodowań wojennych na rzecz Polski.
W trakcie rokowań nad traktatem z 7 grudnia 1970 r. o normalizacji stosunków, delegacja polska potwierdziła rezygnację ze świadczeń reparacyjnych. Niektórzy specjaliści od prawa międzynarodowego nie są zgodni co do ważności podpisanych porozumień. Jedna z wątpliwości dotyczy tego że porozumienie ZSRR-NRD z 22 sierpnia 1943 roku zostało zawarte tylko z NRD, gdyż ZSRR nie uznawało wtedy RFN. Uznaje się, że zrzeczenie Polski nie mogło iść dalej niż porozumienie NRD-ZSRR.

Roman Wolek