Barcin, kościół ewangelicki, rozbiórka, zabytek, klucz
    
     Jednym z nielicznych zabytków architektonicznych w Barcinie był kościół św. Marcina. Blisko 50 lat temu decyzją polityczną został usunięty z powierzchni miasta. Starsi barcinianie do dzisiaj żałują tego, co się wówczas stało. Po protestanckim kościele został tylko klucz do jego drzwi.

Ewa Mazur i Tadeusz Szóstak na tle muralu, który powstał na jednej z kamienic przy ul. św. Wojciecha, a przedstawia tę ulicę tak, jak wyglądała ponad 100 lat temu (wtedy Bromberger Strasse). W tle obrazu widać kościół ewangelicki, który został rozebrany w czasach gomułkowskich. Mural powstał na podstawie pocztówki przedwojennej ze zbiorów Zbigniewa Zwierzykowskiego. Autorką rysunku jest Monika Kokocińska. fot. Karol Gapiński
Ewa Mazur i Tadeusz Szóstak na tle muralu, który powstał na jednej z kamienic przy ul. św. Wojciecha, a przedstawia tę ulicę tak, jak wyglądała ponad 100 lat temu (wtedy Bromberger Strasse). W tle obrazu widać kościół ewangelicki, który został rozebrany w czasach gomułkowskich. Mural powstał na podstawie pocztówki przedwojennej ze zbiorów Zbigniewa Zwierzykowskiego. Autorką rysunku jest Monika Kokocińska. fot. Karol Gapiński

     Kilka miesięcy temu opublikowaliśmy artykuł, w którym mowa była o przymiarkach inwestycyjnych gminy Barcin, jeśli chodzi o skwerek znajdujący się od ponad 40 lat na terenie po rozebranym kościele ewangelicko-augsburskim św. Marcina. Parafia ewangelicka skupiała mniejszość niemiecką i polskich wyznawców nie tylko z terenu obecnej gminy Barcin. Pierwszy kościół parafii ewangelickiej w Barcinie zaczęto budować w 1839 r., ale był to obiekt prowizoryczny i został rozebrany. Parafia ewangelicka miała duży zasięg terytorialny. Do parafii tej bowiem należała też ludność wyznania ewangelickiego z takich miejscowości, jak: Annowo, Rozalinowo, Obudno (obecnie gm. Gąsawa), Kierzkowo, Wójcin (obecnie gm. Żnin), Szczepanowo, Szczepankowo, Białe Błota, Słaboszewko, Słaboszewo (obecnie gm. Dąbrowa) czy Wojdal (obecnie gm. Pakość) i inne. Budowa drugiego kościoła, murowanego, została zakończona w 1898 r. Dla porównania obecny kościół rzymskokatolicki św. Jakuba został wybudowany w podobnym czasie w 3 lata i ukończony w 1901 r. Kościół ewangelicki nosił wezwanie św. Marcina i został wybudowany staraniem pastora Alberta Renovanza. Funkcjonował do 1945 r., a znajdował się u zbiegu ul. Żnińskiej (przed wojną ul. Cmentarna) i ul. św. Wojciecha.
     Rozbiórka kościoła ewangelickiego w Barcinie miała miejsce w końcówce lat sześćdziesiątych, bo Henryk Seredyka, który na ul. św. Wojciecha w bezpośrednim sąsiedztwie dawnego kościoła zamieszkał w 1970 r., nie zastał śladów po dawnej świątyni. W tym miejscu był już skwer.
     Obecnie plan gminy jest taki, żeby ów skwer zagospodarować na nowo, a w części wytyczyć 10 miejsc parkingowych. To dla wygody zwiedzających zrewitalizowaną Górę św. Wojciecha, która znajduje się naprzeciwko skweru po dawnym kościele.
     Po przeczytaniu informacji na temat planów gminy skontaktował się z nami Tadeusz Szóstak, mieszkaniec Barcina. Kiedyś był on radnym, a nawet przewodniczącym Rady Miejskiej w Barcinie. Przed kilkudziesięcioma laty kierował Zakładem Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Kierownikiem ZGKiM był od 1969 r.
     - Ja nie byłbym za tym, żeby zieleń zamieniać w następny parking. Jeśli już chcą to robić pod kątem przyjeżdżających samochodem, aby zwiedzić Górę św. Wojciecha, to niech ten parking zrobią u jej podnóża z drugiej strony, czyli od ul. Kasztanowej. Poza tym, czy na pewno tutaj potrzebny jest parking, jak można sobie przejść spacerkiem, czy to sprzed kościoła św. Jakuba promenadą i mostem św. Wojciecha lub z rynku? Przecież tu wszędzie jest blisko. Jednak, jeśli już gmina chciałaby zagospodarować ten skwer, to uważam, że trzeba upamiętnić fakt, że tutaj był kościół. Pamiętam nawet, jak była ta rozbiórka, że znajdowały się obok jakieś pozostałości po grobach. Tu byli chyba pochowani pastorzy tej parafii. Powinna być tutaj postawiona tablica z informacją o tym, co kiedyś się tutaj znajdowało - uważa Tadeusz Szóstak.
     W latach sześćdziesiątych XX wieku w Barcinie, jak w całym kraju, na szczeblu samorządu władzę sprawowała Gromadzka Rada Narodowa. Jednak istotne decyzje zapadały w komitetach Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Tadeusz Szóstak jest przekonany, że decyzja o rozbiórce kościoła ewangelickiego w Barcinie zapadła w Szubinie, w komitecie powiatowym PZPR. Wtedy bowiem Barcin wchodził w skład powiatu szubińskiego, podobnie jak Kcynia i Łabiszyn.
     - Kuria biskupia chciała zaadaptować opuszczone kościoły, bo one były w większości jeszcze bardzo mocne. W tym barcińskim działał w tamtych latach skup zboża. Po 1945 ewangelików tutaj nie było. Niemcy uciekli przed Armią Czerwoną. Wejście do kościoła było od skrzyżowania ulic i poczty. Wiem, że kuria chciała tamten kościół zaadaptować na drugą, katolicką parafię barcińską, zwłaszcza że historycznie, jeszcze w średniowieczu, była pierwsza parafia Barcina po sąsiedzku, czyli na Górze św. Wojciecha. Z kolei w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Barcin się rozbudowywał. Powstawało osiedle i było jasne dla Kościoła, że będzie potrzebna druga parafia. Barcińskie władze nie chciały się zabrać za rozbiórkę kościoła. Ze względów moralnych, bo akurat przewodniczącym Rady Narodowej w Barcinie był taki porządny człowiek Czesław Andryszak. Ale przyszło polecenie z Szubina. Ja się nie zgadzałem, żeby to rozbierali moi pracownicy. Też ze względów moralnych, bo to był obiekt religijny. Czesław Andryszak został nawet pozbawiony premii, że się ociągał. Wreszcie przyszedł rozkaz z Szubina. Wezwali saperów z kombinatu wapienniczego i ci ten kościół wysadzali ładunkami wybuchowymi. Dobrą rzeczą było to, że te elementy drewniane z dachu i wieży można było przekazać pogorzelcom, którzy dzięki tym materiałom odbudowali sobie pomieszczenia gospodarcze. Mam na myśli państwa Sawickich, po drugiej stronie Góry św. Wojciecha - wspomina Tadeusz Szóstak, który z racji służbowych obowiązków musiał nadzorować później sprzątanie tego terenu. Były pracownik gospodarki komunalnej wspomina też, że cegły z kościoła zostały rozkradzione przez mieszkańców, którzy budowali sobie altanki itp. obiekty. Grabież elementów metalowych oraz całych płyt nagrobnych dotyczyła cmentarza ewangelickiego, który był zlokalizowany na wzgórzu położonym w sąsiedztwie kościoła - na północny zachód od niego. To wzgórze do dzisiaj jest nazywane przez barcinian potocznie Niemcem. Śladów po cmentarzu zostało już niewiele, a góra jest zarośnięta krzakami dzikiego bzu i chaszczami. Jeszcze 30 lat temu była popularna wśród dzieci jako miejsce, gdzie zimą świetnie zjeżdżało się na sankach.
     W zasadzie ostatnie jakiekolwiek ślady po parafii ewangelickiej w Barcinie to resztki po zniszczonych grobowcach na tej górze. Okazuje się jednak, że jest jeszcze jedna pamiątka, o której mało kto wie. Trzyma ją w swoim domu Ewa Mazur. Jest ona koleżanką Tadeusza Szóstaka z lat szkolnych. Wówczas nosiła nazwisko rodowe - Dylewicz.
     - Przyznaję, że wtedy się w Ewie podkochiwałem. Mogę to śmiało mówić, bo żona od zawsze to wie. To już w każdym razie przeszłość, ale z Ewą przyjaźnię się do dzisiaj. W każdym razie wtedy, gdy była ta rozbiórka kościoła czyniona, to w jego bramie znajdował się jeszcze oryginalny klucz. Wyciągnąłem go. Spytałem Ewę, która akurat przechodziła ulicą, czy chce na pamiątkę, bo to jedyne, co po kościele się zachowało, a nikt się tym nie interesuje. Szkoda wyrzucać to na złom. I tak ten klucz przetrwał do dzisiaj - opowiada Tadeusz Szóstak.
     Słowa te potwierdza Ewa Mazur i pokazuje klucz: - Dla mnie takie rzeczy historyczne są ważne. Nigdy przez myśl mi nie przeszło, by się tego pozbywać. Klucz wisi sobie na gwoździu, na ścianie w domu.
     Zakład, którym kierował Tadeusz Szóstak, uporządkował teren. Kierownik wytyczył skwerek na planie, została nawieziona ziemia, a nieżyjący już obecnie brukarz w ówczesnym zakładzie komunalnym, Marcel Rożek, ułożył krawężniki i płytki. - Ziemię dostarczył kombinat, robocizna i pomysł był nasz, a Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej kupiło tylko płytki i krawężniki. Ten skwerek został zrobiony na fundamentach kościoła. Myślę, że nawet prochy dawnych pastorów mogą być w tej ziemi. Dlatego tym bardziej należy podejść do tego z szacunkiem i upamiętnić. Podczas rozbiórki tego kościoła pomagali też strażacy. Chodziło o zdjęcie wieży. Były nie wiadomo jakie legendy w Barcinie o tym, że wieża jest ze złota czy z platyny. Jednak to nie była prawda. Była tylko tzw. kapsuła czasu na tej wieży. To znaczy jakaś puszka, a w niej informacje z czasu postawienia kościoła. Co tam dokładnie było w tej kapsule, to nie wiem - wspomina Tadeusz Szóstak.

Kornel Śledzikowski, urzędnik Powiatowej Rady Narodowej w Szubinie a później naczelnik miasta i gminy w Barcinie, zapewnia, że decyzja o rozbiórce opuszczonych kościołów, także tych na Pałukach, zapadła w KC PZPR, nie na szczeblu lokalnym fot. Karol Gapiński
Kornel Śledzikowski, urzędnik Powiatowej Rady Narodowej w Szubinie a później naczelnik miasta i gminy w Barcinie, zapewnia, że decyzja o rozbiórce opuszczonych kościołów, także tych na Pałukach, zapadła w KC PZPR, nie na szczeblu lokalnym fot. Karol Gapiński

     Kornel Śledzikowski, pierwszy naczelnik miasta i gminy w Barcinie, pochodzi z Szubina. Pod koniec lat sześćdziesiątych pracował w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w wydziale wewnętrznym jako radca w kolegium do spraw wykroczeń. Przewodniczącym Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Szubinie był nieżyjący dzisiaj Czesław Doberstein. Kornel Śledzikowski opowiada, że sprawę burzenia opuszczonych świątyń, nie tylko ewangelickich, ale i bożnic żydowskich, zna ze słyszenia. - Zapewniam, że rozbiórka kościoła ewangelickiego w Barcinie nie była spowodowana decyzją, która zapadła w Szubinie. To był wynik tajnego dekretu, który wpłynął z KC PZPR, zapewne za pośrednictwem ministerstwa, żeby te opuszczone obiekty sakralne, jeśli nie było zapotrzebowania lub też się nie nadawały na stworzenie domu kultury, świetlicy czy np. klubokawiarni, koniecznie rozbierać. Nikt z lokalnych przedstawicieli władzy tutaj nie decydował i nie można mieć pretensji do kogokolwiek z tych ludzi, że pozwolili na rozbiórkę zabytków - mówi Kornel Śledzikowski.
     W 1972 r. trafił do pracy w Barcinie i najpierw był tutaj pełnomocnikiem powiatu do spraw reorganizacji administracji państwowej. W tamtym czasie Gromadzkie Rady Narodowe były likwidowane. W efekcie tej reorganizacji Kornel Śledzikowski od 1 stycznia 1973 r. do 1980 r. był pierwszym w historii naczelnikiem miasta i gminy w Barcinie (odpowiednik dzisiejszego burmistrza, choć faktyczną władzę sprawowały w tamtym systemie komitety Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej). Dodajmy, że po nim, czyli do 1989 r., było takowych w Barcinie jeszcze dwóch: Edmund Kaczmarek i Wojciech Gralik.
     - Gdy przyjechałem do Barcina, to pozostałości po rozebranym kościele nie było już żadnych. Interesowałem się tą sprawą. Dochodziły do nas opowieści o rzekomych skarbach czy złotym krzyżu z kościelnej wieży. Ten krzyż wreszcie dostarczył mi do urzędu któryś ze strażaków barcińskich. Okazało się, że ów krzyż był zakończony grotem z platyny, bo pełnił też funkcję piorunochronu na kościele. Jednak ta platyna była w złym stanie, nie można tego było nawet oddzielić od metalowych belek krzyża. Wartość materialna tego była znikoma. Rzeczoznawca oszacował to na bodajże 300 zł. Ten krzyż chyba przez rok, w czasie gdy urząd mieścił się jeszcze na ul. Wyzwolenia, gdzie przed wojną był ratusz, miałem w swoim biurku. Później gdzieś ten krzyż się zapodział. Już go nie widziałem i nie wiem, czy on gdzieś jeszcze jest. Urząd Miasta i Gminy wkrótce przeniosłem z kamienicy starego miasta do pawilonu na ul. Lotników, gdzie powstało nowe osiedle - kończy opowieść Kornel Śledzikowski.
     Film w zakładce Filmy.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1288 (42/2016)

 

Przejdź do forum.

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry