Drukuj

Tak pisał 18 sierpnia 1940 r. w swoim liście do żony i córki z przymusowej pracy robotnika rolnego w Niemczech polski żołnierz 19. pułku artylerii, Pałuczanin, Leonard Marciniak. Wzięty po klęsce wrześniowej 1939 r. w Wilnie do niewoli przez sowietów, przekazany został Niemcom i osadzony w Stalagu XIII A w Norymberdze z numerem jenieckim 23428.

Koperta zaadresowana do Leokadii Marciniak fot. archiwum rodzinne Damiana Zielińskiego
Koperta zaadresowana do Leokadii Marciniak fot. archiwum rodzinne Damiana Zielińskiego
Koperta zaadresowana do Leokadii Marciniak fot. archiwum rodzinne Damiana Zielińskiego

     Pobyt Leonarda Marciniaka w stalagu przedstawiliśmy w szkicu Kartki z Norymbergi, który ukazał się w numerze 52/2016 Pałuk. Był to wyjątkowo tragiczny okres jego życia. Jeńcy stalagu, w którym przebywał, umierali z głodu, chorób i wskutek brutalności strażników. Jemu udało się przeżyć.
     Koniec pobytu w stalagu nie oznaczał jednak końca niewoli. Niemcy zaczęli realizować korzystniejszą dla siebie formę wykorzystania jeńców wojennych. Występujący w III Rzeszy dotkliwy brak rąk do pracy sprawił, że Adolf Hitler wydał na wiosnę 1940 r. dekret, na podstawie którego zwalniani z niewoli polscy szeregowi i podoficerowie, przenoszeni byli na status przymusowych robotników cywilnych. Przymusowa praca stała się dla jeńców wojennych przedłużeniem niewoli, inną jej formą. Podejmowali ją z nadzieją, że poprawią się ich dotychczasowe, bardzo ciężkie warunki. Nie chcieli przebywać dalej w stalagu w oczekiwaniu na pewną śmierć.
     Wraz z trzema innymi polskimi jeńcami Leonard Marciniak został 8 lipca 1940 r. przez Arbeitsamt (Urząd Pracy) w Anabach skierowany do pracy w folwarku ziemskim Jakoba i Anny Koller, w miejscowości Enzlar, w Bawarii. Był w nim
     i pracował do końca wojny. Pobyt i wykonywaną tam pracę opisał w wielu listach do żony i córki. Zasługują na publikację, bo nie często możemy z tak bliskiej perspektywy spojrzeć na tamte okrutne czasy. Pisał je prawie zawsze w niedzielę, bo tylko wówczas miał trochę wolnego czasu. Zachowały się listy z lat 1940-1941. Wszystkie pisane są z Enzlar w Bawarii, atramentem zrobionym z ołówka. Listy były cenzurowane. Musiał zostawiać je otwarte. Przytaczam najważniejsze ich fragmenty z 1940 r.
     14.7.1940 - Donosi, że zwolniony został ze stalagu i przeniesiony do pracy w gospodarstwie rolnym. Wstawać to musimy bardzo rychło, bo prędzej niż słońce Nie wolno im było z gospodarstwa wychodzić. Jego dziedzice... też mają jedną córkę, żonatą za nauczyciela, jest ona z trojgiem dzieci tutaj, bo mąż w wojsku.
     Sami muszą starać się o cywilne ubrania, a ...pieniędzy zarabiamy mało, bo do tego czasu płacili nam 13 marek za miesiąc, teraz mamy dostać trochę więcej. Prosi o przesłanie gorszego ubrania, koszuli i butów.
     Mimo że w obozie jenieckim zarabiał bardzo mało, to oszczędzając, przesyłał żonie pieniądze. Zapytuje, czy otrzymała 28 marek, które przesłał jej jeszcze ze stalagu.
     Interesują go sprawy związane z ich gospodarstwem w Gałęzewku: A jakie masz zboże... i kto Ci w polu porobi? Jak zawsze prosi o wiadomości o najbliższych krewnych.
     28.7.1960 - Dziękuje za przesłaną fotografię, na której jest z córką. ...oglądam (ją) w dzień i rano i wieczór, i kiedy tylko mam czas. Cieszy się, że córka jest już taka duża, i że Marylka śliczniutka i tak pięknie sobie temi czarnymi oczkami patrzy...
     Martwi się o żonę, czy poradzi sobie sama na gospodarstwie, i że nie może jej pomóc. Pisze, że za lipiec mają dostać nieco większe wynagrodzenie, ...to Ci znów przyślę co będę mógł, bo się każdy grosz przyda.
     Dalej pisze: Tak źle, by nie było, tylko, że nas trochę rychło budzą... ja mam też w moim pokoiku pięć doniczek z kwiatami, tak się nad nimi cieszę, doniczki sobie kupiłem i sam je posadziłem, już mają pąkówki, to mi będą kwitły. Pyta: ...czy u Was już po żniwach. Kto Ci też żytko skosił?
     Czuje się w listach wyraźną tęsknotę za rodziną: ...patrzę na tę fotografię i tak mi się zdaje, że razem żyliśmy krótko i tak prędko przeminęło to nasze szczęście, ... jak by to był sen.
     4.9.1940 - Informuje, że odebrał paczkę od wuja Płockiego z Berlina z ubraniem, koszulą i butami. Był w nim w kościele, do którego mogą chodzić. Nie ma więc potrzeby przesyłania ubrania, o które prosił. Dostał stare, podarte spodnie od gospodarzy do roboty, które pocerował. W niedzielę reperuje również spodnie kolegów bo oni nie umieją snukać.
     Przesyła swoją fotografię ...żebyś też swojego dziadola sobie zobaczyła, nie są ładne, bo tu fotografie robią liche. ...mundurek jak widzisz mam ładny, bo to przecież kamgarnowy, a dostałem go od jednego oficera lekarza, gdy nas ruski obstawili dookoła [w Wilnie - przyp. dz], to się ubrał w cywilne rzeczy i może mu się udało pójść.
     Wspomina bardzo trudne warunki pobytu w obozie jenieckim: ...chleba było tylko 200 gr i pół litra zupki na obiad, i to jeszcze nie raz obcięli, gdy który coś zbroił. Dalej pisze: Mam teraz dwóch kolegów, bo jeden podpisał się na cywila, to wzięli go stąd precz, ...to są dwa Tadki, jeden duży, drugi mały. Jeden jest z krakowskiego, drugi z Sosnowca.
     Na końcu listu dopisuje: W obozie był też ze mną razem Dębowski Wiktor z Ryszewka, ale ich już tam nie ma i był też Kokocha z Podgórzyna i był też nadzorca żnińskiego więzienia Łuczak, który razem z Zabłockim wyjechał na roboty.
     11.8.1940 - List rozpoczyna wersem: Orły, sokoły dajcie mi skrzydła, bo ta ziemia już mi zbrzydła. Jest to wyraz nieopuszczającej go tęsknoty za rodziną. Dziękuje za otrzymaną paczkę z ubraniem, a w niej list. Pisze, że kuleje, bo go nadepnął koń. Nie mógł więc iść do kościoła. Martwi się wiadomością od żony, że ona również nie może chodzić do kościoła, bo Niemcy go zamknęli. Podkreśla, że niemieccy żołnierze noszą na spince od paska napis: „Bóg z nami“, tak, ale tylko na spince, a w sercu nienawiść do bliźniego, któremu wszystko odebrali i samego do niewoli zabrali i nawet teraz do kościoła zabronili.
     Martwi się, że może lepiej byłoby nie podpisywać zgody na przejście do cywila, bo słyszał, że jeńców mają zwalniać. Nie wierzy w to jednak: ...i tak prędzej nikogo nie zwolnią przed zakończeniem wojny. Co już ma się stać, to się stanie.

     Oglądając przesłaną przez żonę ślubną fotografię pisał: ...tak mi smutno się zrobiło, ...bo taki tylko krótki czas razem żyliśmy i tak się teraz musisz sama męczyć, a ja Ci nic dopomóc nie mogę, a przecież niedługo już drugi roczek naszego ślubu... Zapewnia żonę o swojej wielkiej miłości. Oczekuje zawsze na list: ...patrzymy, kiedy listonosz przyjdzie i komu też coś przyniesie. W Stalagu chociaż taka była bieda z jedzeniem, ale wiesz, że bardziej się cieszyłem z liściku jak z paczuszki, ...nam tu jednak jest smutno.
     Wspomina pobyt w obozie jenieckim: W Stalagu to dużo paczek ginęło, ale to też dużo nasi sami kradli jeden drugiemu, bo tam to tylko z kompanii jeden szedł z listą i on uważał jak wywoływali, a niektórzy to mieli kolegów i razem kradli i się dzielili. Paczuszki to dostałem w Stalagu... 3, pierwsza to była bardzo malutka, był kawałek chleba i kawałek salcesonu, ale tylko malutki kawałeczek, pewno też ktoś sobie ukroił...
     Kończy list przejmującymi słowami: ...a nam tak tęskno, tak bardzo tęskno... Tęsknotę za rodziną i ojczyzną łączy z głębokimi uczuciami religijnymi. Wyraża to w wierszu zaczynającym się od słów z arii Jątka z opery Halka Stanisława Moniuszki.
     Szumią jodły na gór szczycie, szumią sobie w dal
     Mnie biednemu tęskne życie, bo mam w sercu żal.
     Na ziemię Ojców, kędy Wisła droga
     Od zórz rumiana jak dziewicze chorze
     Wróć nas o Boże!
     Co dzień Cię proszę, co noc wiarę wzmagam
     Na wszystko święte Ciebie Boże błagam
     Do cudnej Polski, kędy cudne zorze
     Wróć nas o Boże.
     10.8.1940 - Razem z dwoma kolegami - jeńcami, aktualnie pracują w polu przy żniwach. Pogoda jest jednak niekorzystna. Zapytuje, jak plonowało żyto w ich gospodarstwie i kto pomógł je pozwozić.
     Wspomina, że mija rok, jak jest poza domem: ...jaki też ten nasz los jest okrutny... ta wojna się jeszcze nie prędko skończy.
     Zapowiada, że wyśle pieniądze. Pisze, że ma do oprzątania jedną oborę z ośmioma krowami. Oprząta je zawsze wcześnie rano, w południe i wieczorem daje im paszę. Na pole już nie chodzi, z czego jest zadowolony. ...głodu tu nie mamy, najeść to się najemy, chociaż zawsze rano tylko suchy chlebek, ale żeby tylko go wszyscy mieli...
     Martwi się z kolegami o zwolnienie, bo nigdzie nie wolno im wychodzić. Liczą jednak, że ten czas nadejdzie.
     1.9.1940 - Narzeka, że nikt z krewnych do niego nie pisze. Tęskni. Informuje, że skończyli koszenie zboża i będą je zwozić.
     W pobliżu folwarku samoloty zrzuciły bomby ...ptaszki przelatywały przez naszą miejscowość i niedaleko zniosły parę jajek, aż się cały dom zatrząsł.
     Wspomina, że dzisiaj minęły dwa lata od ich cywilnego ślubu. ...kto by się wtedy spodziewał, że takie będziemy prowadzili życie. I dalej: ...to wszystko przeminie, bo przecież niemożliwe, aby to na świecie tak miało być źle, jak teraz jest.
     Do kościółka to teraz nie chodzimy, ale to nie szkodzi, przecież mamy Boga w sercu, a to więcej znaczy jak byśmy chodzili, a nie wierzyli. Teraz to jesteśmy trochę wolniejsi jak przedtem, bo nas na noc tu na klucz zamykali.
     W Rosji to byłem w Kozielcach, to miało być 180 km od Moskwy, żołnierze rosyjscy to się z nami dobrze obchodzili, tak samo oficerowie, tam nikomu krzywdy nie robili, przez ten cały czas to żeśmy tam nic nie robili. Z tym Zabłockim to żeśmy się zaraz koło Wilna spotkali, kiedy nas w niewolę zabrali i żeśmy się tak razem trzymali w Stalagu, aż nas tu rozłączyli i teraz nie wiem gdzie on jest.
     Na końcu listu dodaje, że wkłada do niego markę: ...to Ci się bardzo przyda.
     8.9.1940 - Pisze, że wysłał w tym tygodniu pieniądze. Informuje, że dziedzic za sierpień wypłacił 22 marki i do tego podarował ubranie robocze za 5 marek.
     Jest zadowolony, że ma dobrych kolegów, z którymi zawsze wieczorem przez godzinę gawędzą: ...to są właśnie nasze najprzyjemniejsze chwile. Jest tu dużo jabłek i śliwek, którymi się zajada. Również tym razem do listu włożył markę.
     15.9.1940 - Informuje, że prawie cały tydzień padał deszcz i dzisiaj także pada, a w polu jeszcze zboże pozostało. Prace polowe się opóźniają.
     Bardzo tęskni. Gdyby go zwolnili ...i kazali iść pieszo to bym do Ciebie szedł.
     Jego kolega Tadeusz otrzymał list od swojej dziewczyny, ...którą kochał, że ta go porzuca. Jest cały czas przygnębiony i smutny.
     28.9.1940 - Był dzisiaj w kościele. Ksiądz dla nich ...osobno odprawia nabożeństwo, choć nas tu tylko jest paru.
     Z paczki, którą otrzymał od żony, dał parę ciasteczek i cukierków ...naszej pani nauczycielce dla tych małych dzieci, a ona mi na drugi dzień podarowała ładny kapelusz.
     Zaczęli wybierać ziemniaki haczkami. Pocieszają się, że ich zwolnią po robotach polowych. Syn gospodarzy powiedział, że mają być zwolnieni na zimę.
     Przeprasza, że nie przesyła pieniędzy, bo im mało płacą. Do listu włożył jednak maruszkę.
     13.10.1940 - Pisze, że wysłał 20 marek, ...żeby Ci choć trochę ulżyć w tej biedzie. Dzisiaj miał sen, że był na swoim gospodarstwie, na łąkach i spoglądał na dom. Bardzo tęskni. Informuje, że wybrali już ziemniaki, teraz będą wybierać buraki. Jest spokojnie, nie mają żadnych wiadomości o aktualnej sytuacji. Żyją jednak nadzieją ...że wszystko jeszcze będzie dobrze. Wspomina, że w zeszłym roku byliśmy w tym czasie w Rosji, teraz to nie wiadomo, co będzie w następnym roku.
     Kupił sobie nowe dybki, kosztowały 5,5 marki. ...ciężko w nich chodzić, bo tu jest taka ciężka ziemia, że jak trochę popada, to się zaraz na obuwie nalepi, że nie można tego błota oderwać.
     Jego kwiatki stojące na oknie ładnie kwitną, ...tylko, że mi jednak nie wesoło.
     Teraz ...mamy jednego kolegę więcej, jest nas czterech, ale on mówi, że tu mu się nie podoba... Żeby to się już raz chciało skończyć i żebyśmy mogli wrócić do naszych domów...
     14.10.1940 - Dziękuje za paczkę, którą dzisiaj otrzymał i za znajdujące się w niej fiołki od mojej Córuchny. Pociesza żalącą się żonę, że niewiele może mu przesłać: ...nie martw się o to, ja wiem, że jest Tobie ciężko, a przecież ja tu głodu nie mam.
     Prosi o wiadomość, czy odebrała przesłane pieniądze. Martwi się ...że tych Żniniaków tak wciąż niepokoją [krewnych - przyp. dz].
     Przesyła fotografię, którą mu zrobił duży Tadek.
     21.10.1940 - Przyznaje żonie rację, że ciężko pracują i że bardzo mało zarabiają: ...suchy chleb my tu jemy i pracować musimy. Jeden z jego kolegów wczoraj dowiedział się, że podobno mają ich zwolnić. Nie jest jednak tego pewny. Kończy ten krótki list ...bo piszę przy latarce...
     10.11.1940 - Dziękuje za paczkę i list. Ciągle oczekują zwolnienia z niewoli. Proponuje żonie, aby wystąpiła do władz niemieckich o finansową pomoc, bo nie ma z czego żyć, ...bo ja tylko zarobię 25 marek miesięcznie. I aby go zwolnili na miesiące zimowe do domu, aby tam mógł dorobić.
     Jest mu smutno, bo nie wie, kiedy będzie w domu: Żeby tak jakoś Pan Jezus dał, żebym mógł się stąd do Was wydostać...
     Wspomina, że ...Dzisiaj mija rok, jak przyjechaliśmy do Nűrnbergu - nędzni, głodni i opuszczeni...
     Słyszał, że 15 grudnia będą zwolnieni. Nie jest jednak pewny, czy to jest prawda.
     1.12.1940 - Dziękuję za list od żony i jej siostry Teresy, w którym piszą, że wszyscy go oczekują.
     Narzeka, że jest mu źle. Jest już zimno, boi się nadchodzącej zimy. Pisze, że ich ciągle łudzą zwolnieniem. Życzy żonie na zbliżające się imieniny zdrowia i przetrwania tych ciężkich czasów. Żałuje, że nie może być z nią i być szczęśliwy. Nie może jej nic ...dziś ofiarować, bo nie mam, tylko tych parę słówek na tym papierze...
     I dalej pisze: ...tak mi nie raz jest ciężko, że ani mi się nie chce pisać, ani żyć, ani nic, bo też tak okropnie musimy ten czas przeżywać.
     8.12.1940 - ...długo nie pisałem, a to dlatego, że tak się żeśmy oglądali za tym, że może nas zwolnią, a to jednak na próżno, to możesz wiedzieć, że takie mnie zniechęcenie do tego życia opanowało, że ani mi się żyć, ani pisać, ani nic, nie chciało. Już się trzeba z tym naszym losem tak pogodzić i czekać tego zmiłowania Bożego, może się to jednak raz zakończy, bo zawsze tak nie będzie, już drugi roczek się tak męczymy i jakoś żyjemy, może i dalej nam Bozia da zdrowie i siłę do wytrwania i dożyć i doczekać się lepszej przyszłości.
     Pisze, że wysłał pieniądze, ...to się trochę poratujesz, będziesz mogła kupić drzewa do kurierka, aby Marylka mogła sobie pazurki grzać, gdy będzie zimno.
     Trochę oszczędzał pieniądze, bo liczył, że może dostanie urlop i będzie mógł pojechać do domu, ...tylko, że to jednak by dużo kosztowało, a Tobie teraz ciężko idzie, a nam tak mało płacą... proszę o mnie się nie martw, już będę musiał ten czas jakoś przetrwać i co będę mógł to zawszę Ci przyślę, aby jakoś tę biedę pchać.
     17.12.1940 - ...z naszego urlopu to nic nie będzie, lecz co to już robić musimy, to wszystko przyjąć i czekać jakiegoś zmiłowania.
     ...Marylka... już ona musi być duża, jak odchodziłem, to takie było maleństwo, tak sobie spała i tak się ładnie uśmiechała, ani nie wiedziała, że to jej tatuś musi odchodzić i nie wiadomo kiedy wróci.
     Dalej pisze, że w święta jego koledzy zamierzają urządzić bibę, ...ale ja się do nich nie łączę, bo gdy mam stracić 5 lub 6 marek, to ja mam większą radość, jak je pośle mej Marylce, to będzie miała na tydzień na cukierki, bo ona słodkie bardzo lubi.
     Od dziś za tydzień już będzie wigilia, już drugi raz nie jestem w domu, ...ale cóż zrobić... Jaka by to była radość, gdyby nas już zwolnili.
     My teraz takiej roboty tu nie mamy, o 7-mej wstajemy i o pół 6-tej wieczorem kończymy, ale też nam teraz mniej płacą, bo 21 [marek - przyp. dz] na miesiąc.
     My teraz wieczorem idziemy do pokoju, bo u nas to jest zimno siedzieć, a piecyka nam nie dadzą. Może Bozia da, że nie będzie taka ostra latoś zima.
     26.12.1940 - W wigilię wieczorem, po kolacji nasi gospodarze zaprosili nas do pokoju, gdzie była ubrana choinka i tam wszyscy zaśpiewali „Cicha noc“ i potem gospodarz podziękował nam za współpracę tego roku, ... rozdano nam podarki, ja i Tadek duży, dostaliśmy po dwie ładne koszule, po talerzu ciastek i paczkę papierosów... potem wyszturchali mnie, abym w imieniu wszystkich podziękował za podarki, co też uczyniłem i życzyłem wszystkim wesołych świąt... jednak nam nie było bardzo wesoło.
     Życie tego żołnierza wojny obronnej 1939 roku na Kresach, jeńca wojennego, najpierw obozu sowieckiego, a potem stalagu niemieckiego, a następnie przymusowego robotnika rolnego w Niemczech, przepełnione było nie tylko ciężką pracą w trudnych warunkach, ale tęsknotą i niepokojem o żonę i córkę. Aby przeżyć niewolę, zamknął się w sobie i znalazł punkt oparcia w szczerych, częstych kontaktach listowych z rodziną. Walczył z ogarniającym go niekiedy zwątpieniem w możliwość odzyskania wolności. Okazał się jednak człowiekiem mocnym, pełnym wiary, że wreszcie to nastąpi. Ta wiara utrzymywała go przy życiu i pozwoliła przetrwać. Równocześnie potrafił zachować w sobie skromność, powiedziałbym nawet pokorę, wobec losu. Topił swoją pamięć o tamtych czasach w milczeniu. Nie zabiegał o uznanie, nie chwalił się swoimi wojennymi zasługami i niewolniczą gehenną. Pozostały tylko jego relacje zawarte w listach, które są ważnym świadectwem o codziennym życiu polskiego żołnierza w niewoli.

Damian Zieliński
Pałuki nr 1313 (15/2017)


Źródła:
Listy pisane w 1940 roku do żony i córki przez Leonarda Marciniaka z przymusowych robót w Niemczech, z miejscowości Enzlar w Bawarii, ze zbiorów autora;
Centralne Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach - Opolu, WAST sygn. 4137, s. 14;
Informacje córki Marii Wiśniewskiej z Poznania;
skany fragmentów listów: A. Barski.