Drukuj

        Spektakl "Ratujcie nasze dusze" Teatru im. Alberta Tison, który mieliśmy możliwość oglądać w Żnińskim Domu kultury 1 maja robi duże wrażenie. Być może dlatego, że traktuje o naszym życiu.

    Najpierw słyszymy nagrane na taśmie życiorysy aktorów i stukot maszyny do pisania - piszący zgniata kartkę.
Akcję otwierają symboliczne narodziny - podniesienie żaluzji i wyjście z klatki. Pierwsza próba zaznaczenia własnej obecności to nadmuchanie balonika i cieszenie się WŁASNYM wiatrem. To jakby tworzenie terytorium, ustalenie swojej strefy bezpieczeństwa.
    Każda z postaci zaczyna zbierać doświadczenia; w torbach, plecakach i walizach gromadzone są kolejne wspomnienia. Niestety, w tym  wielkim świecie gubi się gdzieś nasza tożsamość. Tu wszystko ma swoją cenę i każdy musi być twardy. Poza zwykłym tokiem wydarzeń pozostają dwie postacie, nazwijmy ich: Świadomy i Inną. Świadomy właśnie przywraca reszcie godność oddając im ich życiorysy. Kartki palące się w rękach właścicieli to symbol tego, iż nikt na ziemi nie pozostaje sobą na długo, oprócz może tych "wielkich", którzy nie błądzą.
    Ludzie z reguły nie lubią lepszych od siebie, toteż gdy wreszcie grane postacie mają chwilę wytchnienia (są w klatce), odrzucają Świadomego i Inna. Ci dwoje krążą wokół klatki, nie mogą się jednak zobaczyć. Cóż by się stało, gdyby się spotkali? Czy stworzyliby nowy, lepszy świat? Czy nastąpiłby ostateczny koniec?
    Prawdziwy majstersztyk stanowi scena zaciągnięcia zasłon (są one rozwieszone na planie litery X z klatką w środku i dzielą widownię na cztery części). Niektóre osoby mówiły mi, że moment ten wywołuje uczucie klaustrofobii. Sądzę jednak, że nie jest to klaustrofobia zwyczajna, po prostu nagle uświadamiamy sobie, iż to nie jest sztuka o jakichś tam ludziach, to sztuka o nas. Spektakl kończy się wykręceniem żarówki. "My nie chcemy żyć w tym świecie, nie mamy na to siły" - zdają się mówić świadomie zamknięci w klatce.

Maja Małachowska
Pałuki nr 168 (19/1995)