Rozmowa z Robertem Kaananem

    Jędrzej Dobaczewski: - Ostatnio zasłynął pan w Żninie jako plastyk. Czy oznacza to przerwanie twórczości muzycznej?
    Robert Kaanan: - Oczywiście, że nie. Cały czas współpracuję z firmą "Digiton" z Warszawy, która ostatnie moje nagrania umieściła na kasecie i przymierza się do kolejnych wydań. Najnowszą działalnością jest tutaj próba powołania Klubu Miłośników Muzyki  Elektronicznej. Chciałbym zastrzec, że nie chodzi tu tylko o moją muzykę. Przygotowujemy wspólne wejście dużej ilości takiej muzyki na rynek po to, żeby nie okazało się za parę lat, że pytając przeciętnego Polaka: kto reprezentuje muzykę elektroniczną odpowie, że Jean Michel Jarre i Vangelis. Myślę, że są w Polsce osobistości warte zwrócenia uwagi. Chociażby nowe dokonania Marka Bilińskiego, Mikołaja Hertla, Konrada Kucza, który łączy w sobie pasję muzyczną i plastyczną, wykorzystując elementy folkloru podhalańskiego, autentyczne instrumenty oraz muzyków tatrzańskich i zamyka całość w impresyjne formy. Tomasz Kubiak, kontynuator dużych suit rockowych  nawiązujących choćby do muzyki zespołu "Pink Floyd", Mike'a Oldfielda. Także legendarny już muzyk Władysław Komendarek, który cały czas jest twórczo aktywny. Są też nowe twarze jak Tomasz Ostrowski. Chcemy zaproponować właśnie polską muzykę elektroniczną. Okazuje się, że nie odbiega ona standardem brzmień od muzyki zachodniej, od kiedy ceny instrumentów stały się dla nas bardziej przystępne. W El-klubach mogłaby zaistnieć również postać Jana A.P. Kaczmarka, którego audycję z Kalifornii mogliśmy oglądać w telewizji 1 czerwca. Jest to muzyk ceniony na świecie. Założył "Orkiestrę Ósmego Dnia", wybitny kompozytor.
    - Jaka ma być istota działania El-klubów?  
    - Celem jest umożliwienie młodym i starszym ludziom, miłośnikom dobrej muzyki kontemplacyjnej i elektronicznej, oczywiście bez słów, dostępu do najnowszych wydawnictw tych osób, za promocyjne ceny o wiele niższe niż w sklepach. Po drugie, byłyby to ich najnowsze kompozycje, które często nie miały czasu zaistnieć na antenie radiowej i telewizyjnej. Członkowie El-klubów mieliby możliwość bezpośredniego kontaktu z muzykami. Można by było zaprosić ich na rozmowy, próbować organizować koncerty. Poza tym, pomijając inne wydawnictwa, autografy, koszulki itp; dostęp do całej I ligi polskiej muzyki elektronicznej. Będzie to próba dotarcia z muzyką do ludzi, którzy być może jej oczekują myśląc, że dobra muzyka elektroniczna to Jarre i Oldfield. Ja kiedyś też tak myślałem. Trzeba poszukać głębiej, poszperać, bo warto. Cały hałas dochodzący do nas z radia zaczyna nas nudzić, zlewa się. Dziesiątki zespołów rockowych gra niemal identycznie, dominują ostatnio rytmy irlandzkie. W muzyce elektronicznej dostrzegamy dużą indywidualność. Dlatego wydaje mi się, że warto spróbować. Ja jestem do dyspozycji. Można w Żnińskim Domu Kultury założyć taki klub. Zapraszam wszystkich chętnych.
    - Wydaje mi się, że ten projekt zdobędzie zainteresowanie, gdyż w radio i telewizji jest mało takiej muzyki.
    - Tak, jest to tylko kilka audycji. Największym promotorem najnowszych osiągnięć polskiej muzyki elektronicznej jest Jerzy Kordowicz, prezenter muzycznej Trójki.  
    - Jakie będą pana nowe nagrania?
    - Nagrałem teraz dla "Digitonu" najnowszy cykl, trwający około 50 minut. Nazywać się będzie "Misterium Światła i Ciemności". Znajdują się tam utwory, które wykonywałem przed katedrą w Gnieźnie z okazji świąt św. Wojciecha. Będą to między innymi: "Santiago" de Compostela, "Katedra", "Sjesta". Utwory mniej komercyjne od kompozycji z kasety "Primavera", bardziej pogłębione i kontemplacyjne. Nagrania były dokonane w studio "Amix" w Poznaniu, a dostępne będą na rynku w sierpniu. Przygotowujemy małą kampanię promocyjną.
    - Czy planuje pan pokazanie swojej muzyki żninianom?
    - Planowany był do niedawna mój koncert nad wodami Jeziora Czaplego, z niesamowitymi efektami pirotechnicznymi. Koszt koncertu był na tyle przystępny, że byłem o to spokojny. Okazało się, że organizatorzy zdecydowali się zaprosić zespoły z Łodzi. Utworzyła się tymczasem grupa, która zajmuje się organizowaniem moich koncertów. Jest to całościowa obsługa imprezy - od nagłośnienia, przez oświetlenie do efektów pirotechnicznych i reklamy. Najbliższą taką imprezą będzie noc świętojańska w Gnieźnie na wzgórzu za Liceum - Pomnikiem. Tam odbędzie się po raz pierwszy impreza całkowicie przygotowana przez nas, sponsorowana, autorskiego pomysłu. Biorą w tym udział ludzie z Gniezna i z Poznania. Cóż nikt nie jest prorokiem we własnym domu.
    - Jak wygląda taka impreza?
    - Jest to pokaz zrobiony w naturalnym otoczeniu, bez tworzenia specjalnej sceny. Ważne jest aby otoczenie było zgrane ze światłem. Jest to bliskie widowiskom typu "Światło i Dźwięk", ale ponieważ to zaczęło się kojarzyć już z pewnym typem widowisk, więc stosujemy określenie "Widowisko muzyczne". Światło jest dosyć skromne. Są to spore reflektory, ale nie ma "dyskoteki" - wszystko raczej stonowane. Koncert trwa od godziny do półtorej godziny. Ważna jest płynność przechodzenia jednej formy w drugą. Pojawia się światło, słowo, utwory Kingi Dopierały, mogą pokazać się przezrocza rzutowane na duży ekran, śpiew, a w finale fajerwerki, co jest punktem kulminacyjnym imprezy. Fajnie jest, jeśli dołączy się do pokazu sponsor, dlatego, że wtedy impreza jest bogatsza, a sponsor ma reklamę, co wiąże się z obopólnym zadowoleniem. Żnińskie Małe Jezioro byłoby znakomitym miejscem na takie widowisko, ponieważ woda ma specyficzne, niepowtarzalne właściwości akustyczne i wizualne. Na dwóch ostatnich imprezach wykorzystywaliśmy wojskowe reflektory do penetrowania nieba, które mają zasięg do kilku kilometrów i mogą penetrować okolicę i wody jeziora. W wodzie odbijałyby się również sztuczne ognie. Żałując, że pomysłu tego nie udało się zrealizować przy okazji otwarcia Mistrzostw Motorowodnych, mam nadzieję, że dojdzie kiedyś do skutku.
    - Może jakiś mały komentarz na temat sprowadzania do Żnina zespołów z innych miast do obsługi imprez, jeśli w Żninie istnieją muzycy i nie mają okazji się pokazać?
    - Oczywiście - zawsze można wykonać coś drożej, ale warunek - jeśli przy okazji będzie to zrobione lepiej.

 z Robertem Kaananem
rozmawiał Jędrzej Dobaczewski

    PS. Jeśli jest ktoś chętny, kto chciałby zostać sponsorem takiego pokazu proszony jest o zgłoszenie się do Domu Kultury w Żninie.

Pałuki nr 172 (23/1995)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry