Jeszcze teraz, po trzydziestu latach od odejścia Tadeusza Małachowskiego, wywołując z pamięci z nim spotkania, zastanawiam się, jaki obraz we mnie pozostawił. Czy jako podziwianego przez nas młodszych - ciekawego mężczyznę, czy jako człowieka walczącego ze stereotypami, czy jako utalentowanego malarza?

Autoportret - papier, rysunek tuszem, 1957, 32,5 x 22,5 cm
Autoportret - papier, rysunek tuszem, 1957, 32,5 x 22,5 cm

     Wydaje się, że wszystko, co dotyczy jego życia i twórczości jest interesujące i godne utrwalenia. Pośmiertne wspomnienia o malarzu pozwalają nadal wzbogacać jego życiorys i twórczość artystyczną. Mogą wiedzę o nim pogłębić, znający tego niezwykłego człowieka, żyjący jeszcze ludzie, których jednak wraz z upływem lat jest coraz mniej. Staje się wręcz powinnością, aby ze spotkań i rozmów z malarzem pokazać związane z nim zdarzenia i fakty, pozwalające lepiej poznać i zrozumieć jego ciekawą i złożoną osobowość.
     Całe życie Tadeusza Małachowskiego wypełnione było malowaniem. Można więc powiedzieć, że żył malowaniem, malując życie. Stąd tytuł tego szkicu wyraża w drugim członie inaczej sformułowaną treść biografii - „czyli życie namalowane“.
     Obcowałem z twórczością i przyjaźniłem się z malarzem przez długi okres - od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Próbowałem w tym czasie pokonywać kolejne kręgi wtajemniczenia. Był jednak bardzo oszczędny w zwierzaniu się ze swojego prywatnego życia. Ten wnikliwy obserwator ludzkich losów, czego wyrazem jest jego twórczość, miał typowy życiorys związany z kataklizmami minionego stulecia, a szczególnie II wojną światową, która kilkakrotnie obeszła się z nim okrutnie. Zaczął się w Żninie, gdzie się urodził 25 października 1928 r. Przez całe życie, z własnego wyboru, był z tym miastem silnie związany. Ocierał się codziennie o jego zwyczajne życie. Tutaj poznał swoją żonę i założył rodzinę. Tutaj miał wspierających go przyjaciół. I co najważniejsze - tutaj po studiach na ASP w Warszawie, tworzył przez całe swoje życie, niezwykłe i oryginalne w formie prace malarskie, które są odbiciem jego rozważań i refleksji nad losami człowieka i świata. Inspirację znajdował w obserwacji i analizie otaczającej rzeczywistości. Przyglądał się przede wszystkim ludziom. Rozumienie rzeczywistości przelewał na płótno. Ciągle poszukiwał właściwej, osobistej formy wyrazu. Szukał prawdy i szedł tam, gdzie prowadziła. Dla niego sztuka była ustalaniem własnej hierarchii wartości. Narzucał swoim refleksjom, wyrażanym w malarstwie, pewną dyscyplinę - dążąc do jej właściwej formy, do pokazania tego, co było ukryte i nie uświadomione. Starał się wydobywać na wierzch, schowaną prawdę.
     Był człowiekiem dobrym, prawym, objaśniającym otaczający nas świat, ale jednocześnie bardzo trudnym. Bywał niekiedy również przykrym i okrutnym. Wyśmiewał, obrażał - zwykle, kiedy był pijany. Często ranił i chciał ranić, nawet tych, którzy bardzo go cenili, byli blisko niego i wiele im zawdzięczał. Lubił niewiele osób. Chciałbym wymienić kilku z nich: Andrzeja Hoffmanna, Janka Sowę, Tadeusza Rządkowskiego, Tadzia Marciniaka, Wojtka Dziembowskiego, Edmunda Kapłońskiego.
     Był niewątpliwie wybitnie utalentowany. Talent jednak związany jest z nadwrażliwością, stanowi jednocześnie ciężar, który trzeba dźwigać. Implikuje postępowanie obdarzonego nim człowieka w najróżniejszy sposób. Żyjąc w nieustannym napięciu, próbuje sprostać oczekiwaniom. Nie zawsze się to jednak udaje i wtedy często odreagowuje arogancją, agresją, tłumi alkoholem.
     Był liberalnym i tolerancyjnym człowiekiem. I tego oczekiwał w stosunku do siebie od innych. W Żninie był postacią znaną i dlatego jego postępowanie i wypowiedzi były nieustannie oceniane. Wiele razy próbowano, powtarzając za Gombrowiczem „przyprawić gębę“ Małachowskiemu, opowiadając często nieprawdziwe o nim plotki. Czynili to nie rozumiejący go ludzie. Na szczęście „gęba“ się nie utrwaliła.
     Docierające jednak do niego strzępy, nie zawsze pochlebnych opinii, przygnębiały go. Miał jednak w sobie taką siłę charakteru, że nie dał się zniewolić tymi ocenami. Swoje poglądy wyrażał szczerym językiem i uczciwie. Uważał, że artysta powinien wypowiadać się tak jak myśli i czuje, mimo że nie zawsze się to podoba otoczeniu. Mówił niekiedy, że żyjemy w barbarzyńskich czasach, w których jest wiele bezinteresownej zawiści.
     Prowadziliśmy długie rozmowy w jego małej pracowni, a raczej przykuchennym pokoiku, w którym również spał, w mieszkaniu matki Weroniki Małachowskiej w Żninie przy ulicy Kościuszki 26, najczęściej kiedy malował. Prowadziliśmy je również na spacerach, na plantach i nad Małym Jeziorem, bądź w kawiarni, najczęściej w Basztowej, przy winie. Często właśnie po winie, wieczorem szliśmy na planty w okolice Małego Jeziora. Rozmawialiśmy czasem o sztuce i literaturze, w tym również o poezji. Tadeusz interesował się szczególnie polską poezją dwudziestolecia międzywojennego.
     Bardzo bliski był mu Konstanty Ildefons Gałczyński, wielki i niestrudzony admirator życia i podobnie drwiący z nadętych wielkości. Nasze pokolenie - pokolenie Października 1956 uczyło się z poezji Gałczyńskiego nostalgii i groteski. Podejmował w niej zerwaną więź z tradycją, upiększając rzeczywistość. Tadeusz znał na pamięć wiele wierszy Gałczyńskiego. Między innymi recytował „Zaczarowaną dorożkę“- wędrówkę poety po nocnym Krakowie. Poemat mający cechy rzeczywistego zdarzenia fascynuje zarówno wiernym opisem faktów, jak również nierealnym epizodem - przejażdżkę dorożką marynarza z dziewczyną, która kończy się rano i para znika. Nostalgia i groteska pociągały Małachowskiego w wierszach Gałczyńskiego - poety wzruszeń i emocji.
     Fascynację poezją K. I. Gałczyńskiego, Tadeusz Małachowski wyrażał w pięknych, kolorowych ilustracjach jego wierszy, które miał zamiar wydać w formie albumu. W swoich zbiorach mam malowaną temperą, jedną z takich ilustracji - do wiersza „O wróbelku“. Jest, jak sądzę, jedyną która się zachowała, ponieważ pozostałe - nie mogąc ich wydać - zniszczył. Pragnę pokazać tę wyjątkową temperę na wystawie malarstwa Tadeusza Małachowskiego, zorganizowanej w Żninie z okazji 30. rocznicy jego śmierci. Napisany dziewczęcym charakterem pisma wiersz, otoczony jest stylizowanymi, fruwającymi nad nim dziewczętami - ptakami. Kończy się wersami:

Kochajcie wróbelka dziewczęta,
     Kochajcie, do jasnej cholery!

    W dolnej części tempery malarz dopowiada, pokazując nieżywego wróbelka, że bez miłości - padnie martwy. Ilustrację wiersza dopełniać będą wiszące obok kolorowe rysunki dziewczęcych głów, wydające się być zasłuchane w przejmujące wołanie poety o miłość.
     Tadeusz Małachowski bardzo interesował się muzyką, a zwłaszcza śpiewem. Podziwiał szczególnie rosyjskiego śpiewaka Fiodora Szalapina (bas), odtwórcę operowego Mefista. Miał podobny do niego głos. Niekiedy, podczas wieczornych spacerów na plantach śpiewał po niemiecku arię Mefista. Mam do dzisiaj w uszach przejmujący - diabelsko brzmiący śmiech z tej arii.

„Pijacy“ - olej na płótnie, 1970, 140 x 110 cm
„Pijacy“ - olej na płótnie, 1970, 140 x 110 cm

     Kim był Tadeusz Małachowski najbardziej mówi jego twórczość. Najlepiej daje się poznać poprzez swoje rysunki i obrazy, w których pragnął zawrzeć osobiste widzenie otaczającego życia i swój do niego stosunek. Cechowała go bezlitosna uczciwość w podejmowaniu trudnych tematów egzystencjalnych, co świadczy o niezwykłej wartości jego malarstwa. Nie jest ono abstrakcyjne, chce się komunikować i być blisko odbiorcy. Nie kopiował otoczenia, ale pokazywał swoje osobiste jego widzenie. Próbował odkrywać ukrywaną przed nami prawdę, wizję ukrytej rzeczywistości. Wiele jego prac zawiera w sobie metaforę - przekazującą przesłanie uniwersalne z przeszłości. Zawierają w sobie zarówno teraźniejszość, jak również odnoszą się do przeszłości. Szczególnie metaforyczne są dwa cykle jego obrazów: „Wielkie i małe samotności“ oraz „Dramaty“.
     Mam w swoim zbiorze obraz olejny Tadeusza Małachowskiego z cyklu „Wielkie i małe samotności“ zatytułowany „Pijacy“. To dość duże płótno, namalowane w 1970 roku zaświadcza, że artysta uczestnicząc w niektórych aspektach życia, potrafił wnikliwie uchwycić jego charakter i atmosferę. Obraz przedstawia grupę mężczyzn skupionych nad zielono połyskującym naczyniem. Otaczają oni kobietę, będącą centralną postacią obrazu. Pokazana z profilu ma charakterystyczne rysy kobiecej twarzy, które często i chętnie rysował malarz. Stanowi jego jasny fragment. Kolory tego obrazu to przede wszystkim cała gama ugrów i czerni z nielicznymi pociągnięciami pędzla zielenią i czerwienią. „Pijacy“ są w swoim wyrazie tematycznym i kolorystycznym obrazem nad wyraz dramatycznym. Dramatem krzyczą barwy, zderzając się między sobą jak pijacy. Jest w tym obrazie skoncentrowana atmosfera otoczenia, w którym malarz przebywał, które go niszczyło, a równocześnie inspirowało twórczo. Emanuje z niego tragizm i beznadziejność. Wydaje się być symbolem zagubienia stanowiąc gorzką refleksję nad życiem. Dramatyczny wyraz podkreśla surowa, uproszczona forma malarska. Obraz jest ciekawy przede wszystkim ze względu na swoją kolorystykę, która tworząc swobodną przestrzeń, stanowi triumf kolorów. Można odnieść wrażenie, że twórca zamierza wprowadzić widza w alkoholowy trans, operując sugestywnie kolorem. Niektóre postacie są zarysowane niewyraźnie, jakby w alkoholowym postrzeganiu rzeczywistości. Jest to z pewnością jedna ze znaczących prac Małachowskiego, niełatwa w odbiorze, zawierająca osobiste i malarskie doświadczenia artysty.
     Obrazy Tadeusza Małachowskiego robią wrażenie stosowaną przez niego osobistą formą wyrazu w jakiej zostały namalowane: surową, uproszczoną, o przejmującej atmosferze. Są małymi częściami świata, przedstawiającymi beznadzieję, samotność i dramat. Wyraża w nich lęk o nasz los, w krytycznych i tragicznych czasach, w których żyjemy. Pokazuje prawdę o życiu, zmuszając do dyskusji, szczególnie nad naszym sumieniem. Nie jest to malarstwo układne. Nie szukające poklasku krytyki. Chciał pokazać życie i świat takimi, jakie są. Uważam, że osiągnął swój cel.
     Nagła, zbyt wczesna śmierć 17 października 1987 roku, tuż przed 59. rocznicą urodzin, przerwała jego malowanie życia, a szczególnie związanych z nim dramatów.

Damian Zieliński
Pałuki na 1340 (42/2017)

 

Źródła ilustracji:
Fotografie obrazu i rysunków ze zbiorów Damiana Zielińskiego, wykonał Jerzy Szymański. Pochodzą ze zbiorów autora.

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry