Kwieciszewo. Kościół parafialny od południowego wschodu. fot. Mikołaj Potocki

Tarnowo Pałuckie, Kwieciszewo, Kcynia, Smogulec

Jest rok 1522. Kanonicy gnieźnieńscy zaprowadzają porządek w dobrach swojej kapituły. Należące do nich miasteczko Kwieciszewo leży w dobrym punkcie, na jednym z głównych traktów, aczkolwiek nie jest specjalnie bogate.

Kcynia, „gotyckie”
przypory XVII-wiecznej fary
              fot. Jacek Kowalski

TARNOWO PAŁUCKIE
CYSTERSI, SIEKIERY I DRZEWA
Jest jesień roku 1373 lub wiosna roku 1374. Przed trzema laty król Kazimierz Wielki wydał przywilej, dzięki któremu łekińscy cystersi mogli ze swojej wsi Tarnowo uczynić lokacyjne miasto. Od ponad wieku stała już w tejże wsi niewielka, parafialna świątynka. Drewniana, choć na kamiennej podwalinie. Nie wypadało jednak, aby nowo powstające miasteczko dysponowało tylko tak nędznym kościółkiem, którego długość, licząc prezbiterium wespół z nawą,  wynosiła zaledwie dziesięć metrów.
Więc teraz na zlecenie łekińskich cystersów, lub może samych mieszczan, ostre siekiery spadają na drzewa pobliskiego lasu. Za ileś miesięcy nie do końca okorowane bale ułożą się w zręby nowej świątyni. Będzie to pierwsza tarnowska fara, czyli kościół nowo powstającego miasta. Ta sama, która stoi do dziś.
Sensacyjne odkrycia sprzed kilku lat dowiodły, że prócz barokowych malowideł, stropu i dachu oraz wieży cała reszta tarnowskiego kościoła pochodzi właśnie z roku 1374, choć na pozór wydaje się barokowa. Drewniany portal wyrzezano po roku 1382, a drzwiczki sakramentarza (czyli dawnego tabernakulum) uczynione zostały zapewne z jakiejś znacznie starszej deski dębowej, pochodzącej może z poprzedniej, wiejskiej jeszcze świątynki (z części skrzyni? ze świętego obrazu?). Wszystko to wiemy dzięki badaniom archeologów - i publikacjom profesora Andrzeja M. Wyrwy.
DLACZEGO DREWNO?
Może szanownych czytelników zdziwić, że akurat pod koniec panowania króla Kazimierza Wielkiego powstał drewniany kościół - i to w mieście, nie na wsi. Wszak już sam Długosz pisał, że Kazimierz Wielki zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. A jednak trzeba pogodzić się z faktem, że to porzekadło dotyczy tylko i wyłącznie wyjątków, czyli niektórych prestiżowych zamków, kościołów i miejskich murów. Ale już, na przykład, nie dotyczy większości miejskich domów.

A teraz weźmy mapę lasów, jakie pokrywały w wieku XIV ziemie Wielkopolski, w tym Pałuk. Nałóżmy na nią mapę gotyckich, murowanych kościołów i spójrzmy. Co widzimy? Oto lasy i murowane świątynie przeważnie się ze sobą rozmijają. Dlaczego? Koszt zakupu i transportu cegieł był tak wielki, że nie opłacało się murować tam, gdzie droga do cegielni okazywała się nazbyt daleka, a do lasu - bardzo bliska.
Poza tym zaś, niezależnie od mapy zalesienia, normą było budowanie z drewna, nie z cegły. Właśnie ceglany mur był wyjątkiem. W polskim i zresztą również w europejskim średniowieczu drewno królowało wszędzie i niepodzielnie, także w miastach. Poza największymi, prestiżowymi inwestycjami Polacy jeszcze przez kilkaset lat nadal budowali przede wszystkim z drewna. I jeszcze w samym końcu średniowiecza rycerze nasi nagminnie uważali, że trzeba być szalonym, aby wznosić w swojej wsi lub mieście ceglany kościół.
KWIECISZEWO
INICJATYWA PANÓW KANONIKÓW

Jest rok 1522. Kanonicy gnieźnieńscy zaprowadzają porządek w dobrach swojej kapituły. Należące do nich miasteczko Kwieciszewo leży w dobrym punkcie, na jednym z głównych traktów, aczkolwiek nie jest specjalnie bogate. Przeciwnie. Jego mieszkańcy to - jak określił piętnastowieczny jeszcze dokument - agricultores seu oppidani, a zatem na poły mieszczanie, na poły rolnicy. Kapituła postanawia jednak wystawić tym półmieszczanom kościół murowany, z cegły (no, nie tylko dla nich - wszak urzędować tu mieli konkretni księża w imieniu kapituły). Kościół ten powstaje i stoi do dziś.
DLACZEGO CEGŁA?
Zanim rozkwitły u nas miasta, cegielnie powstawały na użytek konkretnych budów, najczęściej tych ważnych, „centralnych”, czyli państwowych lub kościelnych. Tak więc zakładano cegielnie przy budowach katedr biskupich, bogatych świątyń klasztornych i miejskich, zamków królewskich. A kiedy już taka cegielnia zaczęła funkcjonować, natenczas okoliczne parafie, możni i mieszczanie  załapywali się na stosunkowo tani materiał - póki ta wielka budowa trwała, bo potem fachowcy wędrowali na inne budowy. Załapywali się niemal tylko ci okoliczni; dalsi jakoś najczęściej ochoty na cegłę nie mieli. Dopiero w późnym średniowieczu cegielnie funkcjonujące stale powstawać poczęły w niemal każdym większym mieście, gdzie produkowały materiał już nie dla konkretnych budów, ale w ogóle, na sprzedaż dla każdego klienta. I zdaje się, że taki właśnie był przypadek budowy kościoła w Kwieciszewie. Kanonicy bez wątpienia zakupili hurtem cegły, przeznaczając je na budowę kościoła w swoich miejskich dobrach.

Smogulec, XVII-wieczny kościół parafialny od północnego wschodu  
             fot. Mikołaj Potocki

KAMIEŃ NA KAMIENIU
A skoro kościół stanął, to na wieczną rzeczy pamiątkę budowniczy - a może ktoś z kościelnej służby? - zanotował datę budowy. Nie wiemy na czym i jak to uczynił: na papierze, czy może na cegle? Ale kiedy po wiekach, w roku 1708, trzeba było przeprowadzić porządną renowację, ktoś (pewno ówczesny pleban) postanowił, żeby obie daty - budowy i renowacji - wyryć na osobnych kamieniach i na wieczną rzeczy pamiątkę wmurować w ścianę zakrystii.
Taki sposób utrwalania dat wszedł plebanom kwieciszewskim w nawyk. Więc kolejne renowacje upamiętnione zostały przez kolejne kamienie - z lat 1905, 1917, 1945 i 1954/1960. W sumie aż sześć kamieni! Przy czym ten z roku 1917 upamiętnia przedłużenie świątyni ku zachodowi o jedno, neogotyckie przęsło, zaś ten ostatni wiąże się ze specyficzną, dziwaczną nieco regotyzacją, podczas której ściany prezbiterium i empory ponad zakrystią przyjęły bardzo ładne, choć nieco dziwne, bo ni to barokowe, ni to romańskie, ni to gotyckie kształty.
TRADYCJA TRADYCYJNA
Kościoły w Tarnowie i Kwieciszewie powstały w odstępie stu kilkudziesięciu lat, przy użyciu innej techniki, wznoszone przez innych majstrów.
Powinny więc bardzo się od siebie różnić. I różnią się, owszem, ale też zarazem jakże są do siebie podobne! Wspólny im jest taki sam prosty plan: nawa na planie dużego prostokąta i prezbiterium na planie prostokąta mniejszego. Bardzo podobny do tego, jakim posłużono się przy wznoszeniu najstarszych, murowanych kościołów gotyckich na Pałukach - w Górze i Cerekwicy.
Można by rzec, że jest to plan bez ambicji. Albo - że to plan podstawowy, plan-baza dla każdego sakralnego przedsięwzięcia, bo w nim wyraźnie, w pełni czytelnie i zarazem najprościej na świecie odzwierciedla się podział na przestrzeń dla wiernych i przestrzeń dla kapłanów.
Zapytałby ktoś: dlaczego w Kwieciszewie budowano tak skromnie? Odpowiedzi są tym razem trzy.
Pierwsza: sam fakt wystawienia murowanej świątyni, na tle przytłaczającej w okolicy ciżby kościółków drewnianych, stanowił już poważne wyróżnienie, nie trzeba było starać się o więcej.
Druga:  znaj proporcją, mocium panie!. Czyli, że każdemu należy się taki kościół, na jaki zasługuje. Małej mieścinie - kościół najprostszy.
Ale jest i odpowiedź trzecia. Prosty plan oznacza właśnie: plan tradycyjny, taki, który odnajdziemy w starych kościołach drewnianych - na przykład w Tarnowie Pałuckim - ale i w najstarszych farach miejskich Wielkopolski. No, nie w miastach, ale w miastach średniej wielkości, za to szacownych, znanych, poważanych. Na przykład - w królewskich Pobiedziskach, gdzie pierwszy kościół, jedna z najstarszych gotyckich far, stanął w XII wieku. Później podobne, równie proste wybudowano w Pile i Pleszewie; ta ostatnia mimo nieskomplikowanej formy budziła szczery podziw współczesnych.
Jeśli zestawimy ze sobą fary Kwieciszewa i Pobiedzisk, okaże się, że jedyna istotna różnica pomiędzy nimi polega na obecności skarp w Kwieciszewie i na ich braku w Pobiedziskach. Poza tym wewnętrzna przestrzeń obu świątyń jest identyczna. Identyczna jest też sytuacja zakrystii, która tu i tam ma piętro, otwarte niegdyś przezroczem do wnętrza prezbiterium.

Kościół w Tarnowie Pałuckim od południowego wschodu
    fot. Remigiusz Konieczka

Kwieciszewo zyskało zatem farę nie tyle w prostym i skromnym, co starodawnym typie, uświęconym tradycją jednej z najbardziej znanych królewskich miejscowości.
KCYNIA i SMOGULEC
SIEKIERY I ŚCIANY

Jest rok 1624. Na zlecenie księdza Jakuba Dubusa, penitencjarza gnieźnieńskiego, siekiery obalają ściany drewnianej fary w Kcyni.
W przeciwieństwie do Tarnowa Pałuckiego i Kwieciszewa, Kcynia nie jest miasteczkiem pierwszym z brzegu. To ośrodek powiatu, który za czasów staropolskich obejmował niemal całe Pałuki. To jedno z kilku najgłówniejszych miast województwa kaliskiego, a na Pałukach w ogóle miasto najstarsze. Ale Kcynia leży na dalekiej północy Wielkopolski, nieopodal nadnoteckich bagien. Może dlatego aż do końca średniowiecza stała tu fara drewniana, ecclesia lignea, jak zapisano niegdyś w Liber beneficiorum gnieźnieńskiej archidiecezji.
I dopiero teraz, w wieku XVII, miało się to zmienić. Po rozwaleniu drewnianych ścian w ciągu siedmiu lat stanęły nowe, ceglane mury. O latach, które upłynęły na przeprowadzaniu tej inwestycji, mówiły napisy wyryte na cegłach: 1624, 1631, znaczące zapewne koniec i początek budowy. Barokową metrykę ścian potwierdzają cegły ułożone wedle schematu stosowanego w wieku XVII, krzyżowe sklepienie i półkoliście zamknięte okna nawy.
GOTYCKIE KSZTAŁTY BAROKOWEGO KOŚCIOŁA
A jednak wędrowiec, wjeżdżający do centrum miasteczka, kiedy stanie naprzeciwko fary - ma poważny problem z rozpoznaniem jej wieku i stylu. Ona bowiem krzyczy doń wszystkimi swoimi formami: jestem gotycka i starodawna! Popatrzcie na mój plan (jedna, prostokątna nawa, przy niej małe, tym razem wielobocznie zamknięte prezbiterium), popatrzcie na moje potężne, średniowieczne przypory, a przede wszystkim na mój piękny gotycki szczyt, wypełniony wnękami o łukach w ośli grzbiet! No i popatrzcie na ostrołuczne okna prezbiterium!
Wytłumaczenie tego dziwnego użycia gotyckich form w czasach baroku może być tylko jedno: Kcynia postawiła sobie farę taką, jaka mogłaby tu stanąć w latach jej pierwszej świetności, po to, żeby udawała starodawną, żeby świadczyła o sędziwej metryce miasta. Żadne to zresztą nadużycie, bo Kcynia taką starą metrykę przecież miała. Innymi słowy - mamy do czynienia ze świadomym, staropolskim neogotykiem, który zastosowano po to pewnie, aby podkreślić szacowność i pradawność miasta!
W Polsce takie barokowe „neogotyki” nie są zupełnie nieznane. W epoce sporów pomiędzy katolikami a protestantami miłe były naszym sarmackim przodkom formy średniowieczne, pochodzące z czasów, w których innowiercy nie istnieli. Dlatego pewnie stare, gotyckie figury i obrazy - świadectwa epoki żarliwej i ortodoksyjnej wiary - poczęto umieszczać wewnątrz nowych, barokowych ołtarzy. Czasem naśladowano też gotyckie detale w architekturze. Przykład kcyńskiej fary wydaje się na ich tle całkiem wybitnym.
I, co ważniejsze, jest to przykład „staropolskiego neogotyku” wcale niejedyny na Pałukach! Bo jednocześnie, w latach 1610-1642, właśnie na terenie dawnej parafii kcyńskiej właściciel miasteczka Smogulec - pan Jan Wierzbięta Smogulecki - wzniósł nową, ceglaną świątynię. Świetnej, nowożytnej murarce, późnorenesansowym szczytom i pięknym, rzeźbionym w kamieniu portalom towarzyszą tu „neogotyckie” skarpy i dekoracje z cegły-zendrówki, które naśladują znane z miejscowego gotyku rozwiązania i wzory. Naśladownictwo jest skromne - ale wątpliwości nie ulega. Również i tu widzimy swoisty „neogotyk”. I na tle smoguleckiego kościoła łatwiej zrozumieć można determinację kcyńskich mieszczan, żeby ich świątynia nie była wprost barokowa - ale tradycyjna.
TRADYCJA JUŻ TRWAŁA
Fary Tarnowa Pałuckiego, Kwieciszewa, Kcyni i Smogulca są namacalnym dowodem trwania tradycji. Najwidoczniej nasi przodkowie byli na tradycję wyczuleni. Te formy, które ulubili sobie wznosząc najstarsze kościoły z drewna - podobały się im także później. I - śmiem twierdzić - te same, najprostsze kształty podobają się nam i dzisiaj. Nietrudno byłoby wskazać piękne kościoły zbudowane na tym samym, prostym planie. Nie mówiąc już o tym, że i ciągoty ku gotykowi wciąż się we współczesnej naszej architekturze odzywają.

Jacek Kowalski
Pałuki nr 986 (1/2011)

 

 

 

 

Podobne teksty:

Akka, Trzemeszno i Mogilno, czyli Witruwiusz i nasi opaci

Trląg i Szubin - dzieła piastowskiego kanclerza i swata Jagiełły

Krzyżacy nie spalili żnińskiej fary

Strzelno: kamienne ciosy i pierwsze cegły

Góra i Cerekwica - najstarsze gotyckie kościoły na Pałukach

Z Paryża do Żernik i Czeszewa

Mistrz JS - nieznany architekt ziemi mogileńskiej

Kościół w Trlągu, czyli szukamy tajemniczego sponsora

Tajemnice żnińskiej fary

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry