Złotowo leży na pograniczu Pałuk i Kujaw. Istniał tutaj niewielki pagórek, od dawna nazywany przez miejscowych "cholernikiem". Okazało się, że jest to grobowiec megalityczny kultury amfor kulistych sprzed 4 tysięcy lat.

    Alojzy Rybczyński urodził się 5 czerwca 1916 r. w Barcinie. Po ukończeniu szkoły powszechnej naukę kontynuował w Seminarium Nauczycielskim w Kcyni, a następnie w Wągrowcu, gdzie 5 czerwca 1936 r. zdobył kwalifikacje nauczyciela. Po rocznej służbie wojskowej 1 września 1937 r. pracował w szkole dokształcającej zawodowej w Barcinie i w szkole powszechnej w Mamliczu.  
    1 września 1939 r. miał objąć stanowisko kierownika szkoły w Kępnie Wlkp. Przeszkodziła temu II wojna światowa. Zgodnie z przydziałem mobilizacyjnym zgłosił się do 14 Pułku Piechoty we Włocławku. Wziął udział w kampani wrześniowej, bitwie nad Bzurą, obronie Warszawy.  
    Po wojnie rozpoczął pracę w szkole w Barcinie. "Pierwszy rok szkolny trwał tutaj od  1 lutego do 31 lipca 1945 r." - wspomina Alojzy Rybczyński. Następnie odpowiedział na apel inspektora szkolnego, aby obejmować nieobsadzone placówki. Miał atrakcyjne propozycje, jednak wybrał Złotowo, oddalone od Barcina o 6 km. "Tak bardzo tkwiłem korzeniami w tym regionie, że nie wybrałem innych miejsc" - mówi. 1 września 1945 r. rozpoczął pracę jako nauczyciel kierujący czteroklasową szkołą w Złotowie.
    Na gruntach szkolnych w pobliżu szkoły znajdował się pagórek. "Nazywany był przez mieszkańców "cholernikiem". Wystawał ok. 1,2 m ponad równinę terenu. Kształt wzniesienia był zbliżony do koła o średnicy 30-40 m. Tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie mówiła, że zostali w tym miejscu pochowani zmarli na cholerę w XIX w. Stał tam niegdyś krzyż.
   Alojzy Rybczyński opowiada: "Najbliższy sąsiad, mieszkający obok szkoły zwraca się kiedyś do mnie i mówi: panie kierowniku, a mogę na tym cholerniku ubić konia? Zgodziłem się. Rosła tam dzika koniczyna. Później ten sam gospodarz mówi, abym owce hodował. Kupiłem od niego dwa skopki i ubijałem na cholerniku. Najłatwiej było wtedy o drewniane paliki. Przy wbijaniu często się łamały, natrafiały na jakiś opór. Później zamówiłem u miejscowego kowala paliki metalowe. Te z kolei mi się krzywiły. W trawie były widoczne wierzchołki kamieni. I tu, i tu, i jeszcze dalej w prostej linii, ale i z drugiej strony też. Jeden z głazów był od strony drogi jak gdyby wywrócony. Ale dlaczego? Przed wojną gospodarze mieli zwyczaj, że wychodzili na szarwark. Jedni z końmi, inni z kilofami i łopatami. Wzniesienia i górki rozbierali do naprawy wyboistych polnych dróg. Tak robili przed żniwami.
    Jak patrzyłem na te wierzchołki, bo tak mogłem sobie wyobrazić na podstawie tego jednego leżącego głazu, że to może być komora grobowa przedhistoryczna. Przypomniałem sobie lekcję historii w Seminarium Nauczycielskim w Kcyni, jak przez episkop nauczyciel wyświetlał z podręcznika uniwersyteckiego groby skrzynkowe kamienne. I tak mi to nie dawało spokoju. W końcu zgłosiłem to B. Zielonce, konserwatorowi zabytków w Toruniu" - mówi odkrywca.
    O dokonanym odkryciu Alojzy Rybczyński powiadomił konserwatora zabytków pod koniec lat czterdziestych. Później przez wiele lat zabiegał o rozpoczęcie przez archeologów prac wykopaliskowych. Jego interwencje spowodowały przyjazd do Złotowa 17 września 1959 r. ekspedycji badawczej pod kierunkiem L. Gabałówny z Muzeum Archeologicznego w Łodzi. Prace archeologiczne trwały do 26 września. Przed wyjazdem L. Gabałówna wygłosiła dla nauczycieli oraz uczniów ze Złotowa i Mamlicza prelekcję na temat Kurhanu kultury amfor kulistych i grobów magalistycznych. Prof. K. Jażdżewski przysłał kierownikowi szkoły podziękowanie za okazaną pomoc ekspedycji.
    26 czerwca 1961 r. przyjechał dr Tadeusz Wiślański z Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu. Po przeprowadzonej wizji kurhanu zapowiedział dalsze badania. W sierpniu Zakład Archeologii PAN w Poznaniu rozpoczął systematyczne badania. Pracami wykopaliskowymi kierowała Wanda Tetzlaff.
    Do Złotowa zaczęło przyjeżdżać coraz więcej gości. Między innymi 8 października 1961 r. przybył Regionalny Zespół Pieśni i Tańca "Pałuki" pod kierunkiem Klary Prillowej z Kcyni. Alojzy Rybczyński tak wspomina ten dzień: "Członkowie zespołu zwiedzili kurhan, na którym prelekcję wygłosiła W. Tetzlaff. O godz. 17.00 odbył się ciekawy występ kcyńskich staruszków, z których najmłodszy członek zespołu liczył 58, a najstarszy 86 lat. Na występ przybył dyrektor Kujawskich Zakładów Przemysłu Wapienniczego w Bielawach K. Hałas. Sala widowiskowa Domu Ludowego nie mogła pomieścić wszystkich gości, którzy chcieli obejrzeć występ. W dwugodzinnym programie ujrzeliśmy szereg pałuckich tańców z przyśpiewkami, fragment wesela, usłyszeliśmy ludowe piosenki i ciekawe gawędy. Dzięki głębokiej ludowości, świeżości uczucia i oryginalnym strojom ukazany został folklor wsi naszego regionu, przeżyliśmy wszyscy piękne chwile. A wielu, wielu ludzi starszych wróciło myślą do świata minionych dni wsi pałuckiej. Po występie odbyła się kolacja dla członków zespołów i gości, a następnie zabawa taneczna, w czasie której przygrywała kapela ludowa".
    Prowadzone pod kierunkiem W. Tetzlaff badania wykazały, że kurhan był tylko częściowo zachowany - przetrwała połowa owalnego nasypu ziemnego z wystającymi ze zniszczonego obrywiska wielkimi głazami komory grobowej. Pozostała część uległa zniszczeniu na początku XX w., kiedy przeprowadzono obok drogę polną. Wtedy usiłowano wydobywać do  celów budowlanych kamienie tworzące ściany komory grobowej. Próbowano je rozłupać. Wschodnia część nasypu ziemnego została naruszona przez wykopy grobowe z okresu epidemii cholery panującej w XIX w. Odkryto 8 takich grobów. Pomimo dewastacji stanowiska, poziom neolityczny komory grobowej pozostał nieruszony i imponuje rozmiarami. Komora w kształcie regularnej prostokątnej skrzyni zbudowana została z dużych, częściowo obrobionych głazów. Jej długość wewnętrzna wynosi ok. 6 m, szerokość przeciętnie 1,2 m, wysokość niektórych kamieni 1,1 m. Ściana zachodnia komory zbudowana została z 6 kamieni, a wschodnia z 5. Od strony północnej i południowej komorę zamykają pojedyńcze kamienie. Szczeliny między głazami uszczelniano drobnymi kamieniami łupanymi. Przy wejściu znajdowało się niewielkie palenisko wyłożone kamieniami. W środkowej części komory znaleziono kości pochowanych trzech osób. Były one słabo zachowane. W wyniku analizy antropologicznej ustalono kości jednego mężczyzny. Płci dwóch pozostałych nie udało się określić. Zmarli w wieku 30-40 lat. Ponadto znalezione zostały siekierki krzemienne, bursztynowe paciorki, fragmenty naczyń ceramicznych.  
    10 kwietnia 1963 r. Rada Pedagogiczna w Złotowie podjęła uchwałę w sprawie przejęcia obowiązków Opiekuna Społecznego nad zabytkiem archeologicznym przy którym powstanie muzeum-skansen. Zaczął działać Społeczny Komitet Budowy Muzeum-Skansenu. Całością kierował Alojzy Rybczyński. Prace ruszyły wiosną 1964 r. W listopadzie 1966 r. pod kierunkiem S. Jędrzejewskiego z Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Żninie zasadzili drzewa, krzewy oraz rośliny ozdobne na terenie rezerwatu. Wszystkie prace związane z rekonstrukcją kurhanu i udostępnieniem go do zwiedzania wykonali w czynie społecznym mieszkańcy Złotowa. Teren został ogrodzony, ustawiono ławki, wytyczono ścieżki, założono lapidarium. Przy rezerwacie powstał parking. Poczynając od Barcina pojawiały się informacje wskazujące drogę do kurhanu. A jak jest teraz?
    Z Alojzym Rybczyńskim jadę do Złotowa. Odkrywca jest emerytem i mieszka w Barcinie. Po drodze nie widać żadnej informacji. W miejscu gdzie był parking rosną małe akacje - samosiejki. Ogrodzenie metalowe jeszcze się trzyma, ale zniknęły wszystkie ławki. Przejście alejkami utrudniają krzaki. Komora grobowa zarasta. Rezerwat jest zapuszczony i należałoby go odchwaścić. Zbliża się nowy rok szkolny i byłoby dobrze gdyby o uchwale podjętej 10 kwietnia 1963 r. stale pamiętano. Czyżby decyzja Rady Pedagogicznej straciła moc?

Ryszard Nowicki
Pałuki nr 182 (33/1995)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry