Firmy wiatrowe, procedury, budowa, przepisy, mieszkańcy, pieniądze
     Pieniądze z wiatru jak placki ze śniegu
    W Polsce brak jest konkretnych przepisów regulujących budowę potężnych elektrowni wiatrowych i w związku z tym panuje wolna amerykanka. 

    Firmy wiatrakowe wykorzystując taki stan prawa oraz niską świadomość rolników, lokalnych samorządów, wójtów i burmistrzów budują je, gdzie popadnie, nie licząc się zupełnie z żyjącymi w pobliżu ludźmi, a procedury przebiegają tak, że większość mieszkańców nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje i nie zna możliwych zagrożeń. Ludzie zakładają, że musi być tak, jak mówią ci, co się znają. Jednak tak być nie musi.
    W Woli Rafałowskiej (podkarpackie) usiłowano postawić stupięćdziesięciometrową elektrownię wiatrową w odległości 100 metrów od domu. W miejscowości Suczki koło Gołdapi elektrownie o wysokości 150 m stoją w odległości 200 m od domów.
    Schemat działania firm
    Firma wiatrowa szuka odpowiadających im lokalizacji z reguły tam, gdzie są linie energetyczne. Przy mniejszych farmach potrzebna jest linia o napięciu 15 kV, przy dużych - konieczne jest podłączenie ich do głównych punktów zasilania (tzw. GPZ). W obu przypadkach wiatrak trzeba stawiać jak najbliżej, aby linia podłączająca była jak najkrótsza (czyli jak najtańsza). Dobrze, jeśli są już w pobliżu jakieś drogi, aby kosztów ich budowy też nie ponosić. Tak się składa, że oba te warunki spełnione są najczęściej w pobliżu domów.
    Gdy już takie miejsca zostaną zlokalizowane, akwizytorzy proponują rolnikom dzierżawę działek pod budowę elektrowni obiecując im złote góry. Skuszony rolnik podpisuje przedwstępną umowę dzierżawy.
    Jak pośrednikom udaje się uśpić zdrowy chłopski rozum? Rozbudzając u - często zadłużonych - rolników chęć zarobienia łatwych pieniędzy. Sprawdziłem księgi wieczyste działek należących do wielu rolników z gminy Żnin zainteresowanych dzierżawą (księgi są teraz dostępne w Internecie). Nawet jeśli argument pozbycia się długów jest niewypowiedziany w trakcie negocjacji - istnieje.
    Na koniec rolnikowi przedstawiana jest do podpisu skandaliczna umowa. Dzieje się to szybko i w tajemnicy, żeby sąsiad się nie dowiedział i nie robił trudności. W praktyce wygląda to tak, że z sąsiadem podpisywana jest taka sama umowa - również z zastrzeżeniem tajemnicy. Tak sąsiedzi konspirują jedni przeciw drugim. W glorii zawartych biznesowych umów. Tutaj trzeba dodać, że firma podpisująca pierwszą umowę z rolnikiem przygotowuje ją dla innej firmy - przeważnie zagranicznej. Nikt przy tym nie myśli o sytuacji, jakie szanse ma rolnik w przypadku wystąpienia sporu z zagraniczną firmą z Hiszpanii, Włoch czy innych krajów - pojedzie się tam procesować ?
    Umowy
    Widziałem kilka takich umów i przyznaję, że przy ich czytaniu włosy stanęły mi dęba. Przytoczę kilka bardziej wstrząsających zapisów, na które natrafiłem.
    Rolnik w umowie przedwstępnej oddaje całą powierzchnię gospodarstwa do dyspozycji firmy. Firma wyznacza dowolne miejsce posadowienia wiatraków, a rolnik już w umowie przedwstępnej zobowiązuje się do zaakceptowania w głównej umowie dzierżawy wyznaczonej mu lokalizacji. Rolnik daje pełnomocnictwo przedstawicielowi firmy do załatwienia wszystkich spraw z tym związanych i zgadza się, że nie będzie o nich informowany. Zgadza się również na to, że firma może sprzedać wiatrak bez informowania go i pytania o zgodę. I oczywiście zobowiązuje się go do utrzymania treści umowy w tajemnicy. Prawa firmy są doskonale zabezpieczone - tym, którzy mają takie umowy, radzę sprawdzić, jakie mają prawa, a jakie firma.
    Czy górujący nad rolnikiem (w obu tego słowa znaczeniach) partner dotrzyma wcześniejszych ustaleń? Znam przypadki, w których rolnik początkowo otrzymywał 30.000 zł rocznie, a po zmianie właściciela lub po innych czynnościach prawnych otrzymuje 3.000 zł rocznie. Nowy właściciel czy nowe warunki umowy nie honorują ustaleń z pierwszej umowy. Znany mi jest taki przypadek z województwa wielkopolskiego oraz z woj. kujawsko-pomorskiego.
    Czy rolnicy korzystają z pomocy prawników? Nie. A powinni umowę skonsultować przed podpisaniem z ZAUFANYM prawnikiem, który reprezentować będzie jego interesy, a nie lobby wiatrowego. Czasem budzą się po podpisaniu umowy i gdy zwracają się z prośbą o pomoc, bywa, że dostają kontakt do znającego się na sprawie mecenasa - niekoniecznie reprezentującego ich interesy.
    Rola gminy
    Kiedy firma ma upatrzone miejsca, składa do urzędu gminy wniosek o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach inwestycji. Jednak wiatrak taki może powstać jedynie w miejscu, które gmina przewiduje pod takie inwestycje w studium kierunków zagospodarowania przestrzennego oraz w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego.
    Ponieważ elektrownie wiatrowe to nowość i plany ich nie przewidywały, więc studium oraz plany zagospodarowania przestrzennego są na gwałt zmieniane pod potrzeby firmy - tam gdzie są podpisane umowy z rolnikami. Zmiany studium i planu zagospodarowania przestrzennego są zadaniem własnym gminy, ale gmin przeważnie nie stać na takie wydatki, jak finansowanie projektu zmian w planie zagospodarowania przestrzennego. Mają jednak wsparcie. Daje je przyjazna gminie firma wiatrakowa, która z własnych pieniędzy może nawet dopłacić, aby w przyszłości gmina dużo zarobiła na podatku. Na tym przecież polega przyjaźń.
    Bywa więc tak, że - niezgodnie z obowiązującym prawem - z Ustawą o samorządzie gminnym oraz Ustawą o zagospodarowaniu przestrzennym - w Polsce dochodzi do bezpośredniego lub pośredniego finansowania zmian studium i miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego przez zainteresowaną firmę. W Pałukach i Ziemi Mogileńskiej opisana została sytuacja, w której firma wiatrakowa udzielająca gminie Orchowo darowizny sfinansowała ponad 50% kosztów zmiany studium. W Polsce jest wiele śledztw prowadzonych na wniosek posłów Sejmu RP przez prokuraturę w takich sprawach np. Gmina Ziębice (dolnośląskie) czy Gmina Urzędów (lubelskie). Kiedy więc studium i miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego są już zmienione i wniosek firmy wiatrowej złożony - wójt lub burmistrz prosi Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego oraz Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska o ewentualne uwagi do dokumentów przedstawionych przez zainteresowaną firmę i wydaje (lub nie) decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach inwestycji. Informowane są też strony postępowania.
    W tym miejscu napotykamy na kilka problemów. Kto jest stroną? Tutaj mamy do czynienia z prawem stanowionym przez firmę wiatrakową, która na podstawie swoich pomiarów i deklaracji decyduje, kto może być stroną. Wykorzystywane są tutaj normy hałasu słyszalnego, określane przez Ministerstwo Środowiska dla obszarów,  gdzie mieszkają ludzie. Na ile metrów będzie dobiegał hałas - określa firma wiatrakowa. Więc w gminie Żnin prawo  dyktowane przez firmę wiatrakową określa, że stroną postępowania mogą być właściciele działek odległych od wiatraka o 400 m - innym nic do tego - takie są deklaracje firmy i wydane na tej podstawie postanowienia gminy.
Drugim problemem jest to, że urzędy, dbające o jakość środowiska nie wiedzą, na czym się oprzeć, by wypowiedzieć się w sprawie infradźwięków - niskich, niesłyszalnych uchem drgań. O czymś takim jak infradźwięki w środowisku zamieszkanym przez ludzi prawo nie stanowi, bo nikomu pewnie nie przyszło do głowy, że ktoś będzie stawiał w terenie zamieszkałym nadajniki takich drgań. Ale mówią o nich przepisy BHP w zakładach pracy i - uwaga! - pracownicy, którzy są pod ich wpływem, mają z tego powodu skrócony czas pracy. A przecież mieszkańcy domów położonych obok wiatraków są narażeni na ich działanie przez 24 godziny na dobę.
    Urząd Gminy, Powiatowy Inspektor Sanitarny oraz Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska nie dysponują środkami prawnymi i technicznymi do pomiaru i weryfikacji parametrów olbrzymiego obiektu przemysłowego, jakim jest elektrownia wiatrowa. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska z reguły (tak na wszelki wypadek) wnioskuje o wykonanie szczegółowego raportu oddziaływania na środowisko planowanej inwestycji. Żniński sanepid nie jest tak rygorystyczny - dopiero przy ostatnim wniosku o budowę farmy wiatrowej przez firmę Iris energia sp. z o. o. w Murczynku, Wilczkowie i Dobrylewie wnioskował o sporządzenie raportu oddziaływania na środowisko.
    Burmistrz czy wójt wydaje wtedy postanowienie o obowiązku sporządzeniu szczegółowego raportu o wpływie inwestycji na środowisko, na podstawie którego podejmie dalsze decyzje. Trwa to rok (konieczność obserwacji awiofauny na danym terenie) i sprawa zostaje zawieszona. Kiedy firma złoży raport - procedura jest wznawiana i burmistrz lub wójt pyta ponownie Inspektora Sanitarnego, RDOŚ i wyznaczone przez firmę wiatrową strony o zdanie, po czym wydaje decyzję.
    Przeważnie burmistrzowie wydają pozytywne decyzje lokalizacyjne nie licząc się nawet z protestami mieszkańców. Ale nie wszyscy. Ostatnio wójt Gminy Augustów wydał decyzję negatywną, ponieważ z przedstawionych dokumentów oraz przy braku możliwości weryfikacji przedstawionych danych nie ma dostatecznej wiedzy o wpływie inwestycji na środowisko i ludzi. Powołał się przy tym na Konstytucję RP gwarantującą obywatelom życie w bezpiecznym środowisku (zamieszczamy tę opinię na www.palukitv.pl). Tak może postąpić każdy burmistrz czy wójt. Musi dbać o zdrowie mieszkańców gminy, którzy utrzymują jego i cały urząd - o czym czasem miłościwie nam panujący włodarze zapominają.
    Zyski gminy
    Gmina może liczyć na 2% rocznie od wartości budowli, czyli fundamentów i rury, co stanowi 12-15% wartości całego urządzenia. Na początku więc z tych 2%, gdy całkowita wartość wiatraka wynosi 12 mln, jest to spora kwota - ale amortyzacja, zmiany właściciela wiatraka, upadłość firmy może ją szybko zmniejszyć. W gminie Żnin burmistrz deklaruje przychód ok. 140.000 zł rocznie z dużych wiatraków (tych w Bożejewiczkach). Podatek od elektrowni o połowę mniejszej mocy w Januszkowie wynosi już tylko 10.000 zł rocznie.
    Przypomnijmy dla porządku dane podawane przez Karola Gapińskiego (Pałuki nr 11/2013): W tej chwili na terenie gminy Żnin znajduje się 5 elektrowni wiatrowych. Łączny wymiar podatku od nieruchomości z tytułu tych turbin wiatrowych wyniósł w 2012 r. 577.884 zł.; podatek za turbinę w Wawrzynkach gmina w zeszłym roku pobrała w wysokości 11.400 zł, za wiatrak w Białożewinie - 141.621 zł, za dwa wiatraki w Bożejewicach 283.242 zł (141.621 zł x 2) i za wiatrak w Cerekwicy 141.621 zł.
    Jaką gwarancję ma burmistrz, że firmy składające wnioski zamontują nowe, drogie urządzenia, a nie np. używany wiatrak o wartości np. 400.000 zł? W Niemczech obecnie demontuje się 9.000 przestarzałych wiatraków. Gdzie trafią? Z takich wiatraków zysk gminy będzie marny.
    Burmistrz Kcyni mówił na sesji w 2011 r. o dochodzie gminy z wiatraka rzędu 2.000 zł rocznie. Pozwolił na jego wybudowanie w pobliżu miasta i na działkach, obok których nikt nie chce się teraz budować. Obstawiony wiatrakami Żnin pozbawiony zostanie możliwości rozwoju miasta i ograniczony zostanie wzrost liczby mieszkańców płacących podatki. Skorzystają na tym mądrzejsi burmistrzowie i wójtowie np. burmistrz Łabiszyna, gdzie nie ma wiatraków, a miasto pięknie rozwija się (i to od strony Żnina).
    Gmina osiągająca dodatkowe dochody z wiatraków czy innych źródeł, otrzymująca pieniądze z subwencji wyrównawczej (inaczej zwanej janosikowym - składają się na nie bogate gminy) będzie miała z tego tytułu mniejsze wpływy. Gmina Żnin, Gąsawa i Rogowo otrzymują subwencję wyrównawczą. Dla Żnina było to w 2012 roku 4.719.974 zł, w 2013 roku zaplanowano w budżecie subwencję wyrównawczą w wysokości 4.254.799 zł - mniej o 465.175 zł. W gminie Korsze (warmińsko-mazurskie) dochody z podatków od wiatraków wynoszą 2.000.000 zł, a obniżenie subwencji wyrównawczej 1.600.000 zł - nie jest to chyba wystrzałowy interes. Nie słyszałem dotychczas, aby burmistrz Żnina mówiąc o wielkich zyskach z wiatraków o tym wspominał. Podobnie zachowują się włodarze innych gmin tracących subwencję. A gmina musi liczyć się też z roszczeniami mieszkających w pobliżu wiatraków ludzi, ponieważ wartość ich nieruchomości spadnie. Obok wiatraków nie powstaną też nowe domy, których mieszkańcy płaciliby podatki.
    Zyski rolników
    Rolnik wydzierżawiając działkę liczy na duży zysk przez 20 czy 30 lat. Zgadzając się jednak w umowie na dowolne zmiany właścicieli wiatraka, dopuszcza do niekorzystnych dla siebie sytuacji. Nowy nabywca wiatraka da rolnikowi tyle, ile będzie chciał. Zamiast 30.000 zł - na przykład 3.000 zł na rok. A gdy firma zbankrutuje (przecież dotacje nie będą wieczne, o czym świadczą straszące widma wiatraków w USA - efekt zniesienia dopłat z budżetu państwa), rolnik zostanie ze złomem na polu i podatkiem od posiadanej budowli - nikt go z niego nie zwolni. A ile tego będzie, niechaj sam policzy.
    Ludzie mieszkający w pobliżu wiatraków
    Ludzie mieszkający w pobliżu wiatraków wystawieni zostaną na działanie hałasu słyszalnego oraz niesłyszalnych infradźwięków, szkodliwych dla człowieka. Mogą spodziewać się migotania cienia - taka darmowa dyskoteka we własnym domu w słoneczne dni oraz w księżycowe noce. Ich nieruchomość straci na wartości, a nawet może być niemożliwa do sprzedania (są takie sytuacje w USA i innych krajach, gdzie wiatraki budowano kilkadziesiąt lat wcześniej). Nie mogą niczego budować w pobliżu wiatraków. Mogą liczyć na latające w powietrzu fragmenty śmigieł oraz (przy wysokości wiatraka 150 m) urywające się zimą od śmigieł bryły lodu tworzące zagrożenie w promieniu 2 km.    

Opinia prof. dr. hab. Grzegorza Pojmanskiego z UW Decyzja wójta gminy Augustów Zbigniewa Buksińskiego

 

 Marian Kawka
Pałuki nr 1114 (25/2013)

 

Inne teksty na ten temat:

Eksperci o wiatrakach

Głośny wiatr ze wschodu

Chcą zdmuchnąć wiatraki

Wiatraki przywiały ich do Sulinowa

List sześćdziesięciu siedmiu i kolejne spotkanie

Stop wiatrakom i politykowaniu

Debata o wiatrakach

Wiatraki w ŻDK

O wiatrakach w Sejmie

Debata wiatrakowa w ratuszu

Chcą 215-metrowych wiatraków

Bliżej o wiatrakach

Konfrontacja z wiatrakami

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry