Drukuj
Po wejściu w głąb strychu czekała nas jeszcze jedna niespodzianka. Na zdjęciu widoczne jest przejście z nawy głównej do prezbiterium. Tutaj także można zobaczyć charakterystyczny gotycki motyw. fot. Remigiusz Konieczka

Jak wyglądał kościół św. Floriana
   

   
Pracownik naukowy Instytutu Historii Sztuki poznańskiego Uniwersytetu Adama Mickiewicza Jacek Kowalski przygotowuje publikację o gotyckich kościołach w Wielkopolsce. W ubiegłym roku oglądał z zewnątrz kościół pod wezwaniem św. Floriana w Żninie. Wtedy wysunął kilka hipotez, które przedstawiały w zupełnie innym świetle historię żnińskiej fary. Jednak, żeby znaleźć potwierdzenie domysłów, konieczne było spenetrowanie strychu kościoła. Wyprawa przyniosła ciekawe odkrycia.

 

Otwory okienne w południowej ścianie prezbiterium wskazują na kierunki zmian w wyglądzie świątyni. Widać tutaj, iż na początku barokowe okna miały być nieco większe niż te, które widzimy obecnie. Jest to także dowód na to, że w XVIII wieku kościół był przebudowywany, a nie budowany od podstaw. fot. Remigiusz Konieczka
Na ścianie wschodniej rysuje się podwójny ostry łuk. Ten niższy, to z linia okna, które było w tym miejscu. Niewykluczone, że wcześniej okno sięgało jeszcze wyżej (górny łuk). fot. Remigiusz Konieczka
Jacek Kowalski znalazł na strychu odpowiedź na wiele postawionych wcześniej pytań fot. Remigiusz Konieczka

    Ostrów jest najstarszą częścią Żnina, położoną na wschodnim brzegu Gąsawki. Tam też od przeszło 700 lat stoi kościół. Sama budowla z biegiem lat zmieniała swój wygląd. Najpierw była świątynią romańską, później gotycką, a w XVIII wieku uzyskała wygląd barokowy. W XX wieku dobudowano wieżę i taki wygląd oglądamy także dziś.
   
Zagadki
    Jeśli Drogi Czytelniku przechodziłbyś przypadkiem niedaleko kościoła św. Floriana w Żninie, zwróć uwagę na okna. Ponad nimi widać wyraźnie różnicę w cegle, która sięga kilka metrów wzwyż, aż do krawędzi dachu. W naszej opowieści o historii świątyni jest to ważna rzecz. Jeśli nie widać jej od razu, to nic nie szkodzi. Można obejść kościół dookoła i sprawdzić raz jeszcze.
    Jacek Kowalski po takim spacerze wokół świątyni i po obejrzeniu wnętrz wysunął tezę, iż różnice w wyglądzie cegły świadczą o tym, że okna te były wyższe. Świadczą o tym też ślady widoczne na pocztówkach z początku XX wieku, sprzed dobudowania wieży. Kolejna hipoteza dotycząca wyglądu kościoła nasuwa się po oględzinach ściany wschodniej, czyli tej, na której jest wewnątrz ołtarz. Tam także wskazówką są różnice w wyglądzie cegieł. Wskazują one na to, że były tam kiedyś okna. Także znacznie większe od obecnego (tego z witrażem, na którym znajduje się wizerunek gołębicy).  
    Każdy, kto obejdzie żniński kościół dookoła zauważy, że przy budowie jego ceglanych murów wykorzystano obrobione kamienie. Jeśli przeczyta sobie katalog zabytków, dowie się, że pochodzą z poprzedniego, romańskiego kościoła
    Kto widział romańskie budowle w Strzelnie czy Inowrocławiu, może sobie wyobrazić, jak mógł wyglądać stary romański żniński kościół. Najprawdopodobniej nie był zbyt duży i mieścił się w części, w której dziś znajduje się nawa główna. Skąd ten wniosek?
   
Kościół romański i gotycki
    Zdaniem Jacka Kowalskiego, świątynię gotycką zaczęto budować zanim zburzono świątynię romańską. W prezbiterium nie ma kamieni romańskich, a więc mury romańskie stały i służyły wiernym. Jeśli przyjmiemy ten scenariusz, to trzeba także założyć, że budowę świątyni gotyckiej rozpoczęto za wschodnim murem stojącego ówcześnie kościoła romańskiego. Kiedy prezbiterium zostało ukończone, wierni zbierali się w nowej świątyni, starą rozebrano, a kamienie użyto do budowy dalszej części gotyckiego kościoła. Jak wiemy, nie zakończono jej, bowiem ostatnia część budowli powstała około 80 lat temu. W latach dwudziestych XX wieku została ukończona wieża. Stąd wniosek, że obecne mury stawiano w trzech etapach: prezbiterium, nawy, wieża.
   
Droga przez wieżę
    Dość istotnym faktem w historii kościoła był pożar, jaki miał miejsce w XVIII wieku. Nie chodzi tu jedynie o to, że skutkiem było sprowadzenie do Żnina relikwii św. Floriana, ale także przebudowa kościoła. Chodzi tu zwłaszcza o wnętrze, które otrzymało wystrój barokowy. Począwszy od ołtarza, a na sklepieniu kończąc. Barokowe wnętrze skutecznie zatarło średniowieczne pochodzenie żnińskiej fary.
    Znaleźć je jednak można wchodząc na strych, czyli nad nawy (główna i dwie boczne) oraz prezbiterium świątyni. Jeszcze na dole nie znaliśmy odpowiedzi na pytania: czy faktycznie znajdziemy na górze ślady okien gotyckich oraz gotyckiego sklepienia. Ekipa eksploracyjna składała się z trzech osób. Na strych mogliśmy wejść dzięki uprzejmości księdza proboszcza dra Tadeusza Nowaka.
    Na strych wiedzie droga poprzez wieżę. Najpierw trzeba wejść na chór, a potem poprzez wąskie drzwi na tyły chóru, gdzie znajdują się organowe miechy. Stamtąd schodami można dojść na drugą kondygnację wieży. Tam można podziwiać przeszklony mechanizm kościelnego zegara. Z drugiej strony wąskimi, drewnianymi schodami docieramy do trzeciej kondygnacji. Tam już widzieliśmy ogromną przestrzeń florianowego strychu.
    Na murach wprawne oko zauważy elementy złączenia dwudziestowiecznej wieży i średniowiecznego korpusu świątyni. Na sam strych prowadzi wąski otwór, ale bez drzwi. W głąb strychu prowadzi przejście z desek o szerokości około 60 centymetrów. Przejście choć dość stabilne, wymaga od przechodzącego zachowania uwagi.
   
Gotyckie okna
    Wystarczyło wejść tylko metr w głąb strychu, aby zobaczyć średniowieczne pozostałości okien gotyckich. A więc hipoteza znalazła swoje potwierdzenie. Można powiedzieć, że na nowo odkrywamy historię naszego kościoła. Po obydwu stronach świątyni: północnej i południowej, ponad sklepienie wystają gotyckie łuki okien.
    Kolejnego odkrycia dokonujemy wchodząc w ciemne czeluście strychu. Kiedy nasze nozdrza poczują zapach kadzideł, to znak, że jesteśmy nad prezbiterium. Na dole ksiądz odprawiał nabożeństwo majowe, a my odkryliśmy ślady okna w ścianie wschodniej. Oznacza to, że za ołtarzem przez około trzysta lat było dość duże okno. Takie odkrycie nasuwa zaraz kolejne pytanie, a mianowicie: jak wyglądał średniowieczny ołtarz? Niestety na to pytanie dziś odpowiedzieć nie można. Faktem jest, że po obydwu stronach prezbiterium także są ślady ostrych łuków średniowiecznych okien.
    Wejście na strych miało dać Jackowi Kowalskiemu odpowiedź na pytanie, czy średniowieczny kościół posiadał gotyckie sklepienie. I tutaj odpowiedź na razie nie może być jednoznaczna. Sklepienie to musiałoby być powyżej strzelistych okien. Co prawda nad gotyckimi oknami w murze są ślady po belkach, ale nie ma śladów po murowanym sklepieniu. Natomiast ściany nad oknami są otynkowane - także powyżej ewentualnego sklepienia - a więc przynajmniej przed barokową przebudową, sklepienia nie było. Lub w ogóle go nie wzniesiono. Wtedy, w XIV i XV wieku stosowano sklepienie krzyżowo-żebrowe.

    Kręte schody
    Gdy nie było wieży, jakoś na strych trzeba się było dostać. Kościół posiada więc dwie klatki schodowe. Większa znajduje się po stronie północno-zachodniej, a druga po stronie północno-wschodniej. Wejście do tej ostatniej jest dobrze widoczne. Znajduje się tuż za tzw. lożą. Idąc krętymi schodami można było dostać się nad prezbiterium. Wejście do większej klatki schodowej jest niewidoczne. Jacek Kowalski twierdzi, że musiało być, ale na przestrzeni lat zostało zamurowane. Do tej właśnie klatki schodowej można wejść, lecz tylko od góry. Idąc po jednej z belek docieramy do czarnej dziury, z której uderza w twarz zimne powietrze. Przeciskając się do wewnątrz można zobaczyć kręte schody prowadzące w dół. Jacek Kowalski pytany, czy kościół może posiadać podziemie, twierdzi, że to jest mało prawdopodobne. Nie wykluczył jednak, że takowe są, albo były.
   
Pajęczyny na ubraniu
    Z wieży wychodzimy, kiedy w kościele trwa jeszcze msza święta. Trzy przechodzące postacie budzą ciekawość wiernych, którzy mierzą nas z góry do dołu. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz odpowiedź nasunęła się sama. Wędrówka po strychu odcisnęła piętno na naszych ubraniach. Byliśmy po prostu umorusani, a najwięcej ja. Z ubrania ściągałem pajęczyny i strzepywałem wielowiekowy kurz.
    Jest to tylko wycinek ciekawej historii żnińskiej fary. Całość, pióra Jacka Kowalskiego, opublikujemy oczywiście na naszych łamach. Kiedy to nastąpi? Wtedy, gdy wszystkie tajemnice zostaną wyjaśnione.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 748 (24/2006)

 

Podobne teksty:

Akka, Trzemeszno i Mogilno, czyli Witruwiusz i nasi opaci

Trląg i Szubin - dzieła piastowskiego kanclerza i swata Jagiełły

Krzyżacy nie spalili żnińskiej fary

Strzelno: kamienne ciosy i pierwsze cegły

Góra i Cerekwica - najstarsze gotyckie kościoły na Pałukach

Z Paryża do Żernik i Czeszewa

Mistrz JS - nieznany architekt ziemi mogileńskiej

Siła tradycji - od gotyku staropolskiego do „staropolskiego neogotyku”

Kościół w Trlągu, czyli szukamy tajemniczego sponsora