Na obrazie Matejki znalazłem - być może - sponsora kościoła w Trlągu. A ściślej - kolatora. Bo kolatorem zwano niegdyś głównego sponsora świątyni. Był potrzebny, jako że w średniowieczu - zresztą podobnie jak i dziś - budowa wymagała nakładów, na które nie stać było zwyczajnych parafian. Co do mnie, wyjaśniam, że szukałem sponsora w przeszłości - i w przeszłości go odnalazłem. Ale jednocześnie ksiądz proboszcz i rada parafialna poszukują kogoś, kto - jak tamten sponsor sprzed sześciu wieków - opłaciłby naprawę dachu tu i teraz. Czy im również się powiedzie? Tego nie wiem...

 

Kościół w Trlągu -  sklepienie zakrystii fot. Mikołaj Potocki, 2006
Ksiądz proboszcz Jerzy Nawrocki (z prawej) i przedstawiciele Rady Parafialnej, Władysław Nurski (z lewej) i Ryszard Dernoga (pośrodku) dysputują o naprawie świątyni fot. Mikołaj Potocki, 2006
Kościół w Trlągu - gotycki łuk tęczowy. Widok od strony dawnego prezbiterium. fot. Mikołaj Potocki, 2006
Kościół w Trlągu - zamurowane okno zakrystii. Widoczne ozdobne, profilowane kształtki ościeży. fot. Jacek Kowalski, 2006
Kościół NMP w Toruniu - portal południowy, wzór dla kompozycji portalu w Trlągu. fot. Grzegorz Jasiński, Repr. wg J. Domasłowski, J. Jarzewicz, Kościół Najświętszej Marii Panny w Toruniu, Toruń 1998.
Plan kościoła w Trlągu przed dobudowaniem nowej nawy w 1935 roku, z naniesionymi nowo odkrytymi wnękami w ścianie tęczowej. Wg Juliusa Kohte, popr. JK.
Obraz Jana Matejki "Władysław Biały w Dijon”, 1867, olej, Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po lewej - być może - widoczna postać Stefana z Trląga. Repr. wg Juliusz Starzyński, "Jan Matejko”, Warszawa 1973, il. 166.
Kościół w Trlągu od południa fot. Mikołaj Potocki, 2006
Dziury w dachu trląskiego kościoła. Czy znajdzie się dobroczyńca, który zafunduje remont kapitalny? fot. Mikołaj Potocki, 2006

Kościół w Trlągu - wschodnia ściana dawnej nawy. Widoczny pierwotny łuk tęczowy i towarzyszące mu ostrołukowe wnęki. fot. Mikołaj Potocki, 2006

Kościół w Trlągu - elewacja zachodnia fot. Mikołaj Potocki, 2006
Kościół w Grzywnie na ziemi chełmińskiej, pocz. XIV w. Uderza podobieństwo do kościoła w Trlągu przez zastosowanie analogicznego, prostego szczytu. Repr. wg T. Mroczko "Architektura gotycka na ziemi chełmińskiej”, Warszawa 1980.
Kościół w Trlągu - portal w południowej ścianie nawy fot. Mikołaj Potocki, 2006
Kościół w Trlągu - portal wiodący z dawnego prezbiterium do zakrystii fot. Mikołaj Potocki, 2006

      POSZUKUJEMY SPONSORA
    Kościół w Trlągu oglądałem w towarzystwie plebana i miejscowych witryków. To ostatnie, średniowieczne określenie, wywiedzione z łaciny, odnosiło się do osób nadzorujących z ramienia parafian budowę i remonty kościoła. Innymi słowy, dawniejsi, średniowieczni witrycy to jakby obecni członkowie rady parafialnej. Przyjechawszy do Trląga, zastałem księdza proboszcza Jerzego Nawrockiego i parafialnych radnych - panów Władysława Nurskiego i Ryszarda Dernogę - podczas debaty nad opłakanym stanem kościelnego dachu. Woda leje się przez szpary pomiędzy dachówkami i pomimo zabezpieczeń na przekór folii, rozłożonej na stropach, cieknie do wnętrza - między innymi na ołtarz główny. Należałoby przełożyć dachówki, ale parafia jest mała, liczy zaledwie dziewięćset dusz, więc niełatwo będzie zebrać fundusze. Z drugiej strony konserwator wojewódzki nie przyznaje dotacji na takie drobiazgi - wiele innych budowli jest w poważniejszym stanie i wymaga natychmiastowej interwencji. Tam spływają państwowe środki. Tymczasem dach trląskiej świątyni od zewnątrz prezentuje się całkiem dobrze. Trzeba wejść na strych, aby zmienić o nim zdanie...
   
KOLATOR - KTÓŻ TO TAKI?
    Może jednak wskutek tego artykułu znajdzie się jakiś sponsor? Mógłby wówczas nazwać się (symbolicznie oczywiście) kolatorem i dołączyć do grona szacownych dobrodziejów, o których zamierzam napisać poniżej. Przejdźmy więc do nich. Tym bardziej, że sprawa wydaje się nowa - dotykam rzeczy dotąd nieustalonych. Zacznijmy jednak od wyjaśnienia słowa kolator. Otóż od wieków średnich aż do II wojny światowej istniały trzy siły, jakby trzy instancje, od których zależała budowa i utrzymanie kościoła parafialnego. Wiele do powiedzenia miał ksiądz i biskup, wiele witrycy, ale bodaj najważniejszym decydentem był tak zwany patron, inaczej właśnie kolator. Chodzi o przedstawiciela miejscowej rodziny bądź instytucji, która wyłożyła pieniądze na budowę. Zdarzało się, owszem, że takim patronem była rada miasta albo biskup. Jednak we wiejskich kościółkach kolatorami zostawali najczęściej przedstawiciele wielkich, bogatych rodów, do których należała wioska. W zamian za ufundowanie kościoła patron i jego potomkowie mogli zasiadać w najlepszej ławce, loży lub na emporze. A przede wszystkim mieli prawo prezenty - prezentowali biskupowi kandydata na stanowisko proboszcza, zaś biskup zwyczajowo godził się na ich propozycję. Oczywiście nie kończyło się na przywilejach. W razie zniszczeń, przebudowy, remontu - kolator miał obowiązek wspierać parafię.
   
STAN WIEDZY O TRLĄSKIM KOŚCIELE
     I WYGLĄD TEGOŻ

    Aż do tej pory, o ile mi wiadomo, nikt nie usiłował zidentyfikować osoby, która była pierwszym kolatorem kościoła w Trlągu. O samym kościele też niewiele pisano. W katalogu zabytków, wydanym ponad dwadzieścia lat temu, jak też w tomie Studia z dziejów Ziemi Mogileńskiej - Zofia Białłowicz-Krygierowa, znana badaczka, poświęciła kościołowi jeden akapit, datując jego powstanie na drugą połowę XV wieku lub początek następnego stulecia. W późniejszym, monumentalnym opracowaniu Architektura gotycka w Polsce świetny znawca architektury średniowiecznej Marian Kutzner niespodziewanie zakwalifikował trląską świątynię do budowli XIV-wiecznych (i to wczesnych, z początku stulecia!), uczynił to jednakże jakby mimochodem, bez omówienia, bez komentarza.
    Bo rzeczywiście, na pierwszy rzut oka wygląd kościoła nie pozwala na pewne, jednoznaczne datowanie. Oto maluteńka, prostokątna nawa, wzniesiona z cegły, przy niej zaś jeszcze mniejsze, wielobocznie zamknięte prezbiterium (nie wspominam tutaj o nowej nawie, którą dobudowano w 1935 roku) przy prezbiterium jeszcze mniejsza, mikroskopijna wręcz zakrystia, zamknięta od wschodu dość dziwnie, bo dwubocznie.
    Jest ona nakryta prostym, kolebkowym sklepieniem, przy czym w owym dwubocznym zamknięciu kolebkę zastępuje sklepienie żebrowe, o żebrach bardzo grubych, w przekroju prostokątnych. Natomiast w nawie i prezbiterium sklepień brak. Nigdy ich chyba nie było, ani być nie miało, skoro budowniczy nie wymurował skarp. Nie znaczy to wcale, aby wykonał swoją pracę niestarannie. Przeciwnie - cegły położone są bardzo równo, a wiele detali zostało dopieszczonych. Detale te są wcale liczne. Wymieńmy je więc: prosty, lecz szlachetny, trójkątny szczyt, ozdobiony motywem trzech ostrołukowych blend, elegancki fryz zębaty i towarzyszące mu aż dwa otynkowane, wgłębne fryzy - ozdabiają koronę muru tuż pod samym okapem. Solidny, ładny cokół stanowi podstawę dla ścian chóru i prezbiterium, na których precyzyjnie wykonany, romboidalny wzór, ułożony z cegieł wypalonych na czarno - tak zwanych zendrówek. Jest to piękna ozdoba świątyni. Dalej, od południa prowadzi do świątyni zaskakująco ozdobny portal o profilowanych ościeżach, ujęty w dwie wysokie, ostrołukowe, wysmukłe blendy. Co do okien, żadne nie przetrwało w pierwotnym stanie - wszystkie przerobiono w XVIII lub XIX wieku. Na szczęście, na północnej ścianie zamknięcia prezbiterium, ościeża jednego z nich, choć zamurowane, są nadal widoczne: jego krawędzie ozdabiały ceglane kształtki o delikatnym profilu. I rzecz ostatnia - we wnętrzu widzimy ładny, choć tylko skromnie profilowany łuk tęczowy (łuk tęczowy to arkada łączącą nawę z prezbiterium), a po jego bokach - dwie symetrycznie rozmieszczone, niedawno odkryte, ostrołukowe wnęki. Niewykluczone, że wnętrze świątyni ukrywa jeszcze pod tynkiem szereg innych, niedostępnych na razie niespodzianek.
   
PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA
    Po rozważeniu wszystkich tych detali nasuwa się ciekawa refleksja. Otóż tylko pozornie prostota rozwiązań, które zastosowano w Trlągu, nie pozwala na pewniejsze ustalenie daty budowy. Co prawda, jednonawowe kościoły z mniejszym, wielobocznie zamkniętym prezbiterium powstawały powszechnie od stulecia XIII po XVI. Zatem, skoro w źródłach sprzed roku 1450 brak informacji o kościele w Trlągu, rok ów można by teoretycznie uznać za najpewniejszą, choć tylko orientacyjną datę jego powstania.
    A jednak nie. Musimy bowiem porównać trląską świątynię z innymi, wiejskimi kościołami Wielkopolski. Wtenczas okaże się, że w naszym regionie można wyróżnić dwa wielkie etapy rozwoju architektury późnogotyckiej. Do połowy wieku XV budowano bardzo mało, lecz porządnie, a inwestorami byli niemal wyłącznie wielcy możnowładcy lub bogate instytucje kościelne. Tylko ich stać było na sprowadzenie porządnych, zagranicznych warsztatów budowlanych. Natomiast w drugiej połowie stulecia za fundowanie kościołów wzięła się również średnio zamożna szlachta. Stało się tak między innymi dlatego, że pojawili się miej-scowi, polscy muratorzy, a co za tym idzie, usługi budowlane znacznie potaniały. Rozmnożyły się więc niewielkie, murowane, wiejskie świątynki, często nakrywane ozdobnymi, gwiaździstymi sklepieniami. Niestety, jednocześnie obniżyła się ich jakość: i ozdobne sklepienia, i ściany wznoszone w drugiej połowie XV stulecia są często krzywe, nierówne, wykończone niedbale, po partacku. Tylko magnaci nadal sprowadzali lepsze ekipy budowlane spoza Wielkopolski - ich dzieła odróżniają się pozytywnie.
    Płynie stąd wniosek następujący: o ile sama prosta forma małej, wiejskiej świątynki w Trlągu mogłaby pasować do schyłku XV wieku, kłóci się z takim datowaniem doskonałe wykonanie i ozdobny detal złączony z brakiem skarp i sklepień. Widać, że pracował tutaj dobry murarz. Jego zatrudnienie było kosztowne. A jeśli ktoś w końcu XV wieku miał pieniądze na dobrego murarza, miałby je również na założenie sklepień lub przynajmniej kazałby dostawić skarpy do ścian kościoła, aby umożliwić jego zasklepienie w przyszłości. Tymczasem w Trlągu brak sklepień i skarp. Poza tym wiemy, że w drugiej połowie XV wieku ród Trląskich nie był bogaty.
   Ani jeden rycerz z Trląga nie piastował wówczas jakiegokolwiek urzędu czy godności, a sama wieś pozostawała podzielona pomiędzy wielu przedstawicieli rodziny. W 1452 roku toczyli oni przed sądem konsystorskim w Gnieźnie spór o  prawo prezenty. Pojawiają się za to w źródłach  klerycy z Trląga. Prawdopodobnie działała tu też szkoła parafialna. Wszystko więc świadczyłoby za tym, że murowana świątynia już istniała. Jak sądzę, wzniesiono ją może nawet jeszcze w XIV stuleciu.
   
ARGUMENTY FORMALNE
    Otóż na przełomie wieków XIV i XV wybudowanie przez dobrego fachowca dobrze wymurowanej, choć pozbawionej sklepień świątynki, byłoby bardziej prawdopodobne niż w sto lat później. Brak sklepień nie świadczyłby wcale o ubóstwie fundatora - już samo postawienie ceglanego kościoła wymagało wtedy ogromnej zamożności. Z datowaniem na około 1400 zgadza się też szereg wymienionych już powyżej detali architektonicznych. Mimo że można je spotkać również w końcu XV wieku, jeszcze lepiej pasują do czasów wcześniejszych o stulecie.
    Policzmy więc: już Zofia Białłowicz-Krygierowa uznała portal trląski za uproszczone naśladownictwo południowego portalu kościoła mariackiego w Toruniu. Ten ostatni zaś powstał około 1380 roku. Dalej: niezwykle prosty szczyt wypełniony jedynie trzema ostrołukowymi blendami jest bardzo wczesną, gotycką formą, która występuje na Niżu Nadbałtyckim przede wszystkim w XIV wieku. W górnych partiach murów widać kilka warstw cegieł ułożonych w tak zwanym wątku wendyjskim, charakterystycznym dla XIII wieku, a w później używanym sporadycznie - to właśnie przykład późnego użycia tego wątku, co jednak świadczy też o archaiczności budowli. Mówi też o niej sama bryła, z proporcji nawet bardziej przypominająca jeszcze późnoromańskie grodowe kościółki niż budowle gotyckie.               
    I wreszcie rzecz może najbardziej znacząca: jakoś nikt dotąd nie zauważył, że dwuboczne zamknięcie trląskiej zakrystii to rzadkość i prawdziwa, arystokratyczna wręcz ekstrawagancja. Można znaleźć dla niej analogie też głównie czternastowieczne - najbliższym przykładem byłoby tu prezbiterium kościoła św. Jana w Gnieźnie. Poza tym w innych wiej-skich kościółkach zakrystie zamknięte są przeważnie prostą ścianą - wielobok występuje raczej tam, gdzie zakrystia jest jednocześnie kaplicą, przeznaczoną na przykład dla kolatora świątyni. Co prawda zakrystia w Trlągu zdaje się na kaplicę za mała, lecz jej forma świadczy o aspiracjach fundatora. Tak samo o pewnym wyrafinowaniu mówią ostrołukowe nisze flankujące łuk tęczowy - trudno jednak powiedzieć, czy miały jakąś funkcję oprócz estetycznej. W każdym razie dają do zrozumienia, że architektura tej wiejskiej świątynki miała wyrastać ponad architektoniczną przeciętność. Ponadto zaś wszystkie te detale, o ile występowały też później, to w takim nagromadzeniu wymownie świadczą za wczesnym datowaniem. Wymowne jest też i to, że nie ma ani jednego elementu, który należałby wyłącznie do epoki końca XV wieku.
   
FUNDATOR
    Kim jednak konkretnie był fundator? Musimy poszukać kogoś, kto byłby zdolny wybudować kościół w ciągu dwóch - trzech dziesięcioleci następujących po roku 1380, czyli po wymurowaniu portalu w kościele mariackim w Toruniu, który ewidentnie posłużył tu za wzór. Jego wykorzystanie skłania też do wniosku, że ekipa muratorów przybyła z Pomorza.
    Otóż fundator - a raczej trzej prawdopodobni współfundatorzy - narzucają się sami. Bo tylko jedno jedyne pokolenie Trląskich zdobyło poważny majątek i zarazem odcisnęło swój ślad na dziejach Królestwa Polskiego, zaistniało w kronikach, piastowało wysokie urzędy, zaś jeden z jego przedstawicieli zawędrował nawet - być może - na płótno Jana Matejki.
    Chodzi tu o trzy osoby: Jana, Stefana i Wojciecha z Trląga. Po ich śmierci już do końca średniowiecza ani jeden Trląski nie otrzymał żadnego urzędu, zaś majętność była dzielona. Jak niektórzy przypuszczają, Jan, Stefan i Wojciech byli braćmi, a w każdym razie pozostawali w bliskim pokrewieństwie. Najwyżej wzeszła polityczna gwiazda Jana, świetnie sytuowanego kanonika kilku kapituł katedralnych (w Płocku, Gnieźnie i Włocławku), archidiakona kruszwickiego, a wreszcie zarządcy archidiecezji gnieźnieńskiej po śmierci arcybiskupa Janusza Suchegowilka. Był on też podkanclerzym, potem zaś kanclerzem księcia Kaźka Słupskiego, ukochanego wnuka króla Kazimierza Wielkiego, któremu po śmierci monarchy przypadły w spadku ziemia dobrzyńska, Bydgoszcz i część Kujaw. Jan, jako kanclerz książęcy, wielokrotny kanonik i archidiakon, z pewnością dysponował wystarczającymi dochodami, aby ufundować kościół w rodzinnej wsi i odpowiednio go uposażyć.
    Prawdopodobnie jednak nie był fundatorem jedynym. Rycerskich fundacji dokonywano przecież częstokroć wspólnie. Niewykluczone więc, że we wzniesieniu trląskiego kościoła wzięli także udział domniemani bracia Jana. O Wojciechu wiemy, że w latach 1400-1414 był podkomorzym kaliskim. Natomiast najbardziej romantyczna historia wiąże się ze Stefanem z Trląga, który należał do najbliższych towarzyszy awanturniczego księcia Władysława Białego. Ów stryjeczny wnuk Władysława Łokietka władał księstwem gniewkowskim na Kujawach, ale po śmierci ukochanej żony postanowił porzucić swoje ziemie i odstąpił je - za pieniądze - królowi Kazimierzowi Wielkiemu. Potem udał się do Ziemi Świętej, potem wraz z Krzyżakami bił Litwinów, jeszcze potem zagościł w Rzymie, a wreszcie postanowił wstąpić do zakonu cystersów, co uczynił w Citeaux, w Burgundii. Najwyraźniej jednak nie wiedział, czego chce: po dwu latach doszedł do wniosku, że reguła cysterska mu nie odpowiada i przeniósł się do klasztoru benedyktynów w pobliskim Dijon. Tam otrzymał wiadomość o bezpotomnej śmierci Kazimierza Wielkiego i nagle uświadomił sobie, że jako jeden z najbliższych męskich krewnych zmarłego monarchy miałby szansę na polską koronę. Zapragnął więc powrócić do życia świeckiego i na początek odzyskać swoje księstwo. Gdy jednak właściwy król polski, Ludwik Węgierski, nie zgodził się zwrócić mu ojcowizny - pod pretekstem, że papież nie zwolnił go ze ślubów zakonnych - książę postanowił odzyskać swoje ziemie przemocą. Wedle relacji Janka z Czarnkowa, dnia 8 września 1373 roku Władysław Biały przybył incognito do Gniezna, a nazajutrz wpadł  samoczwart do Włocławka. Z zaskoczenia opanował zamek i miasto, zgromadził zwolenników, potem zdobył kilka innych zamków oraz odbył parę bitew. Dalekosiężne jego plany obejmowały tron polski, a miał poważne poparcie szlachty kujawskiej. Ludwik Węgierski był daleko, więc sam nie mógł mu stawić czoła, powołał jednak pospolite ruszenie przeciwko uzurpatorowi - i w efekcie poparcie dla Władysława zmalało. Wystąpił też przeciw niemu wspomniany już książę Kaźko Słupski i to nieszczęśliwie: w bitwie otrzymał poważną ranę, która spowodowała, niestety, rychłą śmierć. Wreszcie, po trzech latach zmiennych losów, drobnych porażek i sukcesów, podczas których książę często zachowywał się bardziej jak rabuś, niż rycerz, Władysław Biały poddał się. Na dobre zrezygnował ze swojego księstwa, pojechał na Węgry... i znowu został mnichem. Przez kolejne trzy lata był opatem w Pannonhalma, a potem znowu ruszył w podróż. W 1381 roku wrócił do klasztoru w Dijon, ale rok później papież zwolnił go ze ślubów zakonnych. Tak więc książę zmarł w "cywilu” w roku 1388.          
    Tymczasem jego zwolenników, uczestników awantury na Kujawach, surowo ukarano - ale... oprócz Stefana z Trląga. Ten bowiem - może za wcześniejsze odstąpienie Władysława, a może dzięki protekcji swojego brata Jana? - otrzymał coś w rodzaju... nagrody!
    W 1376 roku został mianowany podstolim poznańskim i był nim przynajmniej trzydzieści lat!
   
WNIOSEK
    Jak wiemy, w Trlągu znajdował się dwór Stefana, Jana i Wojciecha, a może i innych Trląskich i oni też najpewniej postawili kościół. Stało się to prawdopodobnie dopiero po roku 1385, czyli po wybudowaniu świątyni mariackiej w Toruniu i po ustaniu zaburzeń, związanych wpierw z awanturą księcia Władysława Białego, a potem z bezkrólewiem po śmierci króla Ludwika. Budowa musiała  przypaść na lata, w których trzej wymienieni Trląscy piastowali wysokie stanowiska i należeli do elity wielkopolskiego rycerstwa. Tym samym kościół powstał najprawdopodobniej przed rokiem 1414. Jego architektura jest skromna, lecz dobra, solidna i elegancka. Kilka detali można uznać za rzadkie.
   
EPILOG: OBRAZ MATEJKI
    Nie zachował się żaden wizerunek z epoki, który ukazywałby rycerzy z Trląga. Ten brak wynagradza nam - być może - obraz Jana Matejki pod tytułem Władysław Biały w Dijon, namalowany w 1867 roku. Znany nam już książę, odziany w mnisi habit, choć zarazem ufryzowany niczym dworzanin, siedzi zamyślony na ławie w wykuszu klasztornej celi. Na kapitelach kolumienek po obu stronach księcia widzimy herb panujących w Polsce Andegawenów - lilie - i monogram IHS. To najpewniej symbol wyboru pomiędzy światową polityką a życiem klasztornym. Książę trzyma w ręce jakiś dokument, opatrzony licznymi pieczęciami - jest to zapewne doniesienie o śmierci króla Kazimierza Wielkiego. Zaskoczony niespodziewaną wieścią Władysław zamyślił się. Uniósł głowę, niewidzącymi jakby oczami spogląda spod przymkniętych powiek gdzieś przed siebie. Jednak decyzję już podjął - prawą nogą depce uczone księgi, które studiował jako mnich. Za nim, na ławie, leży już podbity gronostajami płaszcz książęcy. Na parapecie wykusza siedzi jaskółka, która za chwilę uleci z klasztornych murów do ogrodu, widocznego przez okno. To jasna metafora książęcego powrotu do kraju. Z lewej strony zbliża się do Władysława dostojnie odziany człowiek, który podaje mu miecz, gotów do przypasania. Opisy obrazu określają go tylko jako posła opozycji wielkopolskiej wzywającej ksiecia do objęcia tronu polskiego. Tym posłem mógłby być właśnie Stefan z Trląga. Dzięki Jankowi z Czarnkowa wiemy bowiem, że u progu awantury wszczętej przez księcia, stali trzej wielkopolscy możni, którzy go sprowadzili z Francji do kraju: Wyszota z Kórnika, Przedpełka ze Staszewa oraz - właśnie wspomniany Stefan. Może więc on to właśnie widnieje na obrazie Matejki? Prawdopodobieństwo wynosi 33 koma 33 procent...

Jacek Kowalski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 767 (43/2006)


Kto zapragnąłby dowiedzieć się czegoś więcej o Trląskim kościele i o Trląskich oraz o obrazie Matejki, może zajrzeć do następujących pozycji:
Z. Białłowicz-Krygierowa, Zabytki Mogilna, Trzemeszna, Strzelna i okolic od gotyku po barok”, [w:] Studia z dziejów Ziemi Mogileńskiej, red. Cz. Łuczak, Poznań-Mogilno 1978, s. 317-431
Architektura gotycka w Polsce, red. T. Mroczko, M. Arszyński, Warszawa 1995
Kronika Jana z Czarnkowa, tłum. J. Żerbiłło, opr. M. D. Kowalski, Kraków 1996
J. Pakulski, W sprawie przynależności rodowej średniowiecznych dziedziców Trląga, [w:] Polska, Prusy, Ruś. Gdańskie Studia z Dziejów Średniowiecza”, nr 2, red. B. Śliwiński, Gdańsk 1995, s. 97-108
M. Szymecka, Otoczenie księcia słup-sko-dobrzyńskiego Kaźka, w: Szlachta, starostowie, zaciężni. Gdańskie studia z dziejów średniowiecza, nr 5, red. B. Śliwiński, Gdańsk 1998, s. 297-324
S. Szybkowski, Przynależność rodowa Mikołaja Osieńskiego, męża Anny Trląskiej. Uzupełnienie do genealogii dziedziców Trląga, [w:] Społeczeństwo Polski średniowiecznej. Zbiór studiów, t. VIII, red. Stefan K. Luczyński, Warszawa 1999, s. 195-205
S. Szybkowski, Elita ziemska Wielkopolski i Kujaw za panowania pierwszych Jagiellonów (1386-1501). Trwanie i wymiana, [w:] Kolory i struktury średniowiecza, red. W. Falkowski, Warszawa 2004, s. 353-381
Krystyna Sroczyńska, Matejko. Obrazy olejne. Katalog, Warszawa 1993

 

 

Podobne teksty:

Akka, Trzemeszno i Mogilno, czyli Witruwiusz i nasi opaci

Trląg i Szubin - dzieła piastowskiego kanclerza i swata Jagiełły

Krzyżacy nie spalili żnińskiej fary

Strzelno: kamienne ciosy i pierwsze cegły

Góra i Cerekwica - najstarsze gotyckie kościoły na Pałukach

Z Paryża do Żernik i Czeszewa

Mistrz JS - nieznany architekt ziemi mogileńskiej

Siła tradycji - od gotyku staropolskiego do „staropolskiego neogotyku”

Tajemnice żnińskiej fary

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry