Według sekretarza gminy Jarosława Marka, nie ma takiej możliwości, by szkolny autobus podjeżdżał do Cienciska-Wybudowanie i do Żernik po dzieci, bo wtedy w innych częściach gminy dzieci musiałyby wstawać o 5:00 rano, by dojechać szkolnym autobusem. Radna Lucyna Hełminiak zaapelowała o wprowadzenie zmianowości tras autobusów szkolnych, by dzieci, które w tym roku muszą wstawać wcześniej, w przyszłym wstawały później.

Radna Lucyna Hełminiak domaga się wprowadzenia w gminie zmianowości w kursach autobusów szkolnych fot. Magdalena Lachowicz
Radna Lucyna Hełminiak domaga się wprowadzenia w gminie zmianowości w kursach autobusów szkolnych fot. Magdalena Lachowicz

     Z CIENCISKA-WYBUDOWANIA PIESZO
     W styczniu, w 2. numerze Pałuk pisaliśmy o problemach z dowożeniem dzieci do szkoły w Strzelnie z Cienciska-Wybudowania. Chodziło o to, że autobus szkolny zabiera dzieci z przystanku w centrum wioski, a nie dojeżdża już do Wybudowania i dzieci zmuszone są dojść do przystanku piechotą lub dowożone są przez rodziców.
     Sekretarz gminy Jarosław Marek tłumaczył wówczas radnemu Rady Miejskiej Ryszardowi Chudzińskiemu, że na dzień dzisiejszy nie ma takiej możliwości ze względu na to, że wjazd autobusu szkolnego na Wybudowania spowodowałby to, iż inna grupa dzieci musiałaby wstawać 15 minut wcześniej. Taką odpowiedź mieli otrzymali także rodzice.
     Radny Chudziński na marcowej sesji ponownie pytał, kiedy sprawa dowozu dzieci z Cienciska-Wybudowania zostanie w końcu załatwiona. Rodzice wbrew temu co mówił sekretarz Jarosław Marek nie otrzymali z gminy żadnej odpowiedzi. - To jest dziwne, bo my swoich dzieci nie zabieramy, a jest tam ok. 2 km i dzieci do miejsca postoju autobusu rodzice muszą dowozić rowerem, nie wszyscy mają samochody. Dlaczego tak jest, skoro dojeżdżamy po dzieci do Miradza, a w Ciencisku nie możemy. Za to dowozimy nie swoje dzieci z Sukowych (gm. Kruszwica) do naszej szkoły w Stodołach i do tych dzieci dopłacamy 12.000 zł oprócz subwencji plus dowóz i to nam się opłaca, a dowożenie własnych dzieci nam się nie opłaca. Dziecko, które dowozimy do naszej szkoły w Strzelnie kosztuje nas 6.100 zł łącznie z subwencją, a w Sukowach nas kosztuje ok. 18.000 zł plus dowożenie - mówił radny Chudziński.
     Na marcowej sesji okazało się, że problem z dowożeniem dotyczy także okolic Bożejewic, skąd dzieci dojeżdżają do szkoły w Markowicach.
     Z ŻERNIK PIESZO
     Radna Lucyna Hełminiak z Bożejewic apelowała do sekretarza Marka o wprowadzanie zmianowości trasy autobusów szkolnych na terenie gminy. - Mieliśmy włączyć też autobusy do dojazdu po dzieci do Żernik (gm. Kruszwica). Mamy tam trójkę dzieci, która chodzi do szkoły w Markowicach z gminy Kruszwica i do przystanku ma około 3 km - mówiła radna.
     Jarosław Marek sądził, że po ostatnim spotkaniu radnych z przedstawicielem Kuratorium Oświaty Wojciechem Gliwińskim, który wyjaśnił także sprawę dowożenia, temat ten na chwilę obecną się skończył. - Pan Gliwiński stwierdził jednoznacznie popierając wypowiedziane gdzieś też moje słowa, że nie będziemy podjeżdżali po dzieci pod każde domostwo. Bo za chwilę dojazdu dzieci do szkół nie ogarniemy czasowo. Pani Hełminiak prosi o to, żeby dzieci z Bożejewic jeździły później, to jeśli mamy zatrzymywać się pod każdym domostwem i po każde dziecko jeździć, to te dzieci będą jeździły już o wpół do piątej, żeby na ósmą być w szkole - powiedział Jarosław Marek.

Sekretarz gminy Jarosław Marek w sprawie dowożenia uczniów był nieugięty, miał swoje wyrobione zdanie i żadne argumenty do niego nie trafiały fot. Magdalena Lachowicz
Sekretarz gminy Jarosław Marek w sprawie dowożenia uczniów był nieugięty, miał swoje wyrobione zdanie i żadne argumenty do niego nie trafiały fot. Magdalena Lachowicz

     RADNA CHCE ZMIANOWOŚCI TRAS
     Radna Lucyna Hełminiak cały czas apelowała o wprowadzenie zmianowości tras dowożenia. - Mieliśmy zmienić trasy. Ciągle dzieci z rejonu Bożejewic jeżdżą wcześniej. Mamy szkołę w Sławsku Wielkim (gm. Kruszwica) i tam możemy posłać nasze dzieci - przestrzegała.
     Jarosław Marek próbował cały czas tłumaczyć, że od początku była mowa o tym, że w ciągu roku szkolnego będzie trudno zmienić trasy, że opóźni się odbiór dzieci z Bożejewic na tyle na ile czasu da się opóźnić. I tak też zrobiono.
     - Nie mieliśmy nic przyspieszyć, miała być ustalona zmiana trasy i teraz to inne dzieci miały wstawać wcześniej - wtrąciła radna Hełminiak.
     Jarosław Marek powiedział, ze postara się, by od 1 września nowego roku szkolnego nastąpiła zmiana. - Tylko nie wiem, który radny tutaj zaraz wstanie i spyta tak samo, dlaczego dzieci z jego terenów wstają wcześniej, a drugie jeżdżą później - mówił Jarosław Marek.
     - Ponieważ moje w Bożejewicach już wcześniej wstawały, teraz niech wstają z innej części gminy - ripostowała Lucyna Hełminiak.
     Jarosław Marek powtórzył, że rozumie problem, o którym mówi radna. Jego zdaniem, jeśli jest taka wola, by taką zmianowość wprowadzić, to można to zrobić i dzieci z Bożejewic będą jeździły później, natomiast inne dzieci będą jeździły wcześnie rano. Ale nie prędzej jak od 1 września.
     - Z pewnością? - dopytywała radna.
     - Pewne w życiu są tylko dwie rzeczy śmierć i podatki - odpowiedział Jarosław Marek.
     Dodał, że jest nawet wyrok Sądu Najwyższego w sprawie dowozu uczniów. Według tego wyroku nie ma takiego obowiązku, by dziecko zabierać szkolnym autobusem spod domu. - My wyznaczamy jakąś trasę, część dzieci musi dojść, część mieszka akurat przy trasie i wsiada bezpośrednio. Nie jesteśmy w stanie zabrać wszystkie dzieci z miejsc, w których one stoją.
     Radna Hełminiak powróciła do kwestii dowozu dzieci z Żernik. Mówiła, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wyznaczenie dodatkowych przystanków w wioskach, skąd dzieci odbierane byłyby przez szkolne autobusy.
     Zdaniem Jarosława Marka, nie jest możliwy odbiór dzieci z Żernik, porównał to do sprawy odbioru dzieci w Bożejewicach. Jego zdaniem, gdyby autobus pojechał po trójkę dzieci do Żernik, zabrałoby to kolejne 15 minut jazdy i tym samym o te 15 minut opóźni się przyjazd autobusu po dzieci w Bożejewicach.
     - Proszę zatem wykonywać ustawę - skwitowała radna Hełminiak.
     Jarosław Marek stwierdził, że gmina ustawę jak najbardziej wykonuje, a jeśli radna Hełminiak ma z tym problem i jej zdaniem gmina źle ustawę wykonuje to wskazał, że może radna złożyć skargę. Przypominał, że ustawa mówi, iż jeśli dziecko ma powyżej 3 km do punktu zbiorczego, czy przystanku, to gmina ma obowiązek dzieci dowieźć.
     DOWOŻENIE WRÓCI NA KOMISJĘ
     Radny Chudziński spuentował, że najlepiej byłoby, gdyby wszyscy mieszkali w jednym miejscu i przy jednej drodze, to wtedy nie byłoby problemu. Nadal nie mógł zrozumieć, dlaczego nie można ustawić tak kursu autobusu, by odbierać dzieci z wybudowań w Ciencisku. - Do tego doszło, że ja pojechałem do Cienciska rowerem. Z zegarkiem w ręku droga z Wybudowań do przystanku zajęła mi 10 min. Dwóch kierowców pojechało tam i powiedziało, że tam nie można nawrócić. Pojechałem i kierowca nawrócił bez niczego, w ogóle nie było żadnej dyskusji. Samolotem tam nawróci. Ale mu się kurzy, a to musi myć samochód, takie jest tłumaczenie kierowcy. To ja czegoś nie rozumiem. A tam jest 6 dzieci. Gdyby było jedno dziecko, to ja bym tutaj głowy nie zawracał. Nie możemy tych 10 min poświecić, żeby kierowca zboczył z drogi i pojechał po te dzieci? W Miradzu zbaczamy z drogi i jedziemy i wszystko gra. A w Ciencisku nie możemy? - dociekał radny Chudziński.
     Jednak Jarosław Marek był nieugięty, miał swoje wyrobione zdanie na ten temat i żadne argumenty do niego nie trafiały. - Pan mówi, że to tylko 10 min. Natomiast te 10 min spowoduje to, że te dzieci np. z Bożejewic będą musiały wstawać pół godziny wcześniej - mówił.
     Przewodniczący Rady Miejskiej Piotr Pieszak zaproponował, by kwestię dowożenia przeanalizować ponownie dokładnie na posiedzeniu komisji. - Bo będziemy kłócić się tutaj do wieczora, a i tak nic nie ustalimy - dodał.

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1313 (15/2017)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry