Przegląd, Żnin, firmy przewozowa, Marco-Polo, Szubin, właściciel
Przewoźnik bez winy
    Sąd umorzył postępowanie karne prowadzone przeciwko właścicielowi firmy przewozowej Marco-Polo z Szubina wobec braku znamion czynu zabronionego. Wcześniej na kary pozbawienia wolności w zawieszeniu skazane zostały pozostałe trzy osoby, którym prokuratura postawiła zarzuty.

     Pod koniec października 2012 roku policjanci ze Żnina zatrzymali właściciela firmy przewozowej Marco-Polo z Szubina oraz pracownika Magnum - Okręgowa Stacja Kontroli Pojazdów - W. Czajka i D. Kaźmierczak. Punktem wyjścia w sprawie była uzyskana informacja o łapówkach, jakie przedsiębiorca wręczał diagnoście w zamian za to, by jego autokary nie musiały przechodzić badań technicznych. Przypuszczenia policjantów ze Żnina potwierdziły się, kiedy wspólnie z policjantami z wydziału do walki z korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy zabezpieczyli dokumentację z przeglądów technicznych oraz dokumentację z firmy transportowej. Na tej podstawie stwierdzili, iż autobusy, które przewoziły ludzi, wcale nie odwiedzały stacji diagnostycznej, a jednak posiadały ważne przeglądy techniczne.
     Materiał dowodowy zgromadzony przez śledczych dał podstawy do stwierdzenia, że w taki sposób sześciu autokarom przedłużono możliwość poruszania się po drogach, bez wcześniejszego sprawdzenia, czy są one sprawne.
     Przewoźnikowi z Szubina policjanci zaczęli się przyglądać już pod koniec września 2012 roku, kiedy jego autobusami na pielgrzymkę do Częstochowy mieli wyjechać mieszkańcy Żnina. Na 7 podstawionych autobusów tylko jeden mógł wyruszyć w trasę. Usterki, jakie stwierdzili wówczas policjanci, dotyczyły zagrożenia dla bezpieczeństwa jazdy. Skończyło się na zatrzymaniu dowodów rejestracyjnych i konieczności skierowania pojazdów na badania techniczne. Policjanci nie przypuszczali jednak, że autokary będą wyjeżdżać w trasy nadal niesprawne. Z wbitą nową pieczęcią w dowodzie rejestracyjnym jeździły po drogach.
     Po zakończeniu postępowania zarzuty postawiono jeszcze dwóm osobom. Żnińska prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Piotrowi Sz., Wojciechowi Mastalerzowi, Waldemarowi Z. i Adamowi B. Diagnostom zarzucono przyjęcie korzyści majątkowych w celu wystawienia zaświadczeń dotyczących badań technicznych pojazdów potwierdzających nieprawdę. Przewoźnik Wojciech Mastalerz według śledczych udzielił korzyści majątkowej diagnoście, zaś Adam B. nakłonił diagnostę do wystawienia nieprawdziwego zaświadczenia.
     W wyniku postępowania sądowego Piotr Sz. został skazany na 1 rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata i karę grzywny w wysokości 600 zł, a Waldemar Z. i Adam B. zostali skazani na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Z postępowania z uwagi na przedłużającą się chorobę został wyłączony wątek przewoźnika z Szubina. Zarzuty złożone przez prokuraturę wobec niego sąd rozpatrywał oddzielnie. Zgodnie z postanowieniem wydanym przez sąd postępowanie karne prowadzone przeciwko Wojciechowi Mastalerzowi wobec braku znamion czynu zabronionego zostało umorzone.
     Prokuratura zarzuciła Wojciechowi Mastalerzowi, że 22 września 2012 roku w Żninie na ulicy Dworcowej 10 na Stacji Diagnostyki Pojazdowej Magnum udzielił posiadającemu uprawnienia diagnosty Piotrowi Sz. korzyść majątkową w kwocie 150 zł w zamian za poświadczenie nieprawdy co do okoliczności mających istotne znaczenie prawne w ten sposób, że nie okazując do badania technicznego autobusów uzyskał poświadczające nieprawdę zaświadczenie o przeprowadzeniu takiego badania i usunięciu usterek technicznych uprzednio stwierdzonych przez policję. W tejże sprawie nie otwarto przewodu sądowego wobec oskarżonego, ponieważ w ocenie sądu mieliśmy do czynienia z przypadkiem oczywistego braku znamion czynu zabronionego. Sąd ustalił, iż Piotr Sz. co prawda posiadał uprawnienia diagnosty, jednakże w chwili czynu zarzucanego oskarżonemu nie był zatrudniony w Stacji Diagnostyki Pojazdowej Magnum, co wynika z umowy o pracę znajdującej się w aktach sprawy. Piotr Sz. został zatrudniony na umowę o pracę w Stacji Diagnostyki Pojazdowej 24 października 2012 roku, a zatem nie sposób uznać - w ocenie sądu - by w chwili czynu zarzuconego oskarżonemu 22 września 2012 roku Piotr Sz. pełnił funkcję publiczną.
     Nie będąc bowiem zatrudnionym we wskazanej stacji, co wynika także z protokołu kontroli wskazanego podmiotu, nie był uprawniony do dokonywania wpisów w dowodach rejestracyjnych. Tym samym zachowanie oskarżonego nie wypełnia znamion czynu zabronionego wskazanego wyżej z uwagi na to, że skoro diagnosta Piotr Sz. nie był zatrudniony na stacji, to tym samym nie posiadał upoważnienia do dokonywania wpisów w dowodach rejestracyjnych, a zatem nie pełnił wówczas funkcji publicznej - czytamy w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu postępowania.
     Sprawa dotycząca formy zatrudnienia diagnosty na stacji była przez nas wielokrotnie poruszana. Przypomnijmy, iż pierwsza kontrola przeprowadzona przez Okręgowy Inspektorat Pracy w Bydgoszczy w Magnum - Okręgowej Stacji Kontroli Pojazdów - W. Czajka i D. Kaźmierczak w Żninie nie wniosła zastrzeżeń wobec legalności zatrudnienia jednego z diagnostów na stacji. Z kontroli PIP wynikało, że od 5 lipca ub.r. diagnosta pracował na stacji na podstawie porozumienia o współpracy z wolontariuszem (czyli jako wolontariusz, co - jak ustaliliśmy - jest niezgodne z prawem), a 24 października otrzymał umowę o pracę. Inspekcja pracy nie wniosła zastrzeżeń do formy zatrudnienia diagnosty na podstawie porozumienia o współpracy z wolontariuszem i uznała, że pracodawca nie przekroczył w tym zakresie żadnych przepisów.
     Starosta Zbigniew Jaszczuk w oparciu o opinię radcy prawnego stwierdzającą, że stanowisko w sprawie zatrudnienia na stacji diagnosty w ramach wolontariatu, wyrażone przez Państwową Inspekcję Pracy w Bydgoszczy, stoi w rażącej sprzeczności z art. 42 ust. 1 ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie, wystąpił o wyjaśnienie swoich wątpliwości do Głównego Inspektoratu Pracy w Warszawie. GIP skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Okręgowy Inspektorat Pracy w Bydgoszczy.
     Po ponownej kontroli PIP pracownik oświadczył, iż celem pierwszej umowy - błędnie nazwanej wolontariatem - było nauczenie się przez niego obsługi urządzeń i systemu komputerowego funkcjonującego na stacji diagnostycznej. Pracownik nie złożył pozwu do sądu pracy o ustalenie stosunku pracy za okres trwania porozumienia o współpracy z wolontariuszem, ani też nie chciał, aby w jego imieniu występował o to inspektor pracy. W związku z tym PIP nie podjęła dalszych działań wbrew woli pracownika.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1194 (53/2014)

 

Więcej informacji:

Podbijał dowody, chociaż nie sprawdzał stanu aut

Diagnosta pracował jako wolontariusz

Przedsiębiorca zatrudniający wolontariusza łamie ustawę

Sprawdzają jeszcze raz

Zarzuty korupcyjne dla przewoźnika i diagnosty

Sprawa stoi w miejscu

Finał w sądzie

Czy życie dzieci było zagrożone

Przewoźnik bez winy

 

 

Przejdź do forum.

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry