gniot-tr.jpg
Kwiaty i podziękowania. Tak miał wyglądać koniec wieloletniej pracy Aliny Gniot w szubińskim urzędzie. Na zdjęciu: Andrzej Wrona, przewodniczący Rady w kadencji 2002-2006, dziękuje jej za dobrą współpracę.                      fot. Tomasz Rogacz

Jak przegram w sądzie, to zapłacę z własnej kieszeni
   
    Burmistrz Ignacy Pogodziński zwolnił z pracy w ratuszu Alinę Gniot, która od ośmiu lat obsługiwała biuro Rady Miejskiej w Szubinie. Urząd do końca roku płacić będzie jej pensję, która należy się pracownikowi zwolnionemu z powodów reorganizacji, choć prostsze było podanie nabycia wieku emerytalnego jako przyczynę rozwiązania umowy. Strony spotkają się w Sądzie Pracy.

    Alina Gniot jest najstarszym stażem urzędnikiem w szubińskim ratuszu. Ma za sobą 44 lata pracy. Burmistrz Ignacy Pogodziński jest jej trzynastym szefem. W czasie swojej kariery zawodowej była odznaczona m.in. Złotym Krzyżem Zasługi. 31 czerwca 1999 r. została oddelegowana z Wydziału Organizacyjnego do obsługi biura Rady Miejskiej, nadal jednak była inspektorem Wydziału Organizacyjnego.
    Swoje obowiązki wypełniała wzorowo, co potwierdzają przewodniczący Rady z obecnej i poprzedniej kadencji. - Mnie bezpośrednia współpraca układała się dobrze. O co poprosiłem, zawsze było zrobione na czas. Informowała mnie na bieżąco o tym, o czym informować powinna. Nie mogę nic złego powiedzieć - stwierdza Andrzej Wrona, były szef Rady.
    - Od czasu wyboru na przewodniczącego nie mam zastrzeżeń do pracy pani Gniot. Jest doświadczona, zna wszystkie problemy i zagadnienia prawne - dodaje Marek Domżała, przewodniczący Rady.
   
CZAS NA ZMIANY
    Pomimo dobrych opinii burmistrz Ignacy Pogodziński nie widzi możliwości dalszego zatrudniania Aliny Gniot w Urzędzie.
    - Nie mogę tolerować czegoś takiego, że nie ma miejsc pracy dla młodych ludzi, a ktoś nie chce iść na emeryturę, chociaż od dawna ma takie prawo - denerwuje się burmistrz.
    Nabycie przez pracownika praw emerytalnych nie oznacza, że musi on z nich natychmiast korzystać, jeśli nadal chce pracować. Ale pracodawca może chcieć, by pracownik przeszedł na emeryturę. Ignacy Pogodziński próbował kilkakrotnie wysłać swoją urzędniczkę na emeryturę, jednak bezskutecznie. Nieustannie wypytywana o swoje plany, Alina Gniot poinformowała na piśmie szefa ratusza, że zamierza przejść na emeryturę na początku przyszłego roku, ale gdy miała podpisać pismo, że na pewno przejdzie w tym czasie na emeryturę, jak mówi burmistrz: - ostentacyjnie odmówiła podpisania.
    Zapytany czy inni pracownicy, którzy zapowiadają zakończenie pracy zawodowej w przyszłym roku, też musieli podpisywać podobne pisma, odpowiedział, że nie.
    - Jak ja mam jej wierzyć? Co roku nas zwodzi - oskarża Ignacy Pogodziński. - Moja cierpliwość do pani Gniot się wyczerpała - dodaje.
    Alina Gniot nie wyjaśniła nam, dlaczego mimo zapewnień nie przechodziła na emeryturę; wskazywała jednak na korzyści finansowe dłuższego zatrudnienia.
   
ZMIANY
    16 marca Alina Gniot otrzymała wypowiedzenie z pracy. Niemożność dalszego jej zatrudnienia burmistrz argumentował reorganizacją Urzędu Miejskiego związaną m.in. z likwidacją Biura Rady Miejskiej, w którym Alina Gniot była zatrudniona.
    Obsługę Rady przejął Wydział Organizacyjny. Alina Gniot dostała trzymiesięczne wypowiedzenie (do końca czerwca), została zwolniona z pełnienia w tym czasie obowiązków, z zachowaniem prawa do wynagrodzenia. Ponieważ jest pracownikiem mianowanym Urząd będzie jej najprawdopodobniej płacił pensję do końca roku, gdyż zgodnie z ustawą o pracownikach samorządowych  za czas pozostawania bez pracy pracownikowi mianowanemu w przypadku zwolnienia z przyczyn reorganizacji urzędu przysługuje wynagrodzenie obliczone jak ekwiwalent za urlop wypoczynkowy, przez okres nie dłuższy niż sześć miesięcy. Jeśli więc w tym czasie Alina Gniot nie znajdzie innej pracy - będzie pobierała cały czas pensję z urzędu.  Bez względu na to, że warunki wypowiedzenia są tak korzystne, Alina Gniot wniosła do Sądu Pracy odwołanie od wypowiedzenia jej stosunku pracy.
   
CO TERAZ
    Zapytaliśmy nowo mianowaną naczelnik Wydziału Organizacyjnego Renatę Kabullę, kto będzie teraz obsługiwał Radę Miejską. Pani naczelnik nie potrafiła powiedzieć, czy będzie to jeden, czy kilku pracowników. Dowiedzieliśmy się, że urzędnik ten będzie rezydował w obecnym pokoju Biura Rady.
   
CZEMU NIE STAŁO SIĘ INACZEJ
    Dlaczego burmistrz zdecydował się na zwolnienie Aliny Gniot, a w konsekwencji - na zwiększone wydatki?
W konsekwencji też - na nieobsadzone do czasu wyłonienia następcy stanowisko. Dlaczego burmistrz nie czekał, aż Alina Gniot przejdzie na emeryturę? Dlaczego - jeśli Alina Gniot była inspektorem Wydziału Organizacyjnego oddelegowanym tylko do biura Rady - trzeba było likwidować biuro Rady i przekazać jego zadania do Wydziału Organizacyjnego?
     Burmistrz ucina: - W Szubinie jest tylko dwóch burmistrzów. Ja i mój zastępca. Nie mogę sobie pozwolić, żeby pracownik rządził w Urzędzie - irytuje się Ignacy Pogodziński.
    Alina Gniot nie chce komentować tej sprawy.
   
MOŻNA BYŁO INACZEJ
    W opinii Krzysztofa Krzemienia, inspektora Państwowej Inspekcji Pracy, w przypadku Aliny Gniot rozwiązanie stosunku pracy mogło nastąpić w drodze wypowiedzenia, ponieważ nabyła prawa emerytalne i ten fakt wystarczyłby za przyczynę zakończenia wypowiedzenia pracy. Burmistrz nie musiał przeprowadzać reorganizacji, mógł wręczyć Alinie Gniot po prostu wypowiedzenie z powodu nabycia przez nią praw emerytalnych.
    Burmistrz jednak nie podał tej przyczyny w wypowiedzeniu, choć przy wypowiadaniu umowy myślał, iż ten powód w wypowiedzeniu figuruje. Radca prawny Urzędu zwolnienia Aliny Gniot nie opiniował.  
    Jeśli Alina Gniot wygra w sądzie, burmistrz będzie musiał ponownie ją zatrudnić. Ignacy Pogodziński jest jednak zdeterminowany. - Nawet jak przegram w sądzie to zapłacę z własnej kieszeni jako Ignacy Pogodziński - zapowiada.

Tomasz Rogacz
Tygodnik Szubiński Pałuki nr 295 (12/2007)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry