Advertisement
Artykuł tygodnia
  • Ogrodowa zamknięta
    Ogrodowa zamknięta

    Od 19 października przez 6 najbliższych tygodni zamknięta dla ruchu będzie ul. Ogrodowa w Szubinie. Zamknięcie spowodowane jest remontem. 

Advertisement
Sławomir Homeja jest jedynym rolnikiem na Pałukach, który hoduje trzodę rasy puławskiej fot. Remigiusz Konieczka
Sławomir Homeja jest jedynym rolnikiem na Pałukach, który hoduje trzodę rasy puławskiej fot. Remigiusz Konieczka

Chomętowo, hodowla, bydło, rasa puławska, krowy
    
     Sławomir Homeja od ponad roku, jako jedyny na Pałukach, hoduje trzodę rasy puławskiej. To tradycyjna polska rasa tuczona u rolnika bez GMO, co jest jej dodatkowym atutem. Te walory doceniły już masarnie, docenił również restaurator. Korzyści wynikające z hodowli rasy puławskiej czerpią wszyscy - hodowca, przetwórca, odbiorca i klient, który otrzymuje zdrowe i smaczne mięso wieprzowe.

     Sławomir Homeja z Chomętowa wraz z żoną przejął gospodarstwo rolne w 2005 roku po teściach, którzy przeszli na rentę strukturalną. W gospodarstwie prowadzona była produkcja trzody w cyklu zamkniętym i tucz bydła opasowego. Jeśli chodzi o trzodę, to hodowane były mieszańce ras białych z domieszką krzyżówek duroc i pietrain. Stado liczyło średnio około 20 loch. Rolnik osiągnął tak wysoką jakość w produkcji mięsa wieprzowego, że od czterech lat współpracuje z zakładami Sokołów, które odbierają wyhodowane przez niego sztuki. Uzyskiwał powtarzalną mięsność w klasie S, E w około 70% swojej produkcji na premiksach Ekoplonu. Niemniej wysoka jakość produkcji to jedno, a czyhający za rogiem kryzys - to drugie.
     - Ceny, jakie przyszły oraz susza, która się pojawiła, a także możliwość uzyskania dopłat do rodzimych ras, spowodowały, że podjąłem decyzję o przejściu na hodowlę rasy puławskiej - powiedział Sławomir Homeja.
     POCZĄTKI
     Zaczęło się od rozmowy z panią Martą Adamowicz, kierowniczką działu systemów produkcji rolnej i standardów jakości Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie, która przedstawiła wszystkie procedury i skierowała rolnika do Marka Mońki, kierownika biura Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej Polsus w Bydgoszczy. Kierownik zorganizował wyjazd do Mełna, gdzie prowadzona była hodowla rasy puławskiej. Tam rolnik kupił osiem loszek, które przywiózł do Chomętowa. Aby nie było pokrewieństwa, Sławomir Homeja zakupił cztery sztuki loszek od hodowcy z województwa lubelskiego Karola Kropiwca. Również z tego regionu, który jest liderem w hodowli rasy puławskiej, ale od hodowcy Józefa Kokoszkiewicza, sprowadził knurka. Teraz stado składa się z jednego knurka i dwunastu loch. Nasz rozmówca dodał, że chciałby rozbudować stado do około 40 loch.
     Ważny warunek związany z uzyskaniem dopłaty rolno-środowiskowej jest taki, że dopłaca się do loch wyproszonych do 15 marca. Hodowca przyznał, że za późno zdecydował się na sprowadzenie i pokrycie loszek, by zdążyły się wyprosić przed piętnastym marca. Udało się dopuścić 11 loszek, które - jak się później okazało - miały małe i słabe mioty. Najbardziej optymalny termin na rozpoczęcie hodowli to sierpień lub wrzesień. Loszki mają czas na aklimatyzację, a rolnik może spokojnie je obserwować i dobrać odpowiedni termin krycia.
     - Chciałbym dojść do średniej, jaką uzyskuje się w województwie lubelskim, czyli 10-12 sztuk w jednym miocie. U mnie na początku było to średnio sześć sztuk, a teraz przy starszych lochach jest to osiem sztuk. Po szkoleniach i wykładach, w jakich brałem udział, okazało się, że zrobiłem błąd. Miałem jednego młodego knura, który zbyt mocno był eksploatowany. Dlatego nie mogłem liczyć na dobre mioty. Wówczas nie miałem dostępu do materiału nasiennego. Teraz w Stacji Hodowli i Unasieniania Zwierząt mogę uzyskać odpowiedni materiał.
     Z POLSUSEM
     Sprowadzenie loch i rozpoczęcie hodowli rasy puławskiej dla Sławomira Homei oznaczało nie tylko więcej pracy w chlewni, ale też więcej pracy nad dokumentami. W tym pomógł i nadal pomaga Polski Związek Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej Polsus. Rolnik nie może się nachwalić współpracy z Polsusem. Pracownik jest na przysłowiowy telefon i w razie potrzeb doradza i pomaga.
     Jeśli wziąć pod uwagę poszczególne etapy związane z wprowadzeniem hodowli, to przedstawiają się one następująco.
     Najpierw rolnik porozumiał się z Polsusem, by dowiedzieć się, jak najlepiej zacząć hodować świnie rasy puławskiej. Potem nastąpił dobór loszek ze stad i zakup materiału genetycznego z zaświadczeniem hodowlanym. Następnie trzeba wypełnić rejestr loszek remontowych, który pracownik Polsusu sprawdza i potwierdza zgodność rejestru. Dokument ten wysyłany jest później do Instytutu Zootechniki w Balicach. Stamtąd przychodzi do rolnika rejestr potwierdzony przez instytut. Później sporządzany jest wykaz loch zakwalifikowanych do programu ochrony zasobów genetycznych na dzień 15 marca. Przypominamy, że kwalifikowane są te, które wyproszą się właśnie do 15 marca. Pracownik Polsusu potwierdza zgodność z księgą i całość wysyłana jest do Instytutu Zootechniki w Balicach, który również potwierdza zgodność. Następnie hodowca zlecił wykonanie programu rolno-środowiskowego, który opracowała Natalia Narewska, doradca rolno-środowiskowy KPODR w Minikowie (pakiet 7.4). Wniosek o dopłatę rolno-środowiskową wraz z wykazem loch zakwalifikowanych do programu składany jest w ARiMR wraz z wnioskiem o płatności obszarowe. Warunkiem na włączenie do programu jest podpisanie umowy z instytucją prowadzącą księgę loch. W przypadku Sławomira Homei jest to Polsus.
Dopłata do sztuki świni rasy puławskiej wynosi 1.140 zł. Dodatkowo hodowca otrzymuje dwa razy w roku dofinansowanie w wysokości 300 zł. Są to środki przyznawane za prace hodowlane. Rolnik powiedział, że koszty poniesione na prowadzenie ksiąg zwracają się mu po pierwszym półroczu. Dodatkowo za kilogram żywca hodowca może otrzymać więcej w skupie.

Zaletą hodowli trzody rasy puławskiej w gospodarstwie Sławomira Homei w Chomętowie jest to, że tucz prowadzony jest bez GMO fot. Remigiusz Konieczka
Zaletą hodowli trzody rasy puławskiej w gospodarstwie Sławomira Homei w Chomętowie jest to, że tucz prowadzony jest bez GMO fot. Remigiusz Konieczka

     BEZ GMO
     Sławomir Homeja już na początku hodowli zauważył, że świnie rasy puławskiej nie potrzebują wysoko zbilansowanej paszy. Puławska nie jest wymagającą rasą i w procesie żywieniowym można dawać jej mniej białka. Jednak przełom w żywieniu w jego hodowli nastąpił po rozmowie z profesorem Wojciechem Kapelańskim z bydgoskiego Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego. Namówił go na tucz bez GMO. Szczegóły poznał na konferencji zorganizowanej w Żurawi. Ta wiedza oraz odpowiednio dobrane systemy żywieniowe opracowane przez Polsus i pracowników uniwersytetów spowodowały, że hodowca wraz z żywieniowcem firmy Ekoplon (partner firmy VIT-PASZ z Gąsawy) opracowali dawkę żywieniową w tuczu, w której nie ma genetycznie modyfikowanej soi.
     Od trzydziestego kilograma w paszy znajduje się mączka rybna (do miesiąca) oraz śruta z grochu i łubinu, śruta rzepakowa, susz z lucerny i premiksy, śruta zbożowa. W zależności od potrzeby rynkowej tucz trwa do 100-140 kg. Hodowca przyznał, że jeszcze eksperymentuje żywieniowo, że jest zadowolony ze współpracy z Ekoplonem, ale chciałby spróbować tego, co zaoferuje mu Trouw Nutrition (partner m.in. Zakładów Zbożowych w Żninie). - To ostatecznie świnki powiedzą, co chcą jeść - zażartował rolnik.
     JESZCZE ROSNĄ
     Hodowla świń rasy puławskiej to jedno, a wprowadzenie jej na rynek - to drugie. Sławomir Homeja nawiązał współpracą z dwoma pałuckimi masarniami oraz z restauratorem, który w swojej restauracji w Ostromecku oferuje w menu potrawy przygotowane z wieprzowiny rasy puławskiej.
     Maciej Kwieciński z Zakładu Mięsnego Kwiecińscy powiedział nam, że szukał sposobów, by do oferty zakładu dodać jedną z ras, których hodowla opiera się na zdrowym żywieniu. - Jedni szukają niskiej ceny, drudzy wysokiej jakości, a jeszcze inny ekologicznego jedzenia - powiedział i dodał, że walory oparte na zdrowym żywieniu ma właśnie rasa puławska hodowana przez rolnika z Chomętowa. Decyduje o tym tucz bez GMO. Tak produkowana wieprzowina konkuruje z innymi gatunkami mięs. Są osoby, które są zdecydowane zapłacić nawet więcej za mięso pochodzące od świni rasy puławskiej, bo mają gwarancję zdrowej żywności.
     Natomiast Andrzej Zawistowski z Masarni Władysławowo powiedział, że jest kilka czynników, które zdecydowały o podjęciu współpracy ze Sławomirem Homeją: to, że jest to polska rasa, szlachetność mięsa, sposób hodowli, tucz bez GMO. To wszystko daje wysoką jakość, lepsze mięso i różnicę w smaku w porównaniu z tradycyjnym tuczem. - Zdecydowałem się, ponieważ chcę zaproponować coś innego w sensie jakości i smakowitości - stwierdził nasz rozmówca.
Na razie produktów pochodzących ze sztuk rasy puławskiej nie można zakupić, ponieważ zwierzęta jeszcze rosną. Zakłady odnotowują zainteresowanie i już niedługo wyjdą naprzeciw oczekiwaniom klientów.
     KOTLET Z PUŁAWSKIEJ
     Jeśli ktoś chciałby przekonać się, jak smakuje kotlet z trzody rasy puławskiej, musi pojechać do jednej z restauracji w Ostromecku. Tam w menu oferowane są dania z wieprzowiny pochodzącej od świń rasy puławskiej. Właściciela restauracji do sprzedaży dań z wieprzowiną rasy puławskiej zainteresował prof. Kapelański. O wyborze tej rasy zdecydowało wysokiej jakości mięso oraz tłuszcz, który nadaje całości specyficzny smak. Dodatkowym gwarantem jakości było to, że hodowli patronuje Polsus. Waldemar Klorek, właściciel Restauracji Ostromecko, na początku brał wieprzowinę z Mełna, ale teraz sprowadza ją od rolnika z Chomętowa. - Dogadaliśmy się, że będzie próbował tuczu bez GMO. Spróbował, rozkręcił i są efekty - powiedział Waldemar Klorek.
     Potrawy przygotowane z wieprzowiny rasy puławskiej mają inny smak, nie czuć dodatków paszowych, tak jak np. w mięsie kupowanym w markecie. Podczas przygotowania mięso nie śmierdzi, ma inny zapach, konsystencję tkanki tłuszczowej, co również czuć podczas przygotowania i spożywania potrawy.
     Dla restauratora ważne jest, aby zainteresować rasą puławską jak największą ilość osób. Najbardziej chodzi mu o propagowanie prostego systemu opartego na kontaktach producent - odbiorca. W tym wypadku restaurator. - Dzwonię i mówię, ile i na kiedy potrzebuję i zamówiony towar otrzymuję. Chcę pokazać, że można coś robić z niewielką hodowlą, z małymi ubojniami i zgodnie z prawem. Wbrew temu co mówią, że w małych ilościach się nie da, to warto pokazać, że się da. Chcemy dać przykład innym, jak mają to robić - dodał restaurator.
     WARTO SPRÓBOWAĆ
     Marek Mońko z Polsusu podkreśla, że Sławomir Homeja jest jedynym rolnikiem na Pałukach, który zdecydował się na chów trzody rasy puławskiej. Na razie zaczyna. Rok hodowli to zbyt krótki okres, by oceniać rolnika, a oceny prowadzone są po pięciu latach. Marek Mońko zauważa, że hodowla rasy puławskiej jest rozwojowa i prowadzona bardzo dobrze. Inni rolnicy również mogą dołączyć, ale muszą pamiętać, że rasa puławska daje niższą plenność, że jej przyrost jest mniejszy, ale zyskują zdrowe mięso. Poza tym, jeśli chcą otrzymać dotację, to powinni się śpieszyć, bo limit hodowli 1.500 sztuk może się skończyć i dotacji nie będzie.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1252 (6/2016)

 

Przejdź do forum.

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2016 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry