Jednym z podstawowych wykroczeń pojawiających się w sporcie młodych ludzi jest oszustwo polegające na fałszowaniu dokumentacji i podstawianiu nieuprawnionych do rywalizacji uczestników zawodów w miejsce uprawnionych. Wstawia się przykładowo Nowaka za Kowalskiego, bo Nowak jest lepszy w danej dyscyplinie lub po prostu jest starszy niż dopuszcza regulamin zawodów, a co za tym idzie jest szybszy, silniejszy, lepiej wyszkolony. W sporcie dziecięcym i wczesnomłodzieżowym taki zawodnik potrafi bez problemu wygrać konkurencję lub całkowicie zmienić obraz gry w meczu piłki nożnej, koszykowej czy ręcznej.
    By jednak wstawić takiego zawodnika lub ucznia do rywalizacji trzeba okłamać organizatorów zawodów i pozostałych uczestników imprezy, a tam, gdzie to jest konieczne, sfałszować legitymację szkolną lub kartę zawodniczą. Można też ewentualnie wykorzystać drobne podobieństwo, o które w młodym wieku nietrudno, zwłaszcza, gdy na przykład karty zawodnicze lub legitymacje wyrabiane były 4-5 lat wcześniej. Wtedy nawet 12-letni Kowalski może wyglądem niewiele mieć wspólnego z 8-letnim Kowalskim dla osób, które go w ogóle wcześniej nie znały.
    Jeszcze tylko mały drobiazg. 14-letni Nowak musi udawać 12-letniego Kowalskiego, podpisać za niego (oczywiście jego nazwiskiem) protokół zawodów, kapitan drużyny oraz kierownik lub trener potwierdzić podpisem prawdziwość danych, a reszta drużyny wołać na kolegę Adam zamiast Robert i cieszyć się ze zdobywanych przez niego bramek lub koszy.
    Podobne sytuacje zdarzają się, gdy przykładowy Kowalski - bardzo dobry zawodnik będący filarem drużyny, zostanie ukarany w meczu piłki nożnej czerwoną kartką (np. za wyjątkowo niesportowe zachowanie) i usunięty z boiska. Kolegium dyscyplinarne organizacji prowadzącej rozgrywki wyklucza obwinionego z pięciu najbliższych meczów a bez niego drużyna - zdaniem trenera - traci 40% swojej mocy. Jak temu zaradzić? Wdrożyć w życie opisaną już wcześniej procedurę i liczyć, że się uda.
   
Dlaczego dochodzi do takich wykroczeń?
    Powodów jest wiele. Jednym z głównych jest to, że często z dziećmi czy młodzieżą pracują ludzie przypadkowi, bez przygotowania specjalistycznego czy pedagogicznego. Tacy trenerzy czy opiekunowie często nie potrafią osiągnąć stawianych sobie celów, gdyż nie wiedzą jak to zrobić. To, że ktoś jest wieloletnim działaczem, lub sam gdzieś, kiedyś kopał piłkę, nie musi oznaczać, że będzie umiał tego kogokolwiek nauczyć (choć wielu jest wspaniałych ludzi, bardzo dobrze pracujących i współpracujących z młodym pokoleniem, mimo braku jakiegokolwiek fachowego przygotowania). Oczekiwane efekty trudno jest bowiem osiągnąć nawet bardzo dobrym i bardzo dobrze przygotowanym trenerom czy nauczycielom, gdyż owoce pracy zbiera się czasami dopiero po paru latach, a niekiedy nie zbiera się w ogóle, na co wpływ ma wiele czynników. Trzeba tylko o tym wiedzieć, umieć wychwycić i ocenić te czynniki i z pokorą wyłapywać swoje błędy i braki. Nawet najlepsi fachowcy muszą wciąż doskonalić swój warsztat pracy, by nie pozostawać z tyłu.
    Drugim z powodów jest niska kultura etyczno-moralna niektórych pracujących z młodym pokoleniem osób. Jeżeli dołączymy do tego chorobliwe ambicje, będziemy mieli trenera dążącego do zwycięstwa za wszelką cenę. Są to często ludzie nie spełnieni w życiu, tacy, którzy sami niewiele osiągnęli a swoje zapędy do sukcesów przelewają teraz na dzieci swoje lub sobie powierzone. Dla nich karalne sądownie fałszowanie dokumentów i namawianie do tego dzieci jest tylko drobnym oszustewkiem, a usprawiedliwieniem stwierdzenie, że wszyscy tak robią.
    Kolejnym powodem postępowania demoralizującego są oczekujący sukcesów działacze, sponsorzy, przyjaciele klubu, sekcji czy szkoły oraz sami rodzice. Każdy chciałby, by jego drużyna czy jego dziecko wygrywało, by o klubie czy sekcji dobrze pisano w gazetach a zwycięzcy na koszulkach reklamowali regionalnego producenta doniczek czy kuchenek mikrofalowych. Niestety, wielu nie jest zainteresowanych, jak sekcja sukces ten osiągnęła, albo przymyka oko lub nawet popiera trenera oszusta. Tylko jak się wyda, wszyscy twierdzą, że... nic nie wiedzieli o tak gorszącym, okropnym i skandalicznym działaniu trenera.
    Jest jeszcze kilka innych powodów, takich jak żenujący często poziom sędziowania czy obniżający się stopień zainteresowania dzieci i młodzieży sportem, zwłaszcza tym, który wymaga systematycznej pracy, solidności, obowiązkowości, wytrwałości i w jakimś stopniu podporządkowania się ustalonym regułom, zasadom i wymogom. Młodzi chcą się bawić, grać, rywalizować, a szkolenie jest trudne i żmudne. Wielu się zniechęca, rezygnuje, albo wyraża niezadowolenie, bo zajęcia nie wyglądają tak jak by chcieli, bo klub nie daje butów, dresów, pieniędzy, bo nie organizuje wyjazdów na turnieje zagraniczne itp. Rzadko kto zapyta, co on może zrobić dla klubu, sekcji, szkoły. A przecież sport w wieku szkolnym to nie tylko rekreacja, to także inwestycja. Może kiedyś z uzdolnionego, wytrwałego, pracowitego i mądrego 8-letniego Kowalskiego wyrośnie dorosły koszykarz zarabiający na życie zdobywaniem punktów.
    Trudną i niewdzięczną rolę trenera, opiekuna, wychowawcy znam. Wiem, ile zachodu wymaga zorganizowanie czegokolwiek oraz prowadzenie systematycznych zajęć i wiem, jak często można usłyszeć słowa krytyki i niezadowolenia, a jak rzadko raczeni jesteśmy prostym "dziękuję". Wiem też, jak denerwujący bywa sędzia nieudacznik czy oszust, marnotrawiący naszą wieloletnią ciężką pracę. Ale wiem też, ile szkody wyrządza w psychice młodego ucznia-sportowca jedna błędna decyzja trenera, który ma być przede wszystkim autorytetem i wzorem uczciwości.
   
Wyniki, wyniki, wyniki
    W grupach dziecięcych, czy młodzieżowych, dążenie do osiągania wyników za wszelką cenę jest totalnym nieporozumieniem. Najważniejsze są, wspomnę o tym raz jeszcze, działania wychowawcze i szkoleniowe. Kształtowanie postaw, nawyków i szerzenie idei godnych sportowca, zagospodarowywanie wolnego czasu w sposób zorganizowany oraz wyposażenie podopiecznych w umiejętności techniczno-taktyczne i dbałość o rozwój cech motorycznych to zadania priorytetowe. Ile warta jest drużyna, która w różny sposób wygrywa zawody, jeżeli na treningach, czy zajęciach pozalekcyjnych ćwiczy paru uczestników. Rywalizowałem już z zespołami, które nadspodziewanie dobrze radziły sobie na początku rozgrywek, a pod koniec wycofywały się lub oddawały punkty walkowerem, bo nie mogły zebrać wymaganej liczby zawodników, by rozegrać mecz. Widziałem też opiekunów, dla których nieważne było, jak młody sportowiec zachowuje się na boisku, czy poza nim. Byle zdobywał punkty, bramki i wygrywał. Wstawianie na lewą kartę zawodnika, który parę dni wcześniej ukarany został czerwoną kartką za wybitnie niesportowe zachowanie jest dobrym tego przykładem. Nie dość, że pochwala się w ten sposób postępowanie świadczące o złym wychowaniu, to jeszcze nakłania się młodego człowieka do popadania w konflikt z prawem. A przecież uprawianie sportu w grupach młodzieżowych ma być tylko etapem pośrednim na drodze do sportu dorosłego. Tam dopiero ważne są wyniki, choć i tam nie można osiągać ich za wszelką cenę.
   
Czy winien tylko trener?
    Jak już wspomniałem wcześniej, rękę do oszustw przykłada zawsze więcej osób. Teraz chcę jednak zwrócić uwagę rodzicom i samym młodym sportowcom. Bez waszej pomocy ani szkoła, ani klub nie uzdrowi sytuacji. Sport dzieci i młodzieży na pierwszym miejscu powinien stawiać aspekt wychowawczy, a nie ma procesu wychowawczego bez podstawowego udziału głównych wychowawców, czyli rodziców.
    Jeżeli po boisku biega Jasiu Nowak udający Grzesia Kowalskiego, a na trybunach siedzi Jan Nowak i niekiedy też Grzegorz Kowalski i o wszystkim doskonale wiedzą, a mimo to biją brawo udanym zagraniom Jasia, to nikt już nie będzie w stanie wytłumaczyć tym dzieciom, że robią coś złego.
    A sami zawodnicy? Jeżeli cieszy ich zwycięstwo odniesione na drodze nieuczciwej rywalizacji, jeżeli taka wygrana przynosi im satysfakcję, to na wiele rzeczy jest już za późno. I jeżeli w kilkunastoosobowej drużynie nie ma choćby jednego sportowca, który miałby odwagę zaprotestować i powiedzieć, że w taki sposób on rywalizować nie będzie, to ta drużyna, ten klub, ta szkoła ma już wystawione świadectwo. I choć wiem, jak trudno jest się w tak młodym wieku przeciwstawić grupie, choć wiem, jak trudno jest czasami zrezygnować z czegoś, co się bardzo lubi i na czym komuś bardzo zależy, i wiem jak trudno jest przeciwstawić się dorosłemu opiekunowi-guru, mam ciągle nadzieję, że takich młodych sportowców będzie pojawiało się coraz więcej.
   
A czym to się może skończyć?
    Po pierwsze, rozprawą sądową. Znam klub, w którym podobne zdarzenia miały miejsce. Królem strzelców w rozgrywkach ligowych młodzików młodszych został zawodnik, który nie rozegrał ani jednego meczu. Wszystko wydało się jednak dopiero po interwencji rodzica utytułowanego zawodnika, a zakończyło wyrokiem.
    Po drugie, wysokimi odszkodowaniami. Jeżeli podczas zawodów nie uprawniony do gry sportowiec ulegnie kontuzji, lub w starciu z nim kontuzji nabawi się inny zawodnik rodzice mogą wnieść sprawę o wysokie odszkodowania. A o kontuzję w starciu ze starszym, silniejszym i pewnym siebie przeciwnikiem nietrudno, zwłaszcza w przedziale wiekowym, w którym rok czy dwa stanowią ogromną różnicę rozwojową młodego organizmu.
    Po trzecie, oszust zawsze traci autorytet, a dzieci do końca życia będą pamiętały i opowiadały, jak to ich nauczyciel, trener czy opiekun oszukiwał.
    Po czwarte, stracić można całą drużynę. Solidni, ale mniej sprawni niż starszy kolega zaczną się wykruszać. Nie będzie żmudnie trenowało dziecko, które mimo solidności, systematyczności i zaangażowania nie startuje w zawodach, będących zawsze sprawą najważniejszą, a w jego miejsce grać będzie inny, nie trenujący, ale lepszy, bo starszy.
    Poza tym stracić można cały punktowy dorobek rywalizacji, krzywdząc w ten sposób innych lub pracę i dobre imię w środowisku, o ile oczywiście takowe się ma.
    I jeszcze jedno. Szkoły czy kluby, które raz zostaną przyłapane na oszustwie, często przestają być zapraszane na imprezy rekreacyjno-sportowe. A jeśli już trzeba z nimi rywalizować to zawsze inni ostrzegają - tylko uważajcie, bo tam oszukują. I tu znowu tracą dzieci.
   
Na zakończenie
    Chcę podzielić się jeszcze jednym faktem, który mnie bardzo kiedyś zastanowił. Po wypłynięciu na światło dzienne afery, o której wcześniej wspomniałem, dotyczącej króla strzelców, powiadomiony organ prowadzący rozgrywki stwierdził, że to nie jego sprawa, bo upłynęło już wiele tygodni i minął termin składania protestów. Żadnych kar, żadnych wykluczeń, żadnego pozbawienia możliwości prowadzenia drużyn ze strony instytucji organizacyjnej.
    Poza tym już niejednokrotnie czytałem informacje o przyznawanych walkowerach za wprowadzenie do gry nieuprawnionego zawodnika, ale nigdy nie czytałem o wydanym przez organ prowadzący rozgrywki zakazie szkolenia drużyn (zwłaszcza młodzieżowych) przez trenera-oszusta. Może o tym się po prostu nie pisze i nie informuje inne kluby, bo nie chce mi się wierzyć, że tej kwestii dana instytucja w ogóle nie porusza.
    Dzisiaj, w dobie afer, korupcji, wyłudzeń, oszustw, uczciwość powinna być sprawą priorytetową zwłaszcza w pracy z dziećmi i młodzieżą. Jeśli nie będziemy zwracać uwagi na tak ważne wartości, wciąż będziemy narzekać, jaka ta młodzież jest źle wychowana. Zapominamy jednak o tym, że to my, dorośli, jesteśmy ich wychowawcami.
    Poruszyłem ten temat po to, by zwrócić uwagę społeczności sportowej i zachęcić do refleksji. Wiem, że zdecydowana większość trenerów, nauczycieli, opiekunów i wychowawców to prawdziwie oddani dzieciom i młodzieży zapaleńcy, którzy poświęcają wolny czas, w jakimś stopniu rodzinę a często też własne pieniądze, by dać podopiecznym alternatywę dla agresywnej i niebezpiecznej ulicy. Dzięki nim dzieci mogą spędzać wiele godzin w sposób zorganizowany, pod fachową opieką. Dzięki nim rodzice mogą być spokojni o swoje pociechy i dumni z ich osiągnięć. Dzięki nim młode pokolenia uczą się szacunku, radości, pokory, uczciwości, systematyczności, obowiązkowości, pracowitości, współpracy i wszystkiego, co może pomóc im w życiu dorosłym. I właśnie tę zdecydowaną większość nawołuję do podejmowania walki i wyraźnego przeciwstawiania się czarnym owcom w naszym stadzie.
Mariusz Kolasiński
Pałuki nr 616 (49/2003)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry