Nie wiadomo jeszcze, kto zabił Stanisława O.
   
    W Żernikach, wsi położonej przy trasie Żnin - Janowiec, zdarzyła się tragedia, która wstrząsnęła okolicą. - Czy niewielkie pieniądze i telefon komórkowy warte były ludzkiego życia? - zastanawiają się roztrzęsieni żerniczanie. Na niedzielnej mszy modlili się, by zabójcą nie okazał się nikt z ich otoczenia.

    Wielu mieszkańców na miejsce tragedii przybyło za jadącym na sygnale radiowozem. Kierowcy jadący za policją spodziewali się wypadku drogowego, nie tragicznej śmierci 83-letniego mężczyzny.
    - Dla nas to jest ogromną tragedią. Taki spokojny, życzliwy i przezorny człowiek. Jak mogło dojść do takiej tragedii? - zastanawiają się mieszkańcy Żernik.
   
PIĄTEK BYŁ NORMALNYM DNIEM
    83-letniego Stanisława O. znalazła w sobotnie popołudnie 18 stycznia w jego własnym domu Teresa Adamska, sąsiadka, która od kilku lat opiekowała się staruszkiem.
    - Poszłam, jak każdego dnia, by napalić w piecu, ogarnąć w mieszkaniu. Zadziwiła mnie panująca w kuchni ciemność, przypuszczałam, że Stanisław pali w piecu, gdyż przyszłam trochę później niż zazwyczaj, bo byłam tego dnia w pracy. Pukałam do drzwi, wołałam, nadusiłam klamkę i zobaczyłam go leżącego w korytarzu. Wybiegłam na ulicę, krzyczałam, zbiegli się ludzie, wezwano policję i pogotowie. Niestety, nie było już ratunku, lekarz stwierdził zgon - opowiada ze łzami w oczach Teresa Adamska.
    Bezinteresownie pomagała ona staruszkowi od kilku lat, kiedyś o to poprosił ją Szczepan O., brat tragicznie zmarłego. Oprócz niej pomocą służyła również druga sąsiadka Maria Sztylke, wspólnie doglądały dwóch samotnych, osiemdziesięcioletnich braci. Kiedy przed blisko czterema laty zmarł Szczepan, Stanisław pozostał sam.  
    - Bardzo przywiązałam się do pana Stanisława, on do mnie też, traktował mnie jak członka rodziny, kazał na siebie mówić "dziadek". Samotny wyczekiwał, kiedy wrócę z pracy i do niego wejdę. Często opowiadał mi wydarzenia sprzed wielu lat - mówi opiekująca się nim kobieta.
    W piątek rano Stanisław O. jako osoba bardzo religijna uczestniczył we mszy św., tego dnia odwiedził go też sołtys w celu skompletowania dokumentów do rozliczenia podatku rolnego, po południu był z sąsiadem u dentysty, wieczorem odwiedziły go Teresa Adamska i Maria Sztylke.
   
W SOBOTĘ JUŻ NIE ŻYŁ
    W sobotę już nie żył. Jego mieszkanie zostało splądrowane, z szaf powyrzucano rzeczy i dokumenty, mężczyzna związany był taśmą samoprzylepną, nie było jednak śladów krwi. Leżał w bieliźnie, co dowodzi, że mężczyzna przygotowany był już do snu, bądź że został zbudzony.
    Przybyły na miejsce lekarz nie mógł jednoznacznie stwierdzić, co spowodowało śmierć. Przyczyną mogło być uderzenie w głowę (na ciele nie było widocznych obrażeń), nie wykluczano również zawału serca, który mógł spowodować stres związany z napadem.
   
MUSIAŁ TO ZROBIĆ KTOŚ ZNAJOMY
    Mieszkańcy wsi twierdzą zgodnie, że do mieszkania musiał wtargnąć znajomy Stanisława O. Budynek stoi na skrzyżowaniu dwóch dróg - prowadzącej ze Żnina do Janowca i z Żernik do Tonowa, kilkanaście metrów od żernickiego rynku.
    Brak jakichkolwiek śladów włamania i otwarte drzwi dowodzą, że sprawcę ofiara wpuściła do mieszkania. Dowodem na to, że był to znajomy - zdaniem mieszkańców - jest fakt, że nikogo obcego staruszek do domu nie wpuszczał, zawsze zabezpieczał drzwi. Kiedyś został okradziony i od tego czasu stał się nieufny.
    - Kiedy przychodziłem do niego w sprawie podatku, czy w odwiedziny, mimo że znał mnie od dziecka, zawsze upewniał się przez drzwi kim jestem, dodatkowo sprawdzał przez kuchenne okno, a i to mu nie starczało. Odkluczał drzwi, wyglądał i dopiero zwalniał zabezpieczający wejście łańcuszek. Tak postępował z wszystkimi. Kogo nie znał, nie wpuścił - mówi sołtys Wojciech Warkoczewski. - Kiedy wchodziłem do mieszkania, przekluczał za mną patent w drzwiach upominając mnie, że należy być ostrożnym. Sam oprócz klucza i patentu miał jeszcze łańcuszek dla własnego bezpieczeństwa - dodaje sołtys.
   
MOŻE KIEROWCA WIŚNIOWEGO AUTA?
    Z mieszkania zginął telefon komórkowy i pieniądze.
    Stanisław O. mieszkał samotnie. Miał niewielką emeryturę - zaledwie kilkaset złotych. Te pieniądze starczyły mu na skromne życie. Dlaczego stał się ofiarą rabunku, nie wiadomo. Mieszkańcy mówią o pieniądzach, jakie miał otrzymać w czwartek, zastanawiają się, czy to nie one zwabiły złodzieja.
    Podejrzenia mieszkańców są różne. Uwagę sołtysa Wojciecha Warkoczewskiego i jego żony Alicji przyciągnęło wiśniowe, zagraniczne auto, które kilka minut po siódmej rano w sobotę stało dwieście metrów za zabudowaniami zmarłego, przy drodze w kierunku Żnina.
    - Mamy okna wprost na tę drogę, widzieliśmy ten samochód, ale nawet przez myśl nam nie przeszło nic złego. Samochód postał czas jakiś i odjechał, nie obserwowaliśmy go cały czas, trudno nam więc powiedzieć, czy ktoś do niego wsiadał i skąd przyszedł - mówi żona sołtysa.
   
JEDEN PODEJRZANY W ARESZCIE
    Przez kilka dni po zdarzeniu we wsi była policja, przesłuchiwała mieszkańców. Jak udało się nam ustalić, w areszcie był jeden podejrzany, ale został we wtorek zwolniony. Rzecznik prasowy komendy policji Piotr Stachowiak z uwagi na dobro śledztwa ograniczył się w swej wypowiedzi do raportu, z którego dowiadujemy się, że zwłoki leżącego w korytarzu 83-letniego, samotnie mieszkającego mężczyzny ujawniła sąsiadka. Czynności przeprowadzone na miejscu zdarzenia nie pozwoliły na stwierdzenie bezpośredniej przyczyny zgonu, jednak okoliczności wskazują na działanie przestępcze. Postępowanie w tej sprawie prowadzą policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Żninie.
   
MIESZKAŃCY WSPOMINAJĄ
    Wszyscy mieszkańcy wsi są zgodni, że był to dobry i uczynny człowiek. Dużo czytał, miał wiele własnych książek, inne wypożyczał w bibliotece. Prawie każdego dnia uczestniczył we mszy św., pomagał tym, którzy potrzebowali pomocy.
    Był mądrym człowiekiem, dużo czytał, malował obrazki, zapamiętywał obraz i przenosił go na papier, potrafił zarówno namalować drzewo, które zobaczył, jak i twarz, stosował diety, lubił spacery, jeździł rowerem. Mimo swego wieku miał dobry wzrok i pamięć, którą zadziwiał wielu, sam jeszcze jeździł PKS-em do miasta na zakupy - tak wspominają Stanisława O. mieszkańcy Żernik.
    Teraz całe obejście zaplombowane jest pieczęciami policyjnymi. Pusto. Przed domem stoi tradycyjny, wiejski krzyż.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 570 (3/2003)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry