Iwona Kulawiak, pedagog w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Piechcinie przyznała, że było w ostatnich dwóch latach kilka niepokojących zdarzeń szkolnych, a w tle przejawiała się zawsze osoba "Chomika" fot. Karol Gapiński

Prawie 3 gramy amfetaminy i 6 tabletek   
   
    Oskarżony o posiadanie narkotyków twierdzi, że miał je wyłącznie na własny użytek. Dlaczego zatem było ich tak dużo, że spokojnie starczyłoby ich na libację narkotykową dla wielu osób? Czy oskarżony może mieć związek z rozprowadzaniem substancji odurzających? Na te pytania w sprawie człowieka zwanego "Chomikiem" musi teraz dać odpowiedź skład orzekający w Sądzie Rejonowym w Szubinie.

    Wszystko zaczęło się w kwietniowy czwartek. Dwunastoletni Grzesiu T., mieszkaniec starego osiedla za torami w Piechcinie, szedł do szkoły. Niedaleko domu sąsiadującego z jego własnym znalazł woreczek z jakimś suszem. Dodajmy, że obydwa budynki są kilkurodzinne.

    Chłopiec chwalił się swym znaleziskiem kolegom. Zresztą niektórzy z wędrujących do szkoły sami widzieli, jak Grzegorz znalazł woreczek. Była to klasyczna dealerówka, w jakie handlarze narkotyków pakują substancje odurzające, przeznaczone do czarnorynkowej sprzedaży detalicznej.
    TO NIE RUMIANEK
    W szkole zainteresowano się znaleziskiem Grzegorza. Wezwana została policja. Sprowadzono również mamę chłopaka, Krystynę Łybek (zdecydowała się ujawnić swoje personalia).  
    - "Momentalnie zrobili z mego syna posiadacza narkotyków. Mówiłam policjantowi, że mój syn nie bierze narkotyków, bo to jest śmierć i ja to sprawdzam, czy moje dzieci nic nie biorą" - mówi Krystyna Łybek. Policjant R. z posterunku w Barcinie, który przybył do Piechcina uspokajał Krystynę Łybek.  
    - "Powiedział, żebym się nie martwiła, bo w woreczku jest suszony rumianek. I zabrali tę substancję do badań. Policjant nie mówił prawdy. Niedługo przyszło do mnie pismo, że susz znaleziony przez syna to marihuana, a nie żaden rumianek. No i zawiadamiano, że sprawa skierowana zostaje do Wydziału dla Nieletnich przy Sądzie Rejonowym w Szubinie. Mój syn stał się dla nich posiadaczem" - wspomina Krystyna Łybek.
    Matka nie wierzyła w winę syna. Ma do niego bezwzględne zaufanie i była przekonana, że woreczek znalazł przypadkowo i nie wiedział, z czym ma do czynienia. Zwróciła też uwagę na pewną zastanawiającą dla niej okoliczność.
    ZEMSTA SĄSIADKI
    Otóż w sąsiednim budynku kilkurodzinnym przy jej ulicy mieszka Krzysztof O. (lat 27). To właśnie w okolicy tamtego budynku Grzesiu znalazł woreczek.
    - "Ale przecież wszyscy wiedzą w Piechcinie, że O. handluje narkotykami. Widać, jak przyjeżdżają do niego jakieś podejrzane typy. On sprzedaje śmierć" - rzuca oskarżenie Krystyna Łybek.
    Krzysztof O. jest bardzo zdziwiony oskarżeniami Krystyny Łybek. Dziwi go to, że wiosną nagle zaczęła ona chodzić na osiedlu w Piechcinie, także do szkoły ponadgimnazjalnej, rozpowiadając, że Krzysztof O. ćpa i handluje narkotykami. Krystyna Łybek nie oszczędzała w tych pomówieniach również żony Krzysztofa O.
    Sąsiad Krystyny Łybek wskazuje, że nie był wcześniej skłócony z Krystyną Łybek, że prowadził wcześniej sklep spożywczy w Piechcinie i zdarzało się, że sprzedawał Krystynie Łybek na zeszyt artykuły spożywcze, wiedząc, że ma problemy finansowe.
    Kobieta potwierdza to i dodaje, że zawsze wszystkie długi regulowała. Mówili sobie na ulicy "dzień dobry". Jak wskazuje, ich relacje uległy znacznemu ochłodzeniu w wiosenny dzień, kiedy Grzegorz T. znalazł woreczek. - "Znałam O. 6, czy 7 lat i zawsze było między nami w porządku" - dodaje.
    Mężczyzna zarzuca Krystynie Łybek, że pomawia go w Piechcinie, i że podobnie czyni też jej córka, Mirosława T. (lat 16), w murach szkoły, do której uczęszcza. Dodajmy, że do czerwca chodziła do gimnazjum, a obecnie uczy się w I klasie miejscowego ogólniaka. Mężczyzna nie bardzo wie, dlaczego Krystyna Łybek tak czyni. Przecież woreczek z narkotykami, znaleziony przez jej syna koło domu sąsiada, nie powinien wiązać automatycznie osoby O. z rzekomym handlem substancjami odurzającymi. - "Ta kobieta mnie prześladuje. Wiem, że Krystyna Łybek mści się, bo uważa, że moja żona przyczyniła się do odebrania jej części praw rodzicielskich, bo jej córka była bita przez nią i chodziła posiniaczona" - skarży się i jednocześnie atakuje Krzysztof O. Taką argumentację przedstawił oficjalnie przed Sądem Rejonowym w Szubinie - gdzie zasiadł w ławie oskarżonych w ostatni poniedziałek - w słowach kierowanych do przewodniczącej składu orzekającego, Ewy Sozańskiej-Walczak.
    Krystyna Łybek jest zdziwiona argumentacją O. w sprawie ograniczenia jej praw rodzicielskich przez sąd. - "Sama zwróciłam się o ograniczenie praw rodzicielskich po śmierci ich ojca przed kilkoma laty. Został on zabity" (śmierć T. nastąpiła w Pakości w niejasnych okolicznościach na schodach w kamienicy; prawdopodobnie został pobity ze skutkiem śmiertelnym przez nieustalonych sprawców - przypis kg) - zauważa pani Łybek.
    O. sugeruje, że Krystyna Łybek nadużywa alkoholu i być może stąd wymyśla niestworzone historie o nim i jego żonie. Krystyna Łybek ripostuje, że to państwo O. są często odurzeni narkotykami, bądź alkoholem. Krzysztof O. dodaje na swą obronę, że rozpowszechniając pomówienia w m.in. szkole ponadgimnazjalnej Krystyna Łybek czuje się pewnie, bo chwali się, iż dobrze zna radnego Barcina Alfreda Lewandowskiego, dyrektora Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Piechcinie.
    - "Zapewniam, że pani Łybek nie ma u mnie "pleców" - stwierdza dyrektor.
    KTO JEST CHOMIKIEM
    Zapytałem dyrektora Alfreda Lewandowskiego, czy jest mu znany Krzysztof O., zaprzeczył. Zadałem następne pytanie: Zna pan "Chomika"? - Aaa, "Chomik". Pewnie, że znam" - dyrektor zareagował natychmiast. - "Jest taki mężczyzna zwany "Chomik", o którym wiadomo w Piechcinie, że można u niego dostać narkotyki.  Młodzież w szkole słysząc o chomiku na lekcji biologii, znacząco się uśmiecha i żartuje sugerując z czym kojarzy się jej to słowo. A to mówi pan, że "Chomik", to Krzysztof O.?" - pyta Alfred Lewandowski.
    O "Chomiku" mówią w Piechcinie różni ludzie, często nie kojarzą tej ksywki z Krzysztofem O.  
    - "Chomik" to pan O., który jest tenisistą" - przypomina sobie jeden z pytanych przeze mnie chłopców.
    Zapytany przeze mnie działacz "Zagłębia" Piechcin potwierdził, że tenisista Krzysztof O. już od dawna nazywany był "Chomikiem" wśród kolegów z drużyny. Działacz nie potrafił jednak wyjaśnić, dlaczego O. nosi takie przezwisko.
    CZYSTY DO PAŹDZIERNIKA
    Zdaniem Krystyny Łybek zanim jej syn znalazł narkotyki, policja już wiedziała, że O. handluje substancjami odurzającymi. - "Głosiłam to na policji ja i sąsiedzi" - mówi Krystyna Łybek.
    I rzeczywiście, narkotyki przy O. policja znalazła, ale nie przed kwietniem 2005 r. Wiosną Krzysztof O. wciąż był czysty przed prawem. O tym jednak za chwilę. W każdym razie aspirant Mirosława Adamczyk, rzecznik prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie zaprzeczyła, by przed 1 października br. u Krzysztofa O. znaleziono kiedykolwiek substancje odurzające. Nie było też przed tą datą wobec O. żadnego postępowania wyjaśniającego w sprawach narkotykowych.
    Po wykryciu przez policję na początku października narkotyków, które posiadał Krzysztof O., faktycznie można mówić o ich chomikowaniu. Otóż w około 10 dealerówkach były prawie 3 gramy amfetaminy oraz 6 tabletek, popularnie zwanych w środowisku konsumentów i sprzedawców narkotyków, ekstazą ("ecstazy", "xtc", "tabsy", "dropsy", "piguły" i inne nazwy). O ile nie ma żadnych domieszek, jest to ta sama substancja o nazwie MDMA, którą w 1913 r. wynalazła niemiecka farmaceutka Merck. Opatentowała ona tę substancję jako środek owadobójczy, zaopatrując jednocześnie w ulotki ze skutkami ubocznymi przez MDMA powodowanymi.

    W drugiej połowie ub. stulecia wykryto narkotyczne efekty stosowania MDMA. Po zastosowaniu powoduje ona wzrost empatii czyli wczuwania się w innych. Kiedy "drops" przestaje działać, odczuwa się dotkliwą depresję. Powinni na to zwracać uwagę u swoich dzieci rodzice, bo takie zmienne nastroje mogą świadczyć o zażywaniu tabletek "ecstasy". Jest to oczywiście, przy wielokrotnym stosowaniu, narkotyk wyniszczający organizm.  
    Z kolei amfetamina jest sproszkowana. Jest to także substancja pobudzająca.
    URODZINY "CHOMIKA"
    Krzysztof O. opowiada, że narkotyki - znaleziono u niego dokładnie 2,81 g amfetaminy w woreczkach oraz 6 dropsów o wadze łącznej 1,62 g - kupił 1 października na Targowisku Miejskim w Inowrocławiu od mężczyzny w średnim wieku, nieznanemu sobie, którego nie potrafi opisać w sposób szczegółowy. "Chomik" dodaje, że kupił narkotyki wyłącznie na własny użytek. Dodajmy, że przy takiej ilości, jaką policja odnalazła u O., byłby to wielokrotny użytek dla jednej osoby. "Chomik" kilka dni wcześniej, bo 21 września, miał urodziny i - jak tłumaczył - postanowił je uczcić zażywając narkotyki.
    Był pierwszy weekend października. W Piechcinie spotkał miejscowych kolegów: W. oraz D. Wspomniał o swoich urodzinach, była sobota, postanowili się zabawić przy alkoholu. Panowie pili piwo m.in. w lokalu "Gwarek". - "Wypiliśmy kilkanaście piw, nie wiem ile dokładnie, dokupowaliśmy piwo po kilka sztuk. Na koniec wzięliśmy jeszcze po piwie i idąc już do domów postanowiliśmy wypić jeszcze alkohol w parku" - mówi O.
    ZABAWY W PARKU
    Było około północy. Zarówno O., jak  i D. oraz W. przyznają, że byli już mocno pijani. Śpiewali, zachowywali się głośno. Tymczasem Piechcin patrolował nocą duet policjantów z Barcina: Tomasz Stefański i Krzysztof Kujawski, obydwaj w stopniach sierżantów sztabowych.  
    Na ul. 11 Listopada do funkcjonariuszy dobiegły z Parku 100-lecia krzyki i śpiewy. - "Poszliśmy do parku. Będąc tutaj, w świetle latarki zauważyliśmy grupę mężczyzn, którzy wstali i zaczęli na nasz widok odchodzić od ławki. Wzbudziło to nasze podejrzenia. Byli w widoczny sposób nietrzeźwi. Zatrzymaliśmy i wylegitymowaliśmy ich. W trakcie rozmowy, obok miejsca, gdzie na ławce siedział Krzysztof O., na ziemi był kubek z woreczkami, tzw. dealerówkami, tabletkami i lufką z pozostałością suszu w ustniku. Dokonaliśmy przeszukania tych osób.  Kolega powiadomił dyżurnego telefonicznie o podejrzanie wyglądających substancjach w kubku. Ustalono, że mamy mężczyzn zabrać na posterunek. Kubek dotykaliśmy w taki sposób, by nie zniszczyć śladów. Już w Barcinie przy użyciu gumowych rękawiczek rozpakowaliśmy zawartość kubka. Oskarżony twierdził, że to nie jest jego. Nie przyznał się" - relacjonuje Tomasz Stefański. Analiza laboratoryjna potwierdziła, że są to narkotyki.
    DLA SIEBIE CZY DLA KOLEGÓW?
    Później jednak "Chomik" przyznał, że "amfa" i "piguły" były jego. Pani sędzia już na rozprawie zapytała go, dlaczego miał aż tyle narkotyków, skoro - jak twierdzi - były wyłącznie na własny użytek? O. odpowiedział, że być może chciał zaproponować kolegom D.i W. zażycie środków odurzających, ale kiedy kupował je w Inowrocławiu, to czynił to z myślą o sobie, a nie o wspólnym z kolegami uczczeniu swych spóźnionych urodzin.  
    Na te słowa przewodnicząca składu orzekającego zwróciła uwagę, że być może prokurator powinna zmienić zarzuty wobec oskarżonego, na posiadanie narkotyków nie tylko na własny użytek, ale też ich rozprowadzanie.

    "Chomik" natychmiast tłumaczył, że nie zaproponował ostatecznie zażywania narkotyków kolegom.
    - "Paliłem na studiach w Poznaniu marihuanę parę razy (Krzysztof O. ostatecznie legitymuje się jednak średnim wykształceniem - przypis kg). Tam dużo ludzi paliło trawkę. Już po studiach paliłem też trawkę w 2001 r. w dyskotece "Ibiza" w Inowrocławiu. Latem 2 lufki marihuany wypaliłem. To była głupota, chcę zakończyć swoją przygodę z narkotykami, mam małą córkę, żonę. Pracuję w hucie szkła w Inowrocławiu. Nie sądzę, bym był uzależniony" - kajał się przed sądem "Chomik".
    - "Prawie 3 gramy amfetaminy i 6 tabletek. Skoro pan tyle kupuje na własny użytek, to niech pan jednak zgłosi się do poradni uzależnień, do lekarza" - zasugerowała w odpowiedzi pani sędzia.
    Zeznający D., który pił alkohol z "Chomikiem" 1 października powiedział, że ciężko pracuje i o 400wstaje do pracy, więc nie ma czasu nawet, by myśleć o narkotykach. Dlatego gdyby nawet O. je zaproponował, to D. by nie skorzystał. Również W. potwierdza, że nie padła ze strony "Chomika" propozycja zażycia narkotyków.
    Sierżant sztabowy Izabella Drobniecka, rzecznik prasowy w Komendzie Policji Powiatowej w Inowrocławiu powiedziała, że o ile sobie przypomina, to akurat na miejscowym targowisku policjanci nie notowali w ostatnich latach zdarzeń narkotykowych. Jest to obecnie w statystykach policyjnych nawet nie do sprawdzenia, gdyż nie notuje się w nich miejsc, gdzie ujawniono narkotyki, a tylko liczby. Dyskoteki "Ibiza" już w Inowrocławiu nie ma. W 2001 r. jeszcze działała.
    DZIWNY ŚMIECH I PIANA Z UST
    Pedagog szkolny w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Piechcinie, Iwona Kulawiak potwierdza, że dochodziły do niej informacje o "Chomiku". Niektóre dzieci nie znały nawet jego nazwiska, ale wiedziały, że u "Chomika" można dostać narkotyki. Pani pedagog przyznaje, że najbardziej konkretne zarzuty wobec "Chomika" kierowała w rozmowie z nią tylko Krystyna Łybek. - "Jednak nawet pytając pewną osobę w Barcinie, niezwiązaną z Piechcinem, ani też z narkotykami w sposób bezpośredni, czy w ogóle słyszała coś o "Chomiku", to otrzymałam odpowiedź, że jest faktycznie taka osoba związana z narkotykami w Piechcinie" - powiedziała mi Iwona Kulawiak.
    Ponadto pani pedagog przyznała, że było w szkole kilka przypadków, gdy uczniowie N., a także T. oraz G. wzbudzali niepokój nauczycieli, gdyż widoczne były u nich objawy odurzenia. G. nie ćwiczył na lekcji wf. i śmiał się nie wiadomo dlaczego. T. stracił przytomność na lekcji historii i piana wydobywała mu się z ust.  
    Policja przyjeżdżała w tych przypadkach i badała uczniów na zawartość alkoholu. Wyniki były negatywne, ale policjanci nie posiadali narkotestów, więc w oficjalnej wersji chłopcy byli czyści. W każdym razie - co potwierdza pani pedagog - w tych przypadkach, podczas prób wewnątrzszkolnego wyjaśniania okoliczności zdarzeń zawsze przewijało się słowo "Chomik".
    - "W Piechcinie jest powiedzenie, że wszystkie drogi prowadzą do "Chomika"  - mówi mi szesnastolatka z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Piechcinie.
    Pani pedagog powiedziała jednak, że wprost nikt z uczniów o "Chomiku" nie mówi. - "Jedyne odpowiedzi to  takie w stylu: "Tak, słyszałem, że można dostać narkotyki, ale co mnie to obchodzi, ja nie biorę, więc nie będę mówił. To mnie nie interesuje" - relacjonuje swe rozmowy z uczniami Iwona Kulawiak.
    ZARZUT GRÓŹB KARALNYCH
    Krzysztof O. przyznał się przed sądem do posiadania narkotyków, ale prokuratura zarzuca mu również stosowanie gróźb karalnych.
    Otóż 1 września br. szedł z małżonką Eweliną O. oraz córeczką i sąsiadem Danielem N. ulicą, gdy natknął się na Krystynę Łybek. "Chomik" twierdzi, że kobieta celowo na niego wpadła. Miał jej wówczas powiedzieć w dosadnych słowach, że ma się od niego odczepić i nie nasyłać policji. Było około 10:00.
    Mirosława T., córka Krystyny Łybek oraz jej szkolna przyjaciółka Justyna P. widziały zdarzenie, gdyż wracały już ze szkoły po uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego.
    Tutaj dziewczyny były świadkami konfrontacji Krystyny Łybek z "Chomikiem". Mirosława T. zeznawała przed sądem: - "Chodzą w Piechcinie pogłoski, że pan O. handluje narkotykami. Widziałam na ul. Podgórnej przy lesie i przy polu mężczyzn, którzy wymieniali się substancjami. Nie było tam pana O., ale oni wspominali w tym kontekście o "Chomiku", a wszyscy wiedzą w Piechcinie, że to ksywka pana O".
    Według relacji Krystyny Łybek i jej matki oraz częściowo Justyny P., która po pierwsze nie znała O. osobiście (mieszka około kilometr dalej w Piechcinie Dolnym), a po drugie bała się i uciekła dalej, "Chomik" ostro zareagował 1 września na ulicy na spojrzenie Krystyny Łybek w jego stronę. Szesnastolatka mówiła na wyraźne polecenie sądu w poniedziałek dosłownie to, co wówczas słyszała.
    Dalej wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. "Chomik" przyłożył kobiecie pięść do twarzy i spowodował jej zachwianie. Krystyna Łybek zaczęła się osuwać do przydrożnego rowu. Nie upadła jednak.  
    - "Pan O. mówił, że (...) spali mi mieszkanie, wybije mi kły, albo naśle na mnie "czarnuchów", jeśli będę na niego nasyłała psów z psami. Ale ja psów z psami na niego nie nasyłałam. Jego żona mówiła mu w trakcie tamtej awantury, żeby przestał, bo świadkowie widzą" - tłumaczy Krystyna Łybek. - "Mama płakała, bała się później.

    Ja początkowo też się bałam. Obecnie przechodzę normalnie obok pana O., gdy się mijamy na ulicy" - mówi Mirosława T. Pozostaje to w sprzeczności z zeznaniami Krystyny Łybek, która twierdzi, że ona i dzieci do dzisiaj się boją O., i kiedy widzą na ulicy "Chomika", to kryją się w parku i w krzakach. Mirosława przyznała, że jeszcze przed końcem poprzedniego roku szkolnego O. raz ją zaczepił, ale po 1 września już nie miała z nim przykrych incydentów.
    CIĄG DALSZY
    Śledztwo w sprawie Grzesia, posiadacza znalezionych przypadkowo narkotyków w kwietniu i brata Mirki Prokuratura Rejonowa w Szubinie umorzyła.  
    "Chomik" przyznaje się jedynie do posiadania 1 października narkotyków. Do używania gróźb karalnych wobec Krystyny Łybek nie chce się  przyznać. Twierdzi, że to ona wpadła na niego celowo podczas mijania się na ulicy.  

Karol Gapiński
Tygodnik Barciński Pałuki nr 231 (50/2005)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry