Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President
Chcesz wysłać wiadomość do redakcji? Napisz na nasz adres e-mail

Najnowsze artykuły

loading...
Najnowsze artykuły

Najnowsze - uroczystości

loading...
Najnowsze - uroczystości

Najnowsze - w szkole

loading...
Najnowsze - w szkole

Najnowsze - na sygnale

loading...
Najnowsze - na sygnale

Najnowsze - sport

loading...
Najnowsze - sport
loading...
  Drogi
  Kultura
  Zdrowie
  Polityka
Strona tytułowa historii Polski autorstwa Erazma Glicznera fot. ze zbiorów autora

Urodzony na Pałukach Erazm Gliczner wiele lat poświęcił na rzecz porozumienia między wyznaniami protestanckimi w Rzeczpospolitej, a dziełem jego życia było doprowadzenie do podpisania Zgody Sandomierskiej, wyznaczającej wzorzec współistnienia i tolerancji w ogarniętej wojnami religijnymi Europie. Jako wybitny teolog zajmował się głównie sprawami wyznaniowymi, ale będąc człowiekiem renesansu jako pierwszy napisał w języku polskim dzieło o wychowaniu dzieci, a także podjął się spisania historii Polski.

31 października 2017 roku minęło 500 lat Reformacji. Tego dnia pięćset lat temu na drzwiach kościoła w Wittenberdze mnich-augustianin Marcin Luter (a właściwie Luder) miał przybić 95 tez, które zostały przez niego napisane, aby między innymi zakończyć haniebny proceder kupczenia odpustami, co miało sfinansować ogromne koszty budowanej nowej bazyliki św. Piotra w Rzymie. Na przestrzeni tych pięciuset lat wielu znakomitych Polaków było protestantami, wśród nich urodzony na Pałukach Erazm Gliczner, który znalazł się w towarzystwie m.in. takich osobistości polskiego życia kulturalno-politycznego jak Mikołaj Rej, Andrzej Frycz Modrzewski, Oskar Kolberg, Samuel Bogumił Linde, Józef Sowiński, Stefan Żeromski, Karol Wedel, Józef Piłsudski, Stefan Starzyński, Władysław Anders, Jan Łaski, który nawet został upamiętniony na pomniku Reformacji w Genewie, i można by tak wymieniać długo.
Wszyscy - katolicy i protestanci - mają obecnie problem, jak tę rocznicę obchodzić, jak ocenić z perspektywy lat Reformację, czy stworzyła ona podwaliny nowoczesności itp. Przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan kardynał Kurt Koch przypomniał, że niewątpliwie Marcin Luter wprowadził wiele elementów pozytywnych. Namiętnie poszukiwał Boga, był całkowicie oddany Chrystusowi. Dążył nie do podziału, lecz odnowy całego Kościoła, jednak nie zdołał tego uczynić.
Ten stosunek do Reformacji jest bardzo różny, ale jeden głos jest wspólny, skupmy się, aby dać mocny sygnał wspólnej wiary, ponieważ podstawowym postulatem Reformacji było skoncentrowanie się na Jezusie Chrystusie i poznaniu jego Ewangelii w zrozumiałym - ojczystym języku.
REFORMACJA W POLSCE
Ruch reformacyjny bardzo szybko znalazł zwolenników na terenach ówczesnej Rzeczypospolitej, ponieważ takie miasta pruskie jak Toruń, Gdańsk czy Królewiec stały się ostojami protestantyzmu i stamtąd ruch ten przenikał na ziemie polskie. Pierwszymi przedstawicielami Reformacji w Polsce byli bracia czescy, potem pojawili się luteranie, a później kalwini. Ruch reformacyjny na terenach dawnej Rzeczypospolitej rozwijał się w zasadzie w trzech obszarach geograficznych: w Wielkopolsce - między Kaliszem, Lesznem i Poznaniem oraz między Toruniem, Kruszwicą a Radziejowem na Kujawach; w Małopolsce i na Litwie.
W ówczesnym województwie inowrocławskim (powiat inowrocławski i bydgoski) zbory (lokalne wspólnoty - parafie, gminy) ewangelików, czyli luteranów, kalwinów i braci czeskich stanowiły 27% wszystkich parafii (na 41 parafii, 11 były zborami ewangelickimi, bracia arianie stanowili w owym czasie niewielki odsetek). Był to najwyższy odsetek w Królestwie, większy był tylko w niektórych obszarach na Litwie. Był tak wysoki, ponieważ na 73 senatorów w latach 1569–1580, ponad 30 (najwięcej 38 było w roku 1569) z nich było ewangelikami. Ruch reformacyjny miał w nich zatem ogromne wsparcie, głównie polityczne i finansowe. Potem ta liczba systematycznie spadała i w 1658 roku było ich tylko trzech, a w 1660 r. już żaden senator nie był ewangelikiem.
Niezwykle silny ośrodek ruchu reformacyjnego był na naszym terenie w Barcinie. Wojewoda inowrocławski Jan Krotowski założył w Barcinie zbór kalwiński już w 1560 r., a do wybitnych kaznodziejów tego zboru należał m.in. Jan Rybiński. W Barcinie przez dłuższy okres działała też szkoła kalwińska. Z kolei w Łabiszynie działał zbór luterański założony przez starostę inowrocławskiego Stanisława Latalskiego. W Radziejowie działał niezwykle prężnie, pod możnym protektorem Rafała Leszczyńskiego, zbór kalwiński od 1554 r. do 26 marca 1615 r. Ministrami (tak nazywano duchownych tego wyznania od Minister Verbi Divini – czyli sługa Słowa Bożego) tego zboru byli m.in. Daniel Mikołajewski i Świętosław Orzelski, znaczący działacze ruchu reformacyjnego w całej Rzeczypospolitej. Jeszcze w 1598 r. przy zborze w Radziejowie działała szkoła z 40 uczniami i trzema profesorami. Były też zbory w takich miejscowościach jak: Brzyskorzystew, Chomętowo, Kruszwica, Lisewo, Liszkowo, Ludzisko, Pakość, Pieranie, Żnin, Płowce czy Trląg. Wielu ministrów zborów z tych miejscowości brało czynny udział w synodach lokalnych, jak i generalnych, a ich podpisy widnieją pod ważnymi uchwałami podjętymi na tych synodach dla całego ruchu reformacyjnego w Polsce.
W Wielkopolsce w 1750 r. istniały jeszcze zbory luterańskie w ponad 120 miejscowościach, w większości były one niemieckie, oprócz jednego jedynego w Unrugowie (dzisiaj Kargowa w powiecie zielonogórskim, województwie lubuskim), którego patronem był Unrug, podstoli wschowski. To przodek admirała Józefa Unruga, którego ojciec Tadeusz Gustaw Unrug kupił majątek w Sielcu pod Żninem, hrabia Jerzy Unrug starosta gnieźnieński był kalwinem i założył w 1641 r. miejscowość Unrugowo. Dopiero w latach 50. XIX wieku rodzina Unrugów przeszła na katolicyzm.
POCHODZENIE ERAZMA GLICZNERA
Do wielkich propagatorów idei Marcina Lutra na terenach dawnej Rzeczypospolitej i Litwy należał urodzony na Pałukach Erazm Gliczner. Był on synem mieszczanina ze Żnina, Jakuba Glicznera, który być może był potomkiem mieszczanina Glicznara z Gniezna, po którym wdowa procesowała się w 1398 r. ze szlachcianką Przybysławą Sikorzyną. Jakub Gliczner ożenił się z Dorotą Ninińską, z którą miał czterech synów: Mikołaja, Erazma, Hieronima i Jakuba. Dwaj młodsi pozostali w Żninie, gdzie Jakub miał dom, lecz bardzo młodo umarł, bo w 1572 r. Hieronim też został w Żninie, a w pewnym momencie był burmistrzem miasta. Erazm urodził się prawdopodobnie w 1535 r. w Laskach Wielkich, niewielkiej miejscowości oddalonej od Żnina o około 15 km.
Pierwsze nauki pobierał w Żninie od prywatnych nauczycieli, a później on i brat Mikołaj uczyli się w słynnym w owym czasie gimnazjum w Złotoryi na Śląsku (w Goldbergu), którym kierował wybitny humanista tamtych czasów Walenty Trotzendorff. Gimnazjum to, z racji bliskości polskiej granicy, gromadziło uczniów nie tylko z pobliskiego Śląska, ale z Austrii czy Węgier, również z odległych miejsc Rzeczypospolitej. Szkołę otwarto 14 września 1522 r., a od 1531 do 1556 r. uczył w niej wspomniany Trotzendorff (nauczał już w niej w latach 1523-1527). Erazm i 4 lata od niego starszy Mikołaj uczyli się w Złotoryi, starszy brat trochę wcześniej a on prawdopodobnie w latach 1546-1552, ponieważ w latach 1552-1556 miasto to nawiedzały pożary, epidemie, głód, zatem szkoła nie mogła normalnie funkcjonować.
Tak Erazm Gliczner opisał swoją naukę w Złotoryi pod kierownictwem Trotzendorffa w Appellatia... (tytuły wydawanych w owym czasie dzieł były niezwykle długie) wydanej w Królewcu w 1598 r.: Były zacne szkoły i w nich nauczyciele zacni, tuż obok Polski, osobliwie w Goldbergu, gdzie on zacny doktor Walentin Trotzendorff preceptor mój szczęśliwie uczył. Z którego nauki Polska wszystka prawdą Bożą jest oświecona, zamnożona, i napełniona. Gdy była przywrócona światłość Ewangelii, w Śląskiej ziemi tych poślednich czasów. Naprzód nauka naprawiona na Śląsku jawnie na tym miejscu (w Goldbergu) jest przełożona, a gdy tam Szkoła rosła z kościołem, prędko stało się za pracą a pilnością Trotzendorffa, iż dobrze wyuczywszy tych, którzy byli z sąsiednich miejsc posłani, nasienia naprawionej nauki w Śląsku a w przyległej Polsce szczęśliwie wszędzie były rozsiane i rosły.
Z przytoczonego tekstu jednoznacznie wynika, że to w tej szkole spotkał się z tezami Marcina Lutra i stały się one mu bliskie już na całe życie.

Wpis Erazma Glicznera na stronie tytułowej jego dzieła „Appellatia...“ fot. ze zbiorów autora


KONTAKTY Z KSIĄŻĘTAMI SŁUCKIMI
Zapewne pogłębiły jego przekonania co do reformy Lutra studia w Królewcu, na które w roku 1554 się zapisał. Prusy Książęce już od 1525 r. były protestanckie, a książę Albrecht Hohenzollern od początku lat dwudziestych XVI wieku utrzymywał kontakty z Marcinem Lutrem, skłaniając się coraz bardziej ku reformacji. Książę od tego czasu stał się również istotnym propagatorem protestantyzmu w Rzeczypospolitej i na Litwie, utrzymywał w tym celu szerokie kontakty z wpływowymi ludźmi, był mecenasem polskich i litewskich artystów, uczonych, fundował różne stypendia młodym wyznawcom luteranizmu, którzy studiowali w Królewcu.
Książę Albrecht w 1542 r. utworzył w Królewcu gimnazjum a w 1544 r. uniwersytet zwany Collegium Albertinum (tzw. Albertnę), który miał szerzyć oświatę humanistyczną w duchu protestanckim. Już na pierwszy semestr zapisało się 300 studentów, w tym np. 16 z Gdańska. Nie bez kozery nazywano uczelnię Wittenbergą Wschodu. Zapisał się też tam nasz bohater jako Erasmus Glitzner Znanius Polonus, i był immatrykulowany 31 grudnia 1554 r. Czasem później podpisywał się jako Erasmus Glicznerus Znenensis lub Znenius.
Wielu badaczy domniemywa, że do Królewca udał się z listami polecającymi do księcia pruskiego Albrechta od możnych swoich protektorów, książąt słuckich, co wskazuje, że musiał przebywać na ich dworze już wcześniej, od roku 1552, czyli zaraz po ukończeniu gimnazjum w Złotoryi.
Księstwo Kopylsko-Słuckie było odrębną dzielnicą w Rusi Kijowskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. W tamtych czasach należało do potężniejszych państw magnackich w Rzeczypospolitej. W 1395 r. książę Witold nadał je swemu stryjecznemu bratu księciu Włodzimierzowi Olgierdowiczowi, co zapoczątkowało dynastię książąt Olelkowiczów-Słuckich. Kiedy zawitał na ich dwór Erazm Gliczner, dobrami tymi zarządzał po śmierci swego ojca księcia Jerzego w 1542 r., Semen Olelkowicz aż do śmierci, czyli do 1560 r., a po nim przejął księstwo Jerzy Olelkowicz do 1578 r. Ten ostatni był tylko 4 lata starszy od Erazma, a zmarł w 1578 r. Jak znaczący w owym czasie był to ród, niech świadczy fakt, że w ich dobrach żyło wówczas około 40 tys. poddanych, a Semen i Jerzy wystawili w 1557 r. poczet w liczbie 1.200 jeźdźców, a w 1567 r. książę Jerzy przyprowadził ze sobą na popis przed wyprawą radoszkowicką (w czasie II fazy wojny litewsko-rosyjskiej w latach 1558-1570, wówczas Zygmunt II August pod Radoszkowiczami niedaleko Mińska zebrał na demonstrację siły 47 tys. wojska, licząc, że tym pokazem siły wywoła bunt i powstanie w Rosji) 478 koni i 300 drabów, co stanowiło drugi pod względem liczebności prywatny poczet, po wojewodzie wileńskim Mikołaju Krzysztofie Radziwille Sierotce.
Ojciec obu książąt Jerzy Olelkowicz, kiedy w październiku 1529 r. wynoszono na tron litewski Zygmunta Augusta, siedział po prawej stronie króla. Dopiero Unia Lubelska doprowadziła do zmian w hierarchii w elicie magnackiej Rzeczypospolitej i Litwy. W tamtym czasie książęta słuccy rywalizowali z Radziwiłłami o drugie miejsce, po biskupie wileńskim, wśród litewskich możnowładców. Tak było aż do sejmu grodzieńskiego, czyli do czerwca i lipca 1568 r. W 1556 r. napisał Erazm Gliczner dziękczynne pismo do księcia pruskiego Albrechta za pomoc w skończeniu studiów w Królewcu. Zapewne po studiach w Królewcu powrócił na dwór swoich dobrodziejów książąt słuckich - Semena i Jerzego.
OKRES KRAKOWSKI
Będąc zatem ich protegowanym z polecenia Semena Olelkowicza udał się Erazm Gliczner do Krakowa, aby przypilnować kolejnego już wydania drukiem tłumaczenia dzieła jezuity Reinharda Lorichiusa (Loricha z Hadamaru) Księgi o wychowaniu i o ćwiczeniu każdego przełożonego, nie tylko panu, ale i poddanemu każdemu ku czytaniu bardzo pożyteczne; teraz nowo z łacińskiego języka na polski przełożone, których tłumaczem był Stanisław Koszucki, domownik Mikołaja Radziwiłła, późniejszy sekretarz królowej Barbary, który dedykował ją również księciu słuckiemu. Książka została wydrukowana przez Marka Szarfenbergera w 1558 r. w Krakowie. Pierwsze wydanie tego dzieła w tłumaczeniu Koszuckiego ukazało się w Wilnie w 1553 r. Książka cieszyła się takim powodzeniem w Polsce - przeciwnie niż w ojczyźnie autora, że w poprawionym tłumaczeniu Koszuckiego, który ukończył je 8 lipca 1555 r., w Wilnie ukazała się tam w 1555 r., a dedykował ją Jaśnie oświeconemu Panu Syemyonowi, z łaski Bożej Książeciu Słotzkiemu.
Sporządzenie trzeciego wydania powierzono Glicznerowi, który na początku tej książki umieścił herb książąt słuckich Pogonię i swój dość marny wiersz Na herb jego Miłości Książęcia Słutzkiego takiej oto treści:
Harcuj koniu mężnie sobie,
Boć jest klejnot wielki w tobie,
Czyń pole, harcuj szeroko,
By cię znać było daleko.
Patrz na orła a z nim stawaj,
Cnotę jego zawsze chowaj.
Możesz się z nim stowarzyszyć,
A przy nim samym zawsze być.
Pierza jego przyglądając,
A sam siebie przestrzegając.
Tobie się to zawżdy zejdzie,
Iż stać możesz z orłem wszędzie.
Choć ci różność miedzy wami,
Czyni skutek: znamy sami.
Że na tobie dojeżdżają,
Tego co na orle znają.
Męstwa cnoty i zacności,
Tłumiąc nieprzyjaciół złości.
Era. Gli.
Do wydania tego dodał własne tłumaczenie Oracia Isocratesa o sprawowaniu państwa. Po tradycyjnie dołączonym już dość długim akapicie dedykacyjnym składającym się z 18 wierszy, napisał Gliczner przedmowę, a w niej wyjaśnił zamieszczenie tej oracji w następujących słowach: Te księgi o wychowaniu człowieka przełożonego Lorichiusa, że tak znamienite a potrzebne każdemu Krześcijańskiemu człowiekowi są, ta „Oracia Isocratesa“ jako ja mogę rozeznać jest jako małe summowanie a zebranie krótkie tej wszystkiej nauki, która się w tych to księgach zamyka. Widnieje też data 10 lipca 1558 r.
Dzieło Lorichiusa dość obszerne, ale marne w treści, mało odkrywcze i prawie nie zauważone w europejskiej literaturze pedagogicznej, za to w Polsce chętnie było czytane. Jest jednak wielce prawdopodobne, że Gliczner widząc jego niedoskonałości postanowił napisać własny traktat pedagogiczny. Musiał to zrobić szybko, co niestety nie wpłynęło dobrze na jakość dzieła, bowiem jeszcze tego roku ukazało się drukiem Książki o wychowaniu dzieci, barzo dobre i potrzebne, z których rodzicy ku wychowaniu dzieci swych naukę dołożoną wyczerpnąć mogą. Książkę wydrukowała drukarnia Mateusza Siebeneichera.
Nie jest naszym celem opisywanie tego 119-stronicowego dzieła, bo dokonało to już wielu, z racji tego, że jest to pierwsze dzieło pedagogiczne napisane po polsku. Dogłębnej krytycznej analizy tego dzieła składającego się z XX rozdziałów, dokonało wielu autorów. Antoni Danysz np. oprócz pochwał za pionierstwo, oryginalność, właściwy dobór cytatów i odwołań, erudycję, zarzucił autorowi brak doświadczenia pedagogicznego, niezdecydowanie religijne, czy wręcz lawirowanie między dawną wiarą a prądem reformatorskim. Wytknął mu słabą znajomość literatury pedagogicznej, co widać, że zacieśniło mu horyzont pedagogiczny. Helena Horowitzówna z kolei zwróciła uwagę, że Gliczner jako nieliczny pisarz tamtej doby zwrócił uwagę, aby nie przyzwyczajać dzieci do zbytków w ubiorze i każdej innej dziedzinie życia. Zygmunt Bujakowski natomiast oceniając dzieło napisał: Nie dał nam Gliczner w pierwszej pedagogicznej książce polskiej dzieła znakomitego, ale bądź-co-bądź napisał rzecz, która bynajmniej nie stoi niżej przeciętnej prac pedagogicznych ówczesnej literatury europejskiej.
Rok ten był niezwykle płodny dla Glicznera, bo wydał też w nim dziełko pedagogiczno-ekonomiczne Nauka i Praktyka. W książce tej Gliczner dawał rady polskiemu szlachcicowi, ziemianinowi, jak rozpoznać dobry rok dla rolnictwa od złego. Czym się ma kierować, aby dobrze gospodarować na roli, jak walczyć z przeciwnościami przyrody i przeciwdziałać klęskom, aby było to z pożytkiem dla gospodarza, jego rodziny i tym samym dla ojczyzny. Tak wierszem opisał pory roku:
Marzec łąki oprawia,
Kwiecień kwiatki odnawia,
Księżyca Maja wesele
Żenić się ich ma tam wiele,
Czerwiec daje siano,
Lipiec z Sierpniem zbiera kłosie rano,
Wrzesień jagody bierze,
Października kmiotem orze,
Listopada samego
Nie ujrzeć liścia żywego,
Grudnia gruda znaczy,
Styczeń kożucha stręczy,
Lutego marzec karze,
Że sam radby po parze
Dzieci z matki wysadził,
By mu luty nie wadził.
Gliczner tymi książkami, jako pierwszy po polsku przemówił do ojców i matek w sprawie wychowania ich dzieci od narodzenia aż do momentu, kiedy wejdą w dorosłe życie, a do ziemian w sprawie ekonomii, aby czerpać pożytek z pracy na roli dla siebie i dla ojczyzny.
Dokładnie w tym samym roku zapisał się na Uniwersytet Jagielloński. Świadczy o tym zapis ówczesnego rektora Akademii Krakowskiej Mikołaja z Szadka Prokopowicza. Otóż w księdze studentów na stronie 23 pod nr. 260 z 1558 r. zapisał on, że: Erasmus Jacobi Gliczner Znenius zapłacił wpisowe i czesne w kwocie ośmiu groszy. Później innym pismem dopisano i podkreślono Luthernaus, prawdopodobnie w 1560 r. Zatem kiedy wstępował na Uniwersytet Jagielloński, nie mógł być jawnym wyznawcą nowej wiary, bowiem musiał jako student uniwersytetu złożyć przysięgę, że jest wyznawcą wiary katolickiej i że strzec jej będzie.
Henryk Barycz uważał, że wpisał się do metryki Uniwersytetu Jagiellońskiego nie po to, aby tam studiować, ile raczej chciał zapewnić sobie opiekę uniwersytetu na czas podjętej z polecenia książąt słuckich druku książki Lorichiusa, a właściwie prowadzonego procesu z drukarzem Mikołajem (Marka) Scharffenbergerem o zaległą zapłatę za jej druk. Krótkotrwały związek z uniwersytetem upamiętnił Gliczner w swojej książce O wychowaniu..., jak napisał Barycz, sympatyczną wzmianką o konieczności zwiększenia pensji profesorom akademii, bo jak twierdził: nie godzi się doktorowi piskając w garść chwytać.

Podpis Erazma Glicznera pod listem z 1591 r. fot. ze zbiorów autora


POCZĄTKI KARIERY DUCHOWNEGO PROTESTANCKIEGO
Wychowany w domu katolickim z nowymi prądami spotkał się w Złotoryi, potem w Królewcu, a w Krakowie trwał w zawieszeniu między katolicyzmem a luteranizmem. Śledząc wydarzenia związane z ruchem reformacyjnym w Małopolsce, bacznie się im przypatrywał i zastanawiał się, gdzie jest jego miejsce: trwać przy wierze ojców czy stać się stronnikiem Lutra. Kiedy to się stało, że stanął w szeregu gorących zwolenników nowych idei, trudno określić, ale zapewne odbyło się to w Małopolsce między 1558 a 1560 rokiem. W tym czasie dużo pisał i podróżował po kraju, zdobywając nowych przyjaciół i zamożnych protektorów. Najlepszym dowodem jego rozległych stosunków z najznakomitszymi rodami ówczesnej Polski jest długa lista osób, których nazywa swoimi dobrodziejami, jaką zawarł we wspomnianym już dziele Applellatia... Zajęło mu ich wymienienie 1,5 strony, a są tam panowie z Litwy, Małopolski a nawet właściciel Chomiąży Szlacheckiej Błażej Baliński, czy sędzia inowrocławski Mikołaj Kożyński.
Długo miejsca w Akademii Krakowskiej nie zagrzał, tylko na służbę bakalarską najmował się u różnych możnowładców małopolskich. Mając styczność z wieloma osobistościami tamtej epoki i sposobność rozważania prawdy ewangelicznej, lata 1558-1559 były dla niego przełomowe i przechylił się na stronę reformacji w duchu Marcina Lutra. Od 1555 do 1559 r. odbyły się liczne synody na terenie Małopolski zborów kalwińskich łącznie z luteranami i arianami, których celem było połączenie się tych trzech wyznań i uzgodnienie wspólnego wyznania wiary od strony teologicznej. Gorącym orędownikiem takiego zjednoczenia był Jan Łaski. Na synodach trwały niekończące się spory, co do dogmatu o Trójcy Świętej, spierano się o sakramenty święte, o zasady mszy świętej itd. Podczas synodu w Wodzisławiu, który rozpoczął się 26 czerwca 1559 r. Gliczner po raz pierwszy został wpisany na listę ewangelików małopolskich i dzień później zabrał głos jako czwarty mówca z sześciu przemawiających.
Zaraz po synodzie 7 sierpnia 1559 r. objął stanowisko ministra w zborze w Pińczowie i jednocześnie nauczyciela w działającej przy nim szkole. Podczas synodu w Pińczowie, który obradował od 13 stycznia 1560 r., postanowiono, że obejmie kolejną posadę, tym razem ministra w Chmielniku. Był też świadkiem dyskusji o kształcie ustrojowym małopolskiego Kościoła na odbywającym się od 13 do 19 września 1560 r. ważnym synodzie w Książu, na który zjechało się mnóstwo wyznawców nowej wiary z Królestwa i z Litwy. Tam występował jako przedstawiciel społeczności z Chmielnika i był jednym z głównych dyskutantów, ponieważ musiał się 16 sierpnia przed całym zgromadzeniem tłumaczyć, dlaczego popierał tych, którzy uważali, że Syn Boży jest wprawdzie Bogiem, ale niższym rangą od Boga Ojca, któremu ten zawsze w Ewangeliach oddaje cześć. Podczas obrad na własne uszy usłyszał donośne głosy powątpiewające w osobowość Ducha Świętego. Na kolejnym synodzie odbywającym się od 25 stycznia do 30 stycznia 1561 r. w Pińczowie był już delegatem zboru w Bobowej. Porozumieli się kalwini i bracia czescy, natomiast luteranie mocno sprzeciwiali się wspólnemu wyznaniu wiary, szczególnie po wizytach wysłanników teologa niemieckiego Macieja Flacjusza Illiryka.
DZIAŁALNOŚĆ W WIELKOPOLSCE
W spisie uczestników synodu w Wodzisławiu, odbywającego się od 27 września 1561 r., już go nie ma, bowiem przeniósł się w międzyczasie do Wielkopolski i osiedlił się w Ceradzu Kościelnym. Tym samym został wciągnięty w wir gorących dyskusji religijnych, jakie wówczas toczyły się w Wielkopolsce, niezwykle silnie rozwijającym się ośrodku reformacyjnym. Można mniemać, że te gorszące spory wśród różnowierców Małopolskich wpłynęły na jego decyzję przeniesienia się do Ceradza Kościelnego, ale chyba wpadł z deszczu pod rynnę.
Wielkopolska była też w owym czasie miejscem gorących teologicznych sporów między luteranami, kalwinami i braćmi czeskimi. To tutaj napisał w języku łacińskim kilka broszurek polemicznych, skierowanych przeciwko superintendentowi wyznania augsburskiego Janowi Kozielskiemu, zwanemu z łacińska Caperowi. Najpierw wydał we Frankfurcie nad Odrą w 1564 r., podpisując się jako Erasmus Gliczner Znenenis, broszurę Libellus brevis ac dilucidus contra novos circumcisores Ecclesiae coenarios, qui session in sacra Synaxi et acceptionem corporis et sanguinis Christi, in manus audacter et tenere hisce turbulentis temporibus, incautis hominibus obtrudunt, maximo cum scandalo piorum et impedimenta ursus evangelii, którą dedykował Andrzejowi Jankowskiemu. Rok później też we Frakfurcie nad Odrą ukazały się kolejne jego dwa dzieła: Erasmi Gliczneri: Breve colloquium contra Dialogum quendam de Coena Domini, quem sub personis Marchitae et Poloni Joannes Caper, Ecclesiarum renascentium in Majori Polonia inspector, sparsit, hisce dictus dedykowane Baltazarowi i Janowi Strzeźmińskim oraz Erasmus Gliczner Znenenis: De Sacrosanctissima Trinitate orthodoxae ac verissimae observationes, quibus cumulatissime ostenditur: Trinitatem ter quaterque adorandam, esse unum illum ac verum Deum, de quo in Deutro dicitur, audi Israel Dominus Deus noster Deus unus est hac turbulentissima tempestate utiles necessariaeque, piis omnibus, qui a novis, hoc in articulo fidei, Arianis conspicientur, insectanturque. Ten okres charakteryzował się niezwykle gwałtownym sporem na terenie Wielkopolski między braćmi czeskimi a wyznawcami nauki Lutra.
Pierwszy czysto luterański synod, który zebrał się w Gostyniu 15 czerwca 1565 r., Gliczner protokołował. Podczas synodu określono zakres obowiązków świeckich i duchownych, oceniono też negatywnie prawowierność Jana Capera i pozbawiono go urzędu, a na jego miejsce wybrano superintendentem (sprawujący władzę nadzorczą na danym obszarze w stosunku do ministrów - za względu na rangę i władzę odpowiednik biskupa diecezjalnego) Erazma Glicznera, mimo jego młodego wieku, co świadczy o wielkim zaufaniu, jakie zyskał wśród współwyznawców. Jemu powierzono przewodniczenie synodowi i wypracowanie norm oraz ustawodawstwa dla kościoła augsburskiego na terenie Wielkopolski.
Już w dokumentach przyjętych na synodzie w Gostyniu widnieją zalążki nowego ustroju kościoła luterańskiego. Uregulowano sprawę szkół i diakonów, postanowiono wybrać dwóch dożywotnich superintendentów, którzy mieli za zadanie przydzielanie pastorów i zwoływanie synodów generalnych i prowincjonalnych. Jednocześnie Gliczner podjął próbę połączenia luteranów z kalwinami i braćmi czeskimi, aby lepiej stawić czoła jezuitom. 9 listopada 1566 r. skierował odezwę do swoich współwyznawców, aby na kolejnym synodzie wynegocjować warunki ugody z braćmi czeskimi. Natomiast Benedykt Morgenstern sformułował 12 zarzutów wobec braci czeskich, zwłaszcza co do nauki o Trójcy Świętej i Wieczerzy Pańskiej (Eucharystii i obecności w niej Chrystusa).
Gliczner zwołał jeszcze dwa synody w Poznaniu. Pierwszy 28 stycznia 1567 r., w czasie którego uzgodniono propozycje pod adresem braci czeskich i sporządzone je na piśmie Amica et fraterna adnotatio, proposta in synodo Posnaniae 28 Januarii 1567. Z dokumentów synodalnych wynikało, że Gliczner był gorącym zwolennikiem ugody, co prawda na jego warunkach, natomiast Morgenstern atakował braci czeskich. Próby te okazały się płonne, głównie z powodu różnicy poglądów w nauce o Wieczerzy Pańskiej. Gliczner sądził, że można przekonać braci czeskich, podobnie jak udało się to w Niemczech, gdzie ewangelicy różnych odłamów przyjęli jako wspólne zasady wyznania augsburskiego. Ponadto sądził, że przezwycięży te trudności, jak pokona opór swoich współwyznawców, gorliwych, ortodoksyjnych luteran, flacjańskiego kierunku (zwolenników Macieja Flacjusza Illiryka), którym przewodził wspomniany Benedykt Morgenstern, od 1559 r. minister przy kościele św. Katarzyny w Toruniu. Benedykt Morgenstern został powołany w Toruniu na predykanta (kaznodzieję) 30 lipca 1560 r. Zasłynął jako pogromca katolików, braci czeskich, a także luteran o nieco odmiennych poglądach niż on i jego zwolennicy.
POBYT W TORUNIU
Bracia czescy na warunki ugody spisane przez Morgensterna odpowiedzieli negatywnie, zatem Gliczner wraz z współwyznawcami zdjął z urzędu Morgensterna, a sam przeniósł się do Torunia, zaraz po pierwszym synodzie poznańskim, a do pomocy przydzielono mu Jana Frenzla, starszego predykanta przy kościele św. Jakuba w Toruniu. W Toruniu przebywał Gliczner w latach 1567-1569. Jego traktat przeciw nowochrzczeńcom Assertiones aliquot breves ac dilucidae pro Baptismo Infantium testimoniis veterum Patrum roboratae, contra Catabaptismum in Polonia z 1569 r. był pierwszą książką wydrukowaną w Toruniu. Później w Toruniu wydał w 1597 r. pierwszą część swojej wersji historii Polski Chronicon Regum Poloniae. Po jego śmierci Rada Miejska Torunia 28 kwietnia 1604 r. podjęła uchwałę, aby zakupić jego bibliotekę, ponieważ obok innych dobrych książek znajdują się w niej Ojcowie w całości i niesfałszowani.
Erazm Gliczner wraz z inspektorem zboru toruńskiego Szymonem Musaeusem, w towarzystwie ministrów: przy kościele Mariackim Franciszka Burchardiego, który był przeciwnikiem Morgensterna, Jana Wenceljusza i Stanisława Świejkowskiego dokonał inspekcji, która nie wypadła najlepiej. Dodatkowo magistrat toruński miał dość wybryków wojowniczo nastawionego do innych wyznawców pastora, wsparł Glicznera i w 1567 r. wydalono Morgensterna z Torunia. Stracił on stanowisko, które powierzono Glicznerowi. Magistrat Torunia 9 lipca 1567 r. ustanowił Erazma Glicznera predykantem przy kościele pw. Najświętszej Panny Maryi i św. Jerzego. Piastował on to stanowisko do 1569 r., a stamtąd przeniósł się do Grodziska Wielkopolskiego, gdzie jako pastor przebywał do 1591 r.
CZAS W GRODZISKU
To dzięki jego działalności gmina luterańska w Grodzisku stała się przodującą pod każdym względem gminą w Wielkopolsce. Pomagali mu w tym: słynny z erudycji i mądrości minister z pobliskiego Granowa - Samuel Dąbrowski, minister w Gninie - Wawrzyn Karśnicki oraz minister z Rakoniewic - Bartłomiej Krozjusz. To tam w Grodzisku za bytności Glicznera bywał sekretarz Górków Eustachy Trepka, gorliwy krzewiciel protestantyzmu w Polsce. Właściciel Grodziska Stanisław Ostroróg miał świetne kontakty z możnymi tego świata i przedstawicielami ruchu reformacyjnego w Europie.
Synod luterański zorganizowany w Poznaniu w 1582 r. postanowił otworzyć wyższą szkołę luterańską w Grodzisku, którą otwarto natychmiast po jego zakończeniu. Podczas synodu poproszono również Glicznera, aby zachęcał szlachtę do składania ofiar na ten cel. Synod generalny w Wodzisławiu potwierdził 19 czerwca 1583 r. uchwałę podjętą podczas synodu w Poznaniu, aby zbierać fundusze na funkcjonowanie szkół przygotowujących nowe kadry dla ruchu ewangelickiego. Działalność tej szkoły okazała się jednak krótka, bowiem syn Stanisława Ostroroga - Jan wrócił na łono kościoła katolickiego w 1591 r., tym samym luteranie tracąc opiekuna utracili też kościół i szkołę.
Erazm Gliczner w Grodzisku działał ponad 20 lat i w tym czasie dał się bardzo we znaki katolickim grodziszczanom, co spowodowało, że po 1591 r. doznał on wielu prześladowań od nich i musiał opuścić Grodzisk pod koniec tego roku. Udał się do Brodnicy leżącej wówczas w Prusach Książęcych, gdzie został kaznodzieją u hrabiny Zofii Działyńskiej, siostry hetmana Jana Zamoyskiego.
Gliczner do Grodziska sprowadził słynnego drukarza Melchiora Nehringa, którego prześladowano w Poznaniu za drukowanie książek dysydenckich. To z tej drukarni wyszły jego następujące dzieła: Komentarz listu św. Pawła do Philomena w 1572 r. oraz Odpór na odpowiedź kwestii niektórych podanych o kościele powszechnym, i na książki nauk bardzo niezdrowych, a żadnego pewnego gruntu w piśmie Bożym nie mających, o Mszach i jałmużnach za umarłe wierne, i o ogniu czyścowym zmyślonym od księży szkolnej Jezuitów. Wobec wszystkim nie tylko kaznodziejom do nauk pogrzebnych, ale i każdemu wiernemu Krześcijaninowi do utwierdzenia prawdy Słowa Bożego i do Obaczenia i Uznania podzianych a nie ujętych wierze Krystusowej błędów i wykrętów dzisiejszych Jezuitów i innych nauczycielów papieskich bardzo potrzebny i użyteczny. Przez Erasmusa Glicznera, sługę Chrystusa ukrzyżowanego w 1579 r.
Kolejną książką Glicznera wydaną w Grodzisku w 1579 r. była Kronika Zywotha, Nauki, y spraw Pana Jezusa Syna Bożego, A naprzod o Poczęciu iego. Znakomity językoznawca Aleksander Brückner uważa to za dzieło wybitne pod względem językowym, zwracając uwagę, iż rzadko spotykano w tamtym czasie tak płynny język polski i tak bardzo uładzony. Gliczner przedstawił w 9 rozdziałach życie i działalność Jezusa Chrystusa od poczęcia do wniebowstąpienia. Przy czym mękę i śmierć Chrystusa oraz jego wniebowstąpienie opisał bardziej precyzyjnie niż pierwszy okres życia.
Ukazała się również tłumaczona przez Glicznera Kronika Eutropiusza, zacnego historyka, państwa ze wszech wielkiego, i monarchii onej zacnej i podzianej ludu Rzymskiego: do czytania bardzo potrzebna, i ucieszna wszem wobec ludziom. W 1573 r. wydał też Gliczner w Grodzisku Wielkopolskim rozprawę Taniec i rozmowa o nim, w kthóry się to zamyka, skąd poszedł taniec, co są za owoce jego. A jeślisz się godzi człowiekowi krześcijańskiemu z białemi głowami tańcować.
ZGODA SANDOMIERSKA Z 1570 ROKU
W styczniu 1570 r. luteranie i bracia czescy po raz kolejny spotkali się, aby rozeznać się w możliwości zjednoczenia obu wyznań. Gliczner obstawał, aby podstawą zjednoczenia było augsburskie wyznanie wiary, a Jerzy Izrael, aby to ich wyznanie wiary było fundamentem zgody. Uzgodniono, aby w większym gronie przedyskutować problem i postanowiono zwołać synod generalny do Sandomierza na 9 kwietnia 1570 r., który miał doprowadzić do ugody między wyznawcami nauki Lutra, Kalwina i braci czeskich.
Zadanie to niezwykle trudne wymagało żmudnych przygotowań. Zdając sobie z tego sprawę Gliczner zwołał drugi synod poznański tzw. przygotowawczy na 13 lutego 1570 r., a na 2 marca 1570 r. w Wilnie. Zwaśnione strony nie doszły do porozumienia. Jeszcze próbowano podczas synodu 19 maja w Poznaniu uzgodnić pewne punkty sporne, ale też się nie udało, zatem poprzestano na tym, że o wszystkim ma zadecydować synod generalny w Sandomierzu.
Zgoda Sandomierska doczekała się tak wielu opracowań, iż nie jest naszym zadaniem jej streszczać. Ograniczymy się do ustaleń tego gremium i stwierdzenia głównej roli, jaką odegrali podczas tych obrad Erazm Gliczner i jego brat Mikołaj. W synodzie brało udział 75 przedstawicieli trzech wyznań, a obradom przewodniczyli: Stanisław Myszkow-
ski - wojewoda krakowski, Piotr Zborowski - wojewoda sandomierski i Stanisław Kamiński jako przedstawiciele władz świeckich oraz Paweł Gilowski, Andrzej Prażmowski i bracia Glicznerowie jako przedstawiciele strony duchownej.
W wielu kwestiach zdanie Glicznerów było rozstrzygające, bo kalwini i bracia czescy szybko doszli do porozumienia i tylko luteranie mieli wiele wątpliwości. To Glicznerowie należeli, z ramienia luteran, do specjalnej komisji, której zadaniem było wypracowanie wspólnego dla trzech wyznań polskiego wyznania wiary. Udało się tylko dojść do takiego porozumienia, że w Zielone Świątki spotkają się w Warszawie i wspólnie ułożą taki tekst, a teraz poprzestano na uzgodnieniu wspólnych założeń w sprawach teologicznych i 14 kwietnia ugodę podpisano. Pod uchwałą widnieją podpisy Glicznerów, Erazma jako superintendenta kościoła augsburskiego i Mikołaja jako seniora poznańskiego tegoż kościoła.
Ugody nie sygnowali jednak bracia czescy, więc Gliczner zwołał synod w Poznaniu na 20 maja 1570 r., aby Zgodę Sandomierską podpisali też przedstawiciele tego wyznania. Tak się też stało, synod przyjął ugodę, podpisali ją Jerzy Izrael, Jan Lorenz i Jerzy Filipieński - przedstawiciele braci czeskich. W niedzielę 28 maja 1570 r. bracia czescy spotkali się w pałacu Ostrorogów, przeszli uroczystą procesją do pałacu Górków, na ul. Wodną, gdzie znajdował się luterański zbór. Tam wszyscy wspólnie celebrowali nabożeństwo na znak niedawno podpisanej ugody.
Jakiś czas później niespodziewanie kalwini małopolscy wydali własny kodeks konfesyjny, dedykowany królowi Zygmuntowi Augustowi. Pozostali uczestnicy ugody poczuli się zdradzeni i szybko zwołali na 4 października 1570 r. synod do Poznania. Luteran reprezentowali bracia Glicznerowie i Stanisław Niger - były burmistrz Poznania i jednocześnie nadworny lekarz Górków, kalwinów Jan Lorenz, natomiast braci czeskich seniorzy Jan Rokita i Jerzy Filipieński. Potępiono postępek kalwinistów krakowskich, ponownie odczytano i przedyskutowano zapisy Zgody Sandomierskiej. Postanowiono wysłać pisma do małopolskich braci z prośbą o wyjaśnienie i gdyby nie wpływ i umiarkowanie Glicznerów, to Zgodę Sandomierską zapewne na tym synodzie by zerwano. Powoływali się oni na spisane i zatwierdzone artykuły ugody i ze spokojem oraz wzajemnym szacunkiem przekonywali do trzymania się porozumienia z Sandomierza.
Dopiero podczas synodu w 1583 r.
ugoda została przez wszystkich zatwierdzona. Dlatego treść ugody wydano drukiem po łacinie dopiero w 1586 r., pod którą podpisali się: Erazm Gliczner, Jan Laurencjusz jako senior braci czeskich i Paweł Gilowski - przedstawiciel kalwinów.
Zgoda Sandomierska miała kluczowe znaczenie dla prawnego uregulowania tolerancji religijnej w Polsce. To pod jej wpływem na sejmie konwokacyjnym w Warszawie podjęto 28 stycznia 1573 r. uchwałę Konfederację warszawską, która uznawała wszystkie wyznania za równoprawne i prawnie gwarantowała swobodę wyznania szlachcie w Rzeczypospolitej i na Litwie. Dokument uważany jest za prawny początek tolerancji religijnej i został w 2003 roku wpisany na listę UNESCO Pamięć Świata. Synod kościoła katolickiego w Piotrkowie w 1577 r. na Konfederację warszawską rzucił klątwę, a papież Grzegorz XIII bullą z 23 marca 1578 r. ją potwierdził. Tomasz Jefferson przyznał, że pracując na konstytucją amerykańską wzorował się na ustaleniach właśnie Konfederacji warszawskiej.
SUPERINTENDENT WIELKOPOLSKI
Przed przyjazdem do Polski Henryka Walezego - kalwini, bracia czescy i wyznawcy Lutra zwołali na 29 września 1573 r. do Krakowa powszechny synod. Głównym jego celem było zademonstrowanie nowemu królowi potęgi i znaczenia stronnictwa ewangelickiego w Rzeczypospolitej. Do Krakowa przybyli znakomici przedstawiciele władz świeckich wyznań ewangelickich oraz ich duchowni, choć nie w tak dużej liczbie jakby oczekiwano. Zjawił się także Erazm Gliczner reprezentujący wyznawców konfesji augsburskiej oraz Izrael, Lorenc, Rokita i Turnowski reprezentujący braci czeskich. To tam ponownie potwierdzono postanowienia Zgody Sandomierskiej i ustawy przyjęte podczas synodu w Poznaniu oraz zaniechano wszelkich innych sporów teologicznych, ponieważ jak napisał Walerian Krasiński: Jakkolwiek więc Luteranie za sprawą Erazma Glicznera, superintendenta zborów luterskich w Wielkopolsce, podpisali tę ugodę, zatwierdzając ją na synodach następnych, opór jednak, stawiany przez nich kościołom helweckiemu i czeskiemu, stłumiony był raczej, niż zwalczony, ugodę powyższą uważali oni raczej za sojusz polityczny, niż za połączenie wyznaniowe.
Ustanowiono seniorów i opiekunów ze stanu świeckiego oraz zakres ich obowiązków, a także podjęto uchwały dotyczące urzędu superintendenta. Najważniejsze były jednak uchwały podjęte w sprawie poprawy obyczajów i moralności. Potępiono złość, obżarstwo, pijaństwo, złorzeczenie, tańce, pychę, zbytki w strojach itp. Uchwały te tłumaczą genezę powstania dziełka Glicznera o tańcu, które zostało wydane w Grodzisku w 1573 r. w drukarni Jana Glicznera. Podjęte w Krakowie uchwały dowiodły, że Zgodę Sandomierską postanowiono pogłębić poprzez ujednolicenie dyscypliny, organizacji zborów oraz wygaszenie wszelkich teologicznych konfliktów, aby na zewnątrz zamanifestować jedność, głównie przed nowym królem.
Wkrótce po zakończeniu obrad w Krakowie, bracia czescy między 17 a 20 listopada 1573 r. zorganizowali swój synod w Poznaniu, gdzie zaprosili Erazma Glicznera, który swoją obecnością wypełniał misję, jaką powierzył mu wojewoda poznański Stanisław Górka. Chodziło o zademonstrowanie jedności ewangelików, kiedy nowo wybrany król odwiedzi Poznań. Postanowiono osobnego powitania nie organizować, ale by ewangelicy całkowicie nie rozproszyli się w katolickim tłumie, zobowiązano co znaczniejszych ministrów zborów do przybycia do Poznania, celem powitania króla. Przyjęcie Henryka Walezego w Poznaniu wypadło bardzo okazale. Król elekt spędził w Poznaniu trzy dni na zwiedzaniu kościołów, spotkaniach ze szlachtą i biskupem poznańskim, został też ojcem chrzestnym porzucającego judaizm Żyda. Stanisław Górka gościł też Walezego u siebie w Kórniku.
Marzeniem polskich ewangelików była w owym czasie nie tylko ich zgoda na terenie Rzeczpospolitej, ale pragnęli nawet objąć postanowieniami z Sandomierza wszystkie zbory w Europie, tym bardziej, że docierały informacje od niektórych uczonych niemieckich, że piszą oni zasady, na których opierałaby się harmonia wszystkich wyznań protestanckich. Polskie duchowieństwo ewangelickie wystosowało do zborów niemieckich listy wzywające do połączenia się w jedno wyznanie, tym bardziej, że w Niemczech kościoły protestancie były bardzo podzielone, a książęta Rzeszy skłóceni, i niejako za wzór stawiano im Zgodę Sandomierską. Pod tymi listami widnieją też podpisy Erazma Glicznera, ale czy on rzeczywiście tego pragnął, skoro uznawał wolność chrześcijańską w zakresie ceremoniału, zobowiązywał się sam i namawiał do tego swoich współwyznawców, aby stosowali się do obrzędów innych wyznań, w czasie pobytu w ich świątyniach. Bracia czescy i kalwini uznawali Zgodę Sandomierską za swoją, ale była to deklaracja werbalna, w rzeczywistości każdy Kościół ewangelicki pozostał przy swoim wyznaniu wiary, swoim ceremoniale i wszystko to starannie pielęgnował.
Położenie Glicznera jako superintendenta wielkopolskiego luteranów dodatkowo komplikował kaznodzieja zboru poznańskiego Paweł Gericke, który otwarcie opowiadał się przeciw Zgodzie Sandomierskiej, a na dodatek był gorącym zwolennikiem zacieśnienia związków z luteranami niemieckimi w Rzeszy. Zwołany na 1 czerwca 1578 r. do Piotrkowa synod protestancki podjął różne uchwały, w tym pochwalającą ugodę sandomierską, ale również popierającą ideę wspólnego europejskiego wyznania wiary. Obrady zakończono 3 czerwca, podjęto 10 uchwał, pod którymi widnieje również podpis Erazma Glicznera, którego pozycję wobec wewnętrznej zborowej opozycji te uchwały wzmocniły.
Zgoda Sandomierska nie spotkała się jednak z aprobatą wszystkich luteran. Pojawiały się nawet poglądy, że lepiej wrócić na łono Kościoła rzymskiego, niż dalej trwać w jedności opartej na konsensusie z 1570 r. Na te wewnętrzne spory nałożyły się jeszcze naciski na zacieśnienie jedności religijnej ze współwyznawcami z Niemiec, wzmocnione Księgą Zgody, która ukazała się drukiem w 1580 r. Gliczner uległ i po luterańskim synodzie, który odbył się w czerwcu 1581 r., na którym poddano analizie Księgę Zgody, przygotował nowy, gotowy do podpisania tekst Formuły Zgody. Dokument postanowiono przedstawić i przedyskutować w większym gremium ustalając spotkanie na listopad tego roku.
Kiedy kalwini się o tym dowiedzieli, niezaproszeni wtargnęli na obrady, a gdy Gliczner nie dopuścił ich do obrad udali się do Stanisława Górki, który wstawił się za nimi, co skutkowało zorganizowaniem wspólnego synodu w dniach 14-16 lutego 1582 r. w Poznaniu, w pałacu przy ul. Wodnej w siedzibie konfesji augsburskiej. W konkluzjach, które przygotował Gliczner, po interwencji Stanisława Górki usunięto wszelkie zwroty faworyzujące jakiekolwiek wyznanie: plac otrzymało Boże słowo a Konsens Sędomirski, który związał a pochwalił wszystkie trzy konfesyje. W trakcie obrad wrócono do pomysłu Glicznera z 1573 r. i postanowiono wspólnym wysiłkiem podnieść poziom nauczania w dwóch istniejących szkołach. W Koźminku, który leżał w dobrach Sędziwoja Ostroroga, była szkoła braci czeskich, a w należącym do Jana Ostroroga Grodzisku - szkoła luterańska. Postanowiono, aby właściciele zebrali po złotem od kmiecia, a dodatkowo Stanisław Górka z majętności swej 500 fl. obiecał.
Uchwały synodu poznańskiego należy uznać za sukces, lecz aby tę kruchą jedność dalej umacniać zwołano ponownie synod wszystkich trzech wyznań ewangelickich na 18 czerwca 1583 r. do Wodzisławia, dokąd przybyło 80 ministrów i wielu senatorów z Polski i Litwy. Jak zwykle najliczniej stawili się kalwiniści, najskromniej reprezentowani byli luteranie, zatem znowu cały ciężar prowadzenia negocjacji spadł na barki Erazma Glicznera, który był ich jedynym przedstawicielem. Synod rozpoczęto w sobotę 18 czerwca, a uroczysta inauguracja nastąpiła w niedzielę. Modlitwom i śpiewom przewodniczył, i jak to zwykle bywało płomienne kazanie wygłosił, Erazm Gliczner.
Obrady nabrały tempa, gdy najważniejsze osoby spotkały się w węższym gronie. Tradycyjnie najbardziej sporną kwestią była sprawa Wieczerzy Pańskiej. Luteranie i bracia czescy zgodnie mieli pretensje do kalwinistów o Wykład Katechizmu Kościoła Krześciańskiego napisany przez Pawła Gilowskiego. W uchwałach zalecono ścisłe przestrzeganie Zgody Sandomierskiej. Żeby ją umocnić, postanowiono wydać polski i łaciński tekst ugody, a także egzemplarze wszystkich trzech konfesji i w pakiecie dostarczyć do rąk każdego ministra. Przypomniano właścicielom ziemskim ustalenia synodu poznańskiego, aby corocznie wspomagali utrzymanie szkół poprzez wpłacanie po 1 złotym od każdego poddanego, i że duchowni mają być tylko wyświęcani przez superintendentów. Znaczenie podjętych uchwał w Wodzisławiu było na tyle duże, że do następnego synodu generalnego doszło dopiero 12 lat później. Ta sztuczna jedność zadekretowana Zgodą Sandomierską na dłuższą metę była jednak nie do utrzymania i - jak się później okazało - przyniosła ewangelikom zgubne skutki.
OSTATNIE LATA W BRODNICY
Na razie każdy z trzech Kościołów ewangelickich prowadził swoją normalną działalność duszpasterską, organizując prowincjonalne synody, wyświęcając nowych ministrów, kształcąc młodzież w szkołach przez siebie prowadzonych, drukując swoje książki teologiczne. Chwilowo nie odnotowywano większych zatargów między wyznaniami. Sytuacja uległa gwałtownemu pogorszeniu po śmierci króla Stefana Batorego. Na dodatek zmarł cieszący się dużymi wpływami luteranin Stanisław Górka. Schedę po nim przejął gorliwy katolik po niedawnej konwersji Hieronim Gastomski, skutkiem czego zaczęto usuwać luterańskich ministrów, a ich świątynie przekazywać rzymskim katolikom.
Ruch kontrreformacyjny pogłębiał z jednej strony dogmatyczny fanatyzm luteranów, a z drugiej zbyt śmiałe poglądy antytrynitarzy, dążących do obalenia wiary w objawienie Boże. Podsycali ten rozdźwięk niektórzy profesorowie niemieccy, którzy w listach słanych do Polski oświadczali, że jeżeli luteranie będą kurczowo trzymać się tej ugody, to potraktowani zostaną jako fałszywi bracia i samarytanie.
Temu wpływowi ulegał coraz bardziej Gliczner, który dotychczas był przecież stałym i gorącym zwolennikiem ugody. Jego sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu, kiedy jego protektor, właściciel Grodziska dokonał konwersji na katolicyzm i w 1589 r. zlikwidował zbór luterański i oddał go katolikom. Gliczner stracił pracę i znalazł się w trudnej sytuacji, również materialnej. Przez ponad dwa lata pozbawiony był stałych dochodów i utrzymywał się ze wsparcia całego kościoła luterańskiego, aż do czasu przeniesienia się do Brodnicy.
Luteranie zebrali się w październiku 1593 r. w Poznaniu i doszło tam do ciężkiego starcia między zwolennikami i przeciwnikami Zgody Sandomierskiej. Odbył się swego rodzaju sąd nad Erazmem Glicznerem. Aby zmusić go do całkowitego odrzucenia ugody, grożono mu nawet ekskomuniką. Jako wieloletni superintendent zborów wielkopolskich musiał znaleźć jakieś rozwiązanie, tym bardziej, że dotychczas, kiedy chodziło o dobre rozwiązania dla wyznania augsburskiego, powierzano zawsze jemu to zadanie. Ostatecznie udało się spór załagodzić, postanowiono wydać po polsku wyznanie wiary według konfesji augsburskiej, przeznaczając na to odpowiednie środki. Decyzja ta przeczyła ustaleniom z Wodzisławia, bo to wymagało zgody wszystkich trzech wyznań ewangelickich.
Będąc kaznodzieją w Brodnicy już dużo wcześniej spisał, bo 1 grudnia 1591 r., konfesję (wyznanie) wiary augsburskiej, która została wydana w Królewcu w drukarni Jerzego Osterbergera w 1594 r. Jej tytuł brzmiał: Confessia wiary, którą augustiańską albo auspurską zwą, Cesarzowi Carolusowi V na sejmie wielkim w Auspursku od przednich książąt i miast Rzeskich podana r. 1530 dnia 26 czerwca. W przedmowie do tej książki na końcu jest dopisek: Dan z Brodnicy pierwszego dnia grudnia 1591. Erasmus Gliczner Jej Paniej Zophiey z Zamościa, Podczaszyney Koronney y miasta Brodnicy kaznodzieja pasterz.
Z tego wyznania wiary jednoznacznie wynikało, że zmienił zdanie i w zasadzie teraz sprzeciwiał się tej sandomierskiej ugodzie, wychwalał zalety wyznania wiary luterańskiej, a pomijał inne konfesje, co oczywiście wywołało spór między nim a braćmi czeskimi, zwłaszcza z ich seniorem Szymonem Teofilem Turnowskim. Spowodowało to niemałe zamieszanie w szeregach protestantów, ponieważ nie ulegało żadnej wątpliwości, że to Erazm Gliczner szczycił się największym zaufaniem wśród swoich współwyznawców.
Miano nadzieję pogodzić zwaśnione strony podczas synodu zwołanego na 3 marca 1595 r. Wówczas m.in. zobowiązano Glicznera, aby w następnym wydaniu wyznania wiary według konfesji augsburskiej napisał nową, wspólnie uzgodnioną przedmowę, która by była bez przymówek braciej czeskiej i helweckiej konfesji i Konsens sędomirski utwierdzała. Wyznaczono też miejsce i termin kolejnego synodu generalnego, ustalając, że będzie to Toruń. Synod generalny w Toruniu rozpoczął obrady 21 sierpnia 1595 r. i miał zaradzić rozpadowi koalicji wyznaniowej zawartej w Sandomierzu. Był jednym z najważniejszych i najdłużej zapamiętanych zgromadzeń ewangelickich w Polsce. Do Torunia zjechało 70 duchownych i mnóstwo szlachty z Wielkopolski, Małopolski, Litwy, Prus, Rusi, Wołynia, Podola i Ukrainy. Pod dokumentami końcowymi podpisało się 118 osób.
Skuteczność obrad zależała od pogodzenia się zwaśnionych wyznań, głównie ich przywódców - Erazma Glicznera i Szymona Teofila Turnowskiego. Synod trwał sześć dni, a każdy dzień rozpoczynali od kazania i wspólnej modlitwy w kościele Najświętszej Panny Maryi. W prezydium synodu zasiadał Gliczner, Turnowski, Franciszek Jezierski, a sekretarzem mianowano kaznodzieję z Radziejowa Daniela Mikołajewskiego, któremu pomagał Krzysztof Pawłowski. Kierownikiem obrad wybrano starostę radziejowskiego Stanisława Orzelskiego, który miał największe zasługi w zwołaniu tego synodu. Obrady po odśpiewaniu Pomoc nasza jest od Boga, którą to pieśń zaintonował Gliczner, rozpoczął przewodniczący Orzelski, przypominając porządek obrad, po czym przystąpiono do odczytania treści Zgody Sandomierskiej.
O dziwo Erazm Gliczner przemówił jako jej zwolennik i po jej odczytaniu przedstawił powody zawarcia ugody, powołując się na apostołów i początki kościoła, kiedy to starsi nakazywali w sposób braterski zaniechanie sporów w drobnych sprawach. Mówił dalej: Sumiennie trzymałem się tej ugody i starałem się zachować ją w całości; lecz obecnie niektórzy otwarcie przeciw niej występują, zwłaszcza na Litwie, jak (Andrzej) Wolan, który w przedmowie do odpowiedzi swej Jezuicie Skardze zamieścił następujące wyrazy: „dzieło to (Zgoda Sandomierska) zaprzecza obecności ciała i krwi Chrystusa w komunii“. Niedawno zmarły ksiądz Paweł Gilowski wydał katechizm, zawierający twierdzenia, które obalają porozumienie nasze z kalwinistami.
Niespodziewanie 22 sierpnia zjawił się legat królewski, kasztelan łańcucki Stanisław Bykowski, który w imieniu króla zażądał rozwiązania synodu. Zebrani dali odpowiedź odmowną i kontynuowali obrady, które były bardzo burzliwe i tylko opanowanie Glicznera oraz jego zdolności mediacyjne doprowadziły do szczęśliwego końca. Choć w różnych fazach synodu Gliczner zachowywał się chwiejnie. Raz bronił ugody, innym razem upierał się i wywyższał swoje wyznanie nad inne, i tym wywoływał spór głównie z wyznawcami kościoła helweckiego.
Dnia 23 sierpnia po nabożeństwie przedstawiciel księcia Konstantego Ostrogskiego, wojewody kijowskiego, wyraził życzenie swego pana, połączenia swego wyznania z ewangelikami polskimi. Było to o tyle istotne, że ta propozycja miała dalszy ciąg, ale o tym trochę dalej. 25 sierpnia, mimo sprzeciwu Glicznera, który wygłosił płomienne przemówienie, nie tylko w obronie ministra, ale całej poznańskiej wspólnoty, postanowiono ekskomunikować księdza Pawła Gerycjusa, proboszcza luterskiego z Poznania. Komisja w składzie: Erazm Gliczner, Marcin Bukowiecki, Maciej Siedlecki i Andrzej Leszczyński miała zbadać sprawę na miejscu i ewentualnie nałożyć ekskomunikę na Gerycjusza i Andrzeja Luperiana.
28 sierpnia na koniec obrad Gliczner zaintonował Psalm 84: Quam dilecta tabernakula tua Domine virtutum oraz pieśń dziękczynną tzw. hymn ambrozjański, którego autorstwo przypisuje się św. Ambrożemu, czyli słynne i piękne Te Deum laudamus. Uporządkowano sprawy administracyjne, zgodzono się na zaostrzenie karności w służbie poszczególnych seniorów, predykantów i diakonów. Gliczner i jego komisja zostali wykonawcami postanowień synodu i 24 czerwca 1596 r. przybyli do Poznania, aby pozbawić funkcji kaznodzieję polskiego Andrzeja Luperiana w kościele pw. św. Andrzeja, a powierzyć ją Wawrzyńcowi Karśnickiemu. To samo miała uczynić z Pawłem Gerycjuszem, ale wtedy członkowie gminy, głównie ta część niemiecka, nie wpuściła Glicznera do kościoła i tym samym uniemożliwiła mu zainstalowanie na urzędzie innego pastora, ba nawet grozili mu śmiercią.
Przypomnijmy, wierni, których był wciąż superintendentem teraz nazywając go (za podpisaniem się Konsensowi) kalwinistą i grożąc a opowiadając mu na gardło, tak iż od nich był w niebezpieczeństwie żywota i ledwy z całą skórą z Poznania wyjechał. Luteranie po śmierci Stanisława Górki stracili na znaczeniu w Poznaniu. Pałac Górków przy ul. Wodnej, w którym od trzydziestu lat luteranie odprawiali swoje nabożeństwa, teraz przeszedł na własność rodziny Czarnowskich, którzy zażądali wykupu za 20 tys. zł, co przekraczało możliwości luteran, ale wsparli ich kalwini i inni możni mieszczanie, w tym Niemcy. Musiał zatem Gliczner w niesławie opuścić Poznań i powrócić do Brodnicy.
Schyłek XVI wieku to powolny upadek Reformacji i przewaga katolików, przed którą zresztą Gliczner przestrzegał, jeżeli Zgoda Sandomierska nie będzie przestrzegana. Znużony ciągłymi waśniami i sporami zaczął pisać historię Polski, głównie po to, aby oderwać się od gorzkich wspomnień ubiegłych lat. W 1597 r. w Toruniu, w drukarni Andrzeja Coteniusa ukazała się historia Polski Chronicon regum Poloniae, una cum origine gentil Regnique Polonici.... Descriptum per Erasmus Glicznerum, Christi Domini serum indigum. Książka niestety nie zebrała pochlebnych recenzji. Franciszek Siarczyński opisując czasy Zygmunta III wspomniał o książce Glicznera w ten sposób: pisał to dzieło dla nieśmiertelności imienia swego, bo pismo jego ma za godło Swidasa: Atrament i pióro ludzi nieśmiertelnymi czynią. Rudolf Ottmann dodał od siebie: Bądź co bądź dziełem tem nie dodał sobie blasku, ani talentowi swemu znaczenia i wyrazu, ani potomności pola do krytyki i oceniania stanowiska, jakie zajął w dziejach reformacji. Drukiem ukazała się tylko pierwsza część obejmująca dzieje Polski do Ziemiomysława, natomiast pozostałe trzy części nie wyszły drukiem.
Kiedy wojewoda kijowski książę Konstanty Ostrogski postanowił Rusinów grekokatolików połączyć z polskimi protestantami zwołał wspólnie z Andrzejem Leszczyńskim, wojewodą brzesko-kujawskim i wojewodą wileńskim Krzysztofem Radziwiłłem w Wilnie zjazd duchowieństwa trzech wyznań ewangelickich oraz duchowieństwa greckiego, dla omówienia warunków ugody religijno-politycznej. Gliczner w 1598 r. ustąpił ze stanowiska ministra zboru w Brodnicy, a udając się do Wilna, po drodze zajechał do Królewca, zapewne po to, aby odebrać wydrukowane egzemplarze wspomnianego już wcześniej dzieła Apellatia..., w którym bronił praw ewangelików polskich, przypominając chlubną historię augsburskiego wyznania w Koronie i Wielkim Księstwie Litewskim. Na postoju tuż przed Wilnem omówił z Turnowskim i Mikołajewskim zasady ewentualnego złączenia się tych wyznawców.
Dnia 15 maja 1599 r. zwołano spotkanie teologów z różnych stron, na którym chciano poszukać porozumienia, które poza pewnym politycznym porozumieniem, pożądanych owoców religijnych nie wydało. Do spotkania teologów doszło dopiero 24 maja i już od początku nie wróżyło ono nic dobrego. Izaak, ihumen klasztoru dubieńskiego już podczas przywitania rzekł do Turowskiego: Witam was, aczkolwiek Pismo Święte zabrania nam powitań z heretykami. Gliczner w imieniu ewangelików podziękował księciu Ostrogskiemu za troskliwość o chwałę Bożą, nadmieniając, że ewangelicy polscy chętnie przystąpią do porozumienia z duchowieństwem greckim, a nawet, gdyby to było możliwe, gotowi zawrzeć ugodę z kościołem wschodnim. Jego mowę przerwał Łukasz, metropolita białogrodzki tymi słowami: Płonna jest nadzieja wasza, iż my opuścimy nasze wyznanie, aby się z wami połączyć; połączenie to byłoby tylko wtedy możliwe, gdybyście wy wyrzekli się swojej wiary przyjęli naszą; innego środka nie ma.
Nic więc dziwnego, że rozmowy utknęły w martwym punkcie, więc czekano na przyjazd wojewody brzesko-kujawskiego Andrzeja Leszczyńskiego i Grzegorza z Żarnowca, którzy dotarli do Wilna 27 maja, a którzy mieli zaradzić sytuacji. Nadzieje okazały się płonne. Ostatnim znanym publicznym aktem 69-letniego Erazma Glicznera, było podpisanie 6 czerwca 1599 r. wraz z Turnowskim listu do patriarchy Konstantynopola, który zawierał 18-punktowy program ewentualnego porozumienia religijnego między ewangelikami i grekokatolikami. Nie udało się porozumieć co do wspólnego wyznania wiary bez upoważnienia patriarchy konstantynopolitańskiego, zatem szlachta i duchowni obu wyznań zawarli sojusz polityczny w obronie wspólnych praw w Rzeczypospolitej.
Całą winę za niepowodzenie uzgodnienia wspólnego wyznania wiary zrzucono na Glicznera. Zarzucano mu, że w swoich pismach i wystąpieniach wychwalał tylko swoje wyznanie augsburskie, a całkowicie pomijał braci czeskich i wyznanie helweckie, tym samym sprzeniewierzył się Zgodzie Sandomierskiej, za którą tak dawniej obstawał. Gliczner z odpowiedzią na zarzuty się nie spieszył, a przenosząc się z Królestwa do Brodnicy tylko pogorszył swoją sprawę. Czytając wydaną w  Królewcu w 1598 r. Appellatia... można zrozumieć jak bardzo był przywiązany do swego wyznania i jak wielką miłością do niego pałał, stąd tak trudno było mu pogodzić się z kalwinami i braćmi czeskimi.
W 1600 r. ukazała się w Poznaniu polemiczna książka księdza pochodzącego z Wągrowca proboszcza kościoła pw. św. Magdaleny w Poznaniu Wojciecha Emporyna, wydana u Dziedziców Jana Wolraba Excepcia przeciw jadowity Appelaciey Erasmusa Glicznera. Ostro skrytykował poglądy teologiczne Glicznera i jego wyznawców a także cięższy zarzut im postawiał mianowicie: kacerski to przywilej ... zwierzchnością gardzić.... Bo kto Panu Bogu wiarę złamał, jako jej Rzeczpospolitej albo królowi dotrzyma.
Pod koniec życia zrozumiał, że połączenie tych wyznań jest wielką mrzonką i pozostał przy swojej wierze. Prawdopodobnie na krótko przed śmiercią Gliczner przygotowywał do druku broszurę skierowaną przeciwko Zgodzie Sandomierskiej. Andrzej Węgierski w swoim dziele Slavonia reformata, wydanym po raz pierwszy w Niemczech w 1652 r. napisał, że Gliczner rzekomo, podkreślmy rzekomo, ponieważ autor tę wiadomość miał z drugiej ręki, miał na łożu śmierci ów manuskrypt w obecności ministrów ewangelickich trzech wyznań z sąsiednich zborów z okolic Brodnicy podrzeć i zalecić im, aby wierni byli postanowieniom Zgody Sandomierskiej.
Dnia 26 stycznia 1603 r. zmarł w Brodnicy i został pochowany na miejscowym cmentarzu ewangelickim, pod który ziemię podarowała w 1599 roku Anna Wazówna. Ją też tam pochowano w okazałym grobowcu po śmierci 6 lutego 1625 roku, a 16 lipca 1636 roku jej szczątki przeniesiono do Torunia. Obecnie na miejscu owego cmentarza znajduje się parking miejski przy placu im. Erazma Glicznera między ul. św. Jakuba a ulicą Kościelną.
ZAKOŃCZENIE
Żaden badacz okresu Reformacji w Polsce nie może pominąć Erazma Glicznera. Podkreślają oni, że był człowiekiem spokojnym i jak musiał polemizować, a robił to nader często, czynił to z wielką niechęcią, ale za to z niezwykłą erudycją, że oponenci tracili rezon i poddawali się jego urokowi. Nadto charakteryzował się niezwykłą systematycznością, jego wystąpienia były bardzo przemyślane, nie przekraczał granic przyzwoitości w swoich polemikach podczas synodów, co w tamtych burzliwych czasach było niezwykłą rzadkością. Temperatury tych sporów przekraczały często dobre obyczaje, ale nigdy nie robił tego Gliczner. Do końca bronił honoru swego wyznania, podtrzymywał mocno zagrożoną jego polskość. Miał wielki wpływ na zbudowanie ustawodawstwa luterańskiego, które w dużej mierze ukształtowało się na wzór pruskiego. Jego talent dawał o sobie znać głównie w traktatach teologicznych, w których olśniewał erudycją i nie ustępował w nich Stanisławowi Hozjuszowi. Marzeniem jego było, aby prawdziwy chrześcijanin był bliski ideałowi, jaki wyłania się z opisów ewangelicznych.
SUPLEMENT RODZINNY
Starszym bratem Erazma był Mikołaj, który urodził się w 1527 r. w Żninie. Po ukończeniu gimnazjum w Złotoryi udał się na studia teologiczne do Wittenbergi, a następnie do Królewca pod opiekę księcia Albrechta. Ten w 1549 r. powierzył mu stanowiska ministra zboru w Pasymiu pod Szczytnem. Rok później z powodu słabej znajomości języka niemieckiego przeniósł go Albrecht do polskiego zboru w Szczytnie. Od 1553 r. był ministrem zboru w Brodnicy, a od 1563 r. związany był z kościołem luterańskim w Poznaniu. Podczas soboru w Gostyniu w 1565 r. wybrano go seniorem okręgu poznańskiego i jako taki występował na wielu późniejszych synodach, w tym na tym słynnym w Sandomierzu w 1570 r. Zmarł w Poznaniu w 1578 roku.
Na koniec dodajmy, że Erazm Gliczner był dwukrotnie żonaty. Pierwszą jego żoną była Anna Leksycka (Lexicka), z która ożenił się jeszcze będąc ministrem w Małopolsce. Z tego małżeństwa miał syna Jana - późniejszego znanego drukarza, oraz córki: Zofię, która wyszła za Feliksa Konopkę i Annę, która była żoną Jana Rybińskiego, syna Czecha, ministra braci czeskich. Zięć Glicznera był m.in. profesorem w gimnazjum w Gdańsku, a także sekretarzem miasta Torunia. Znany jest też jako autor licznych utworów poetyckich wydanych w latach 1583-1600. Cieszył się opieką kanclerza Zamoyskiego i innych ówczesnych możnowładców. Anna Leksycka zmarła 13 marca 1572 r. Drugą żonę poślubił Gliczner w 1585 r., z którą miał dwóch synów Andrzeja i Bartłomieja. Andrzej ożenił się w 1607 r. z Anną, córka kaznodziei brodnickiego Andrzeja Thammitiusa i przez jakiś czas był wójtem Brodnicy, nazywając się Glitznerem. Syn Bartłomiej zapisał się na uniwersytet w Królewcu w 1607 r., też jako Bartłomiej Glitzner z Brodnicy. Później był nauczycielem w domach szlacheckich.
Był pewien okres, kiedy biografowie Erazma Glicznera do jego nazwiska dodawali człon - Skrzetuski, sugerując jego szlacheckie pochodzenie. Aleksander Brückner tak pisał o jego rzekomym szlachectwie: Z Glicnera robią szlachcica, ależ takim on się dopiero przy końcu życia (żeby dorównać żonie - szlachciance) okazał, dawniej mu się o nobilis ani śniło i nie wiem, czy nie wilczym prawem ta nobilitacja (Skrzetuski) doszła.
Zygmunt Lasocki badacz pochodzenia Glicznera w 1937 r. napisał: Zdaje mi się jednak, że to nie Erazm Gliczner robił z siebie szlachcica, lecz tylko syn jego, Jan, którego matka i babki – tak ojczysta, jak i zapewne macierzysta - były szlachciankami.
Wojciech Sławiński w ramach grantu Komitetu Badań Naukowych, pisząc obszerny artykuł w 2003 r. o postawie Glicznera wobec Zgody Sandomierskiej zakończył go taką konstatacją: Należy mieć tylko nadzieję, że superintendent luterańskich zborów wielkopolskich doczeka się niebawem obszernej biografii, na którą w pełni zasługuje. Od tego czasu minęło kilkanaście lat i nadal się nie doczekał, zostaje nam Pałuczanom znowu nadzieja.

Tomasz Kardaś
Pałuki nr 1349 (51/2017)

W związku z nowelizacją ustawy Prawo telekomunikacyjne informujemy o korzystaniu przez stronę palukitv.pl z plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich używanie.