Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President
Chcesz wysłać wiadomość do redakcji? Napisz na nasz adres e-mail

Najnowsze artykuły

loading...
Najnowsze artykuły

Najnowsze - uroczystości

loading...
Najnowsze - uroczystości

Najnowsze - w szkole

loading...
Najnowsze - w szkole

Najnowsze - na sygnale

loading...
Najnowsze - na sygnale

Najnowsze - sport

loading...
Najnowsze - sport
loading...
  Drogi
  Kultura
  Zdrowie
  Polityka
W tym należącym do gminy budynku od września fundacja „Szarotka“ miała prowadzić żłobek fot. Remigiusz Konieczka

Od września w Szubinie miał ruszyć nowy żłobek dla 60 dzieci. Fundacja uzyskała dofinansowanie z ministerstwa, budynek w użyczenie od gminy na pięć lat. Ruszyły prace remontowe, zapisy. Do spełnienia została jedna formalność. Umowa z Urzędem Wojewódzkim na dotację. Do dziś nie została podpisana. Była prezes fundacji twierdzi, że urzędnikom zabrakło dobrej woli, cały czas liczy na porozumienie.

W połowie kwietnia tego roku Rada Miejska w Szubinie podjęła uchwałę w sprawie wyrażenia zgody na zawarcie umowy użyczenia gminnej nieruchomości na okres 5 lat w trybie bezprzetargowym. Samorząd zawarł tę umowę z fundacją Szarotka, która planowała otworzyć żłobek. Placówka miała się mieścić w budynku przy ul. Winnica, niedaleko harcówki i przy wjeździe na targowisko. Fundacja zadeklarowała, że pozyska środki na remont zniszczonego budynku i dzięki nim uruchomi nowe miejsca opieki żłobkowej. Przystąpiła do rządowego programu Maluch + z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej na przystosowanie infrastruktury do opieki nad dziećmi w wieku do lat 3.
O dofinansowanie mogły ubiegać się nie tylko samorządy, ale również stowarzyszenia i fundacje.
Fundacja Szarotka otrzymała 600.000 zł dotacji. Wartość projektu, przy udziale własnym 150.000 zł, miała w sumie wynieść 750.000 zł. Ruszyły wstępne zapisy. W budynku pojawiły się nowe okna, nowe pokrycie dachowe, wykonano wiele prac wewnątrz budynku. Otwarcie żłobka planowane było na 1 września, ale placówka nie została otwarta. Rodzice, których dzieci znalazły się na liście przyjętych, zaczęli dopytywać się, co ze żłobkiem. O wyjaśnienia poprosiliśmy Beatę Bejmę, byłą już prezes fundacji Szarotka.
RÓŻNE KWOTY
W chwili, kiedy fundacja podpisywała umowę na użyczenie budynku po Kreacji, wiedziała, że otrzymała dofinansowanie. Została tylko jedna formalność. Podpisanie umowy z Urzędem Wojewódzkim w Bydgoszczy. Od ogłoszenia o przyznaniu dotacji 2 lutego do maja z Urzędu Wojewódzkiego fundacja nie dostała żadnych informacji o terminie podpisania umowy i przekazania środków.
- Na umowę czekaliśmy długo. Dzwoniliśmy, pisaliśmy do Urzędu, tłumacząc, że środki własne nam się wyczerpują. Fundacja przeprowadzała inwestycję w ramach wkładu własnego, który stanowić miało dofinansowanie z Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej (KPOWES), który wspierał stworzenie miejsc pracy w tym żłobku. Byliśmy umówieni na podpisanie umowy w Urzędzie, jak tylko będzie gotowa. Ze względu na to, że zależało nam na czasie, chciałam to zrobić jak najszybciej, bo terminy z wykonawcami nas goniły. W dniu, w którym byliśmy umówieni na podpisanie umowy, dowiedzieliśmy się, z lakonicznej informacji od kierownika wydziału, że nikt na nas nie czeka, a umowa została wysłana pocztą. Mamy czekać aż przyjdzie. Pocztą został wysłany również do podpisania przez fundację weksel in blanco, deklaracja wekslowa i umowa podpisana przez wojewodę - mówi Beata Bejma.
Problem pojawił się w momencie otrzymania umowy z kwotami, jakie miała mieć przyznane fundacja. Okazało się, że na dokumentach pojawiły się inne kwoty niż widniejące na stronie ministerstwa z wysokością przyznanej dotacji. Nie było wspomnianych 600.000 zł dofinansowania i 150.000 zł wkładu własnego, tylko 954.000 zł i 330.000 zł.
- Stwierdziłam, że to nie jest moja umowa - kontynuuje Beata Bejma. - Dane fundacji były dobre, ale uznałam, że być może urzędnicy tak szybko pisali te czterdzieści umów, że pomylili kwoty. W tej swojej naiwności, w sytuacji, w której nie mogłam się do nikogo w Urzędzie Wojewódzkim dodzwonić, bo był piątek, a musiałam podpisać i oddać ją w poniedziałek do Urzędu Wojewódzkiego, poprawiłam te kwoty na takie, jakie widniały w informacji z ministerstwa. Podpisałam również weksel in blanco, podpisałam deklarację wekslową, wszystko bez obecności urzędnika i poprosiłam pełnomocnika, by w poniedziałek zaniósł te dokumenty do Urzędu Wojewódzkiego, ponieważ ja z racji swoich obowiązków zawodowych musiałam być w Warszawie. Panie w Urzędzie zauważyły, że kwoty w dokumentach zostały zmienione. Pełnomocnik wyjaśniła od razu, dlaczego tak się stało i nie ukrywała, że poprawiliśmy te kwoty.
TRUDNOŚCI
Beata Bejma zjawiła się osobiście w Urzędzie Wojewódzkim, złożyła wyjaśnienia podczas spotkania z dyrektor wydziału polityki społecznej Dorotą Hass. Zadeklarowała, że poda się do dymisji, że bierze na siebie odpowiedzialność osobistą za błąd.
- Po złożeniu wyjaśnień otrzymaliśmy informację, że wydział musi zasięgnąć opinii w dziale prawnym, jak potraktować tę umowę. Czy uznać ją za zawartą i podpisać do niej aneks z prawidłowymi kwotami, czy rozwiązać umowę i podpisać nową. Mieliśmy oczekiwać na informacje. Nigdy nie usłyszeliśmy, że ten błąd może spowodować wstrzymanie środków - słyszymy.
Między 23 a 28 czerwca, mimo wiedzy Urzędu o prowadzonych dalszych pracach remontowych, fundacja nie otrzymała żadnej informacji, co dalej z umową.
- Kontaktowaliśmy się telefonicznie, składaliśmy wizyty osobiste wraz z paniami z OWES, które wspierały fundację i próbowały mediować w celu jak najszybszego wyjaśnia sprawy. Przez cały ten czas otrzymywaliśmy odpowiedź, że czekają na opinię radcy prawnego. I w końcu tego 28 czerwca telefonicznie dostałam informację, że jest opinia radcy prawnego. Na jej podstawie wydział poinformował, że umowa została uznana za niezawartą, a nowa nie zostanie podpisana. Fundacja nigdy nie otrzymała tej opinii, ani jakiegokolwiek pisma informującego o decyzji Urzędu w oparciu o tę opinię - twierdzi nasza rozmówczyni.
Nazajutrz po raz kolejny pojechała do Urzędu na rozmowę z dyrektor Dorotą Hass i podjęła próby umówienia spotkania u wojewody. - Byliśmy umówieni na spotkanie z wojewodą, ale przyjął nas pełnomocnik do spraw kombatantów i osób represjonowanych Jacek Tarczewski mówiąc, że został oddelegowany, aby pomóc wyjaśnić całą sprawę i znaleźć sposób na rozwiązanie zaistniałej sytuacji.
MAPA DROGOWA
Do spotkania przedstawicieli fundacji i Urzędu doszło 2 lipca. Zakończyło się ono ustaleniem listy zadań, które musi wykonać fundacja, aby doszło do podpisania umowy. Te zadania to: podanie się do dymisji prezes fundacji, przedstawienie faktur za wykonane dotychczas prace, dokumentacji zdjęciowej wykonanych prac oraz przedstawienie nieruchomości stanowiących prywatny majątek prezes fundacji i jej brata w celu dodatkowego zabezpieczenia udzielanej dotacji.
- Nie wymagał tego regulamin projektu i wobec innych beneficjentów programu „Maluch+“ takich zabezpieczeń nie wymagano - zaznacza Beata Bejma.
Beata Bejma zrezygnowała z funkcji. Została powołana nowa prezes zarządu fundacji Irena Paczkowska. Miała zagwarantować, że projekt zostanie zrealizowany, a środki zostaną wydane zgodnie z prawem. Wymagane dokumenty zostały dostarczone urzędnikom. Dołączono też wykaz nieruchomości brata byłej prezes i samej byłej prezes.
- Dano nam bardzo krótki termin na dostarczenie tego wszystkiego, cały czas kontaktowano się ze mną również mailowo i proszono jeszcze o dodatkowe dokumenty. Zaznaczam, że kontaktowano się ze mną, a nie z nową panią prezes. Kiedy już dostarczyliśmy wszystkie wymagane dokumenty, otrzymaliśmy pismo na maila, że mimo wszystko Urząd odmawia przekazania dotacji - mówi była prezes.
DONIESIENIE
To był już ten moment, kiedy fundacja Szarotka postanowiła skorzystać z usług prawnika. Pełnomocnik skierował pismo do Urzędu z prośbą o wyjaśnienia powodów odmowy przekazania środków na żłobek w Szubinie. W odpowiedzi Urząd Wojewódzki poinformował, że 16 lipca postanowił zawiadomić prokuraturę, że prezes fundacji chciała sfałszować dokumenty.
- Od momentu dostarczenia umowy, czyli 22 maja, Urząd nie zawiadomił prokuratury, mimo iż urzędnik ma obowiązek uczynić to niezwłocznie, jeśli tylko podejrzewa, że mogło dojść do czynu zabronionego. Zrobił to dopiero wówczas, gdy okazało się, że mamy prawnika. Nie byłam w tej sprawie przesłuchiwana, ponieważ prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia - podkreśla Beata Bejma.
Urząd Wojewódzki zgłosił naruszenie art. 297 § 1 kodeksu karnego - przerobienie dokumentu dla uzyskania korzyści majątkowej. Komisariat policji Bydgoszcz Śródmieście odmówił wszczęcia dochodzenia na podstawie § 3 tego artykułu, bo fundacja korzyści majątkowej nie uzyskała. Urząd Wojewódzki nie daje za wygraną. Jak powiedziała podkom. Lidia Kowalska z zespołu prasowego KWP w Bydgoszczy, Urząd złożył zażalenie na postanowienie policji. Sprawa toczy się nadal, ale zmieniono kwalifikacje czynu na art. 270 kk - podrabianie umowy.
STANOWISKO URZĘDU WOJEWÓDZKIEGO
Poprosiliśmy Urząd Wojewódzki o stanowisko w tej sprawie.
Adrian Mól, rzecznik wojewody kujawsko-pomorskiego wyjaśnił, iż przepisy prawa materialnego nie określają sposobu przekazywania umów, dlatego dwa jednobrzmiące egzemplarze umowy zostały przekazane za pośrednictwem poczty (za potwierdzeniem odbioru), z prośbą o podpisanie i odesłanie jednego egzemplarza umowy w terminie
7 dni od daty otrzymania.
Pełnomocnik fundacji „Szarotka“ 22 maja 2018 r. zwróciła umowę, w której bez uzgodnienia z wojewodą prezes fundacji dokonała w sposób nieuprawniony zmian (wymieniła dwie strony umowy, str. 3 i 4); zmieniła wysokości kosztu całkowitego i środków finansowych własnych. Zmienione kwoty nie były zgodne z ofertą konkursową oraz kalkulacją kosztów realizacji zadania w 2018 r.
podpisaną przez prezesa zarządu fundacji „Szarotka“ - pisze rzecznik. Dalej wyjaśnia, że 22 maja prezes wraz z pełnomocnikiem została wezwana do osobistego stawiennictwa celem wyjaśnienia zmian dokonanych w podpisanej umowie. W konsekwencji umowa nie została zawarta. Należy stanowczo podkreślić, że do niezawarcia umowy nie doszło wskutek zaniechań wojewody, a wyłącznie wskutek bezprawnych działań prezes fundacji - twierdzi rzecznik wojewody Adrian Mól.
DOMNIEMANIE NIEWINNOŚCI
7 września fundacja Szarotka wniosła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy na bezczynność wojewody. Termin rozprawy został wyznaczony na 20 listopada. Z tego co się dowiedzieliśmy, sąd stwierdził, że sprawa winna być rozpatrywana z powództwa cywilnego, a nie trybem administracyjnym. Do czasu rozstrzygnięcia prawnego Urząd Wojewódzki nie podejmie żadnych czynności w tej sprawie.
ZABEZPIECZENIE
Zapytaliśmy jeszcze Urząd Wojewódzki, skąd wzięły się rozbieżności co do kwot dotacji. Zdaniem urzędników, fundacja złożyła 22 lutego 2018 r. kalkulację kosztów na kwotę 954.000 zł, z tego 750.000 zł zadania inwestycyjne (w tym dotacja z budżetu państwa 600.000 zł) i 204.000 zł na bieżące funkcjonowanie (w tym dotacja z budżetu państwa 24.000 zł).
Poprosiliśmy Urząd o wyjaśnienie, dlaczego poprosił o zabezpieczenie majątkowe fundację. - Ze złożonych przez prezes fundacji wyjaśnień wynikało m.in., że fundacja nie posiada żadnego majątku własnego, stąd m.in. żądanie wojewody o przedłożenie zabezpieczenia majątkowego wykonania umowy i dokonania zmian personalnych w zarządzie fundacji - odpowiada Adrian Mól. Urząd Wojewódzki jest zdania, iż zgodnie z zapisami programu Maluch+, wojewoda udzielający dofinansowania może wymagać od beneficjenta zabezpieczenia.
DAJĄ WOLNĄ RĘKĘ
Beata Bejma, choć nie jest prezesem fundacji, to zamierza zrealizować wyznaczony przez siebie cel. Chce dokończyć inwestycję.
- Kontaktowaliśmy się w tej sprawie również z Ministerstwem, które odpowiedziało, że pieniądze na ten cel są zabezpieczone. Mamy również możliwość złożenie ponownie wniosku w ramach programu na następny rok. Obawiamy się jednak, że zła wola Urzędu, a nawet osobista chęć zniszczenia fundacji, spowoduje, że tej dotacji nie dostaniemy - twierdzi Beata Bejma.
Zapytaliśmy Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, czy przyznane pieniądze przepadną, jeśli fundacja nie podpisze umowy. Wydział prasowy, bo nikt imiennie się nie podpisał, nie odpowiedział na to pytanie. Dowiedzieliśmy się, że wojewoda jest stroną umowy i że sprawuje kontrolę i nadzór nad realizacją programu w województwie i to on decyduje, czy zawrzeć umowę. Z informacji uzyskanych z Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego wynika, że w przypadku projektu „Stumilowy Las“ wystąpiło podejrzenie przerobienia przez beneficjenta umowy ws. przekazania dofinansowania w ramach programu „Maluch+“ 2018. W sprawie tej prowadzone jest postępowanie karne - pisze resort.
POCZUCIE WINY
Beata Bejma analizując całą sytuację cofa się do maja i powtarza, że gdyby umożliwiono jej podpisanie umowy w Urzędzie, to zapytałaby się na miejscu, skąd wzięły się inne kwoty dofinansowania, a tak z chęci przyspieszenia procedur poprawiła dokument, podpisała i wysłała przez pełnomocnika.
Fundacja zaciągnęła zobowiązania na około 250.000 zł. Była prezes przypomina, że Urząd Wojewódzki wiedział o zobowiązaniach. Mimo to zwlekał z podpisaniem umowy, a potem ostatecznie odstąpił. Teraz, jak dodała była prezes, z własnych środków stara się te zobowiązania spłacać, negocjując terminy płatności. Oddała również rodzicom wpisowe.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1398 (48/2018)

W związku z nowelizacją ustawy Prawo telekomunikacyjne informujemy o korzystaniu przez stronę palukitv.pl z plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich używanie.